Posłanki Prawa i Sprawiedliwości w trakcie obrad szczekaniem powitały wchodzącego na mównicę wicepremiera z Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysława Kosiniaka-Kamysza. Wśród wydających takie, kojarzone zwykle z pieskami a nie parlamentarzystami odgłosy, znalazła się Dominika Chorosińska, aktorka i była pisowska minister kultury w rządzie Mateusza Morawieckiego.
Co więcej, Dominika Chorosińska dorobiła ideologię do ekscesu własnego i koleżanek, stwierdzając w mediach społecznościowych, że to jedyny język, jaki rozumieją rządzący. Natomiast nawet uchodzący za twardego pisowca były kandydat na prezydenta stolicy Tobiasz Bocheński, teraz eurodeputowany – znalazł się i przeprosił za zachowanie koleżanki.
Wersal się skończył a happening trwa
Odkąd Andrzej Lepper oznajmił, wprowadzając do Sejmu swoją Samoobronę, że skończył się Wersal, mieliśmy w tym gmachu wiele ekscentrycznych zachowań. Od decyzji marszałka (wtedy z SLD) Marka Borowskiego, żeby nakazać Straży Marszałkowskiej, by siłą wyniosła z sali obrad posła Gabriela Janowskiego, protestującego na mównicy przeciw “dzikiej prywatyzacji”, w nocy, chociaż ten sam zapowiedział, że rano swoją okupację zakończy – po niedawne wyczyny posła PiS Dariusza Mateckiego, również o brzasku spacerującego po dachu sejmowego budynku i przez to nazwanego przez ówczesnego marszałka Sejmu Szymona Hołownię “kotem dachowcem”.
Jak widać pomysłowość parlamentarzystów okazuje się znaczna, chociaż nie przekłada się na podobną inwencję dotyczącą poprawek do uchwalanych ustaw. Polityczni happenerzy starają się za to jak mogą, żeby przelicytować siebie nawzajem. Polacy, dość niespodziewanie – na obniżającą się jakość sejmowych prac zareagowali rekordową obecnością przy urnach 15 października 2023 r. Prestiż Izby ani poziom posłów za sprawą tamtej krzepiąco wysokiej frekwencji wprawdzie od ręki – tej wrzucającej kartkę wyborczą do urny – jeszcze się nie poprawiły, ale innej drogi do zmian na korzyść nie znajdziemy.
Psie głosy nie idą pod niebiosy
Nieuleczalny optymista, taki, co zawsze będzie przekonywać, że przecież szklanka jest do połowy pełna – zapewne każe nam się cieszyć, że w tej kadencji posłom PiS pozostają kojarzone ze zwierzętami domowymi zachowania w sali obrad. Podczas gdy w Sejmie z lat 2015-19, gdzie stanowili większość, zdarzały się bez porównania groźniejsze – jak przeniesienie uchwalania budżetu do Sali Kolumnowej, żeby nie bruździła opozycja, której tam nie wpuszczono. Albo w kadencji kolejnej 2019-23, reasumpcja głosowania przez marszałek Elżbietę Witek wyłącznie z tego powodu, że PiS je przegrało. W dodatku optymista może nam klarować, że przecież następny rząd Morawieckiego, w którym Chorosińska miała objąć Ministerstwo Kultury jesienią 2023 r. nie powstał, bo PiS-owi zabrakło wtedy koalicjantów, więc nie ma powodu, żeby od razu ręce załamywać.
Pesymista z kolei, upierający się, że szklanka jednak do połowy pusta pozostaje – zasadnie wskaże, że obecne badania opinii publicznej wróżą powołanie po następnych wyborach (jesienią 2027 r.) rządu “czwórki do brydża”: Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego oraz obu Konfederacji: Sławomira Mentzena i tej Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Wtedy Dominika Chorosińska, czy oduczy się do tego czasu poszczekiwania w sali obrad czy nie, może nie tylko, jak z rachunku przyszłych głosów wynika, uzyskać znów nominację na ministra kultury, ale całkiem realnie już ten resort objąć i nim zarządzać. A wówczas zapewne zatęsknimy, pomimo wszystkich jej nieprawości i rozlicznych szaleństw, za obecną, choć operetkową “ministrą” kultury Martą Cienkowską. Nawet jeśli bowiem zarabiała gorszące kwoty na promocji zarządu zieleni miejskiej za rządów Rafała Trzaskowskiego w Warszawie a jej podwładny sekował wielkiego aktora Daniela Olbrychskiego – “ministra”| mówi jednak przynajmniej ludzkim głosem.