Ciocie Małgosie wszystkich mają w nosie

0
0

Sala Kolumnowa Sejmu, wtorek 28 lipca przed południem, za chwilę zaczyna się konferencja na temat bezpieczeństwa z udziałem notabli z MSWiA. Obstąpiona przez dziennikarzy wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Magdalena Roguska wyuczonym tonem odpowiada zdawkowo na pytania żurnalistów głównego nurtu w sprawie ataku chuliganów na młodych Ukraińców we Wrocławiu, jakby coś nowego poza oczywistym potępieniem dało się z tego tematu wykrzesać. Jako jedyny pytam ją, dlaczego Dawid Kacprzyk, bohater afery szpitalnej i dawny szef młodzieżówki Koalicji Obywatelskiej, wciąż pozostaje na wolności. Bo ma to na pewno związek z tematem konferencji, jakim pozostają sytuacje kryzysowe dla społeczeństwa.

Z taką mamy niewątpliwie do czynienia w służbie zdrowia, zdominowanej przez polityków i upartyjnionych samorządowców – skoro wspomniany Kacprzyk leczył zawał paracetamolem, co doprowadziło do śmierci zgłaszającej się na SOR w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim pacjentki. O tym mówią zwyczajni ludzie w kolejce do kasy w Biedronce czy Lidlu, w metrze czy przedziale wakacyjnego pociągu Intercity – a nie o bandziorach, co we Wrocławiu po kłótni sponiewierali ukraińska parę, z całym szacunkiem dla cierpienia tej ostatniej.

Wiceminister z MSWiA Roguska na pytanie o Kacprzyka odpowiada z wyraźnym wysiłkiem, odbiegającym do swady, z jaką reagowała wcześniej na dyżurne indagacje zgodne z przekazem dnia mediów main-streamowych. W Szpitalu Południowym trwa audyt, służby badają dokumenty, sprawa zostanie wyjaśniona. Tyle to wiemy z innych wypowiedzi prominentów dla stacji 24-godzinnych.

Ten dzień nadejdzie

Bańka w jakiej w niemal trzy lata po wyborach żyją politycy głównego nurtu izoluje ich od codziennych problemów bliźnich nader skutecznie, ale jeśli zaznaczające się już zmiany na scenie publicznej, rozpoczęte rozpadem formacji przegranej przed trzema laty, stanowią tylko początek szerszej tendencji do porządkowania od nowa układu niezmiennych od lat skrótowców nazw, określających składy rządów i wyniki sejmowych głosowań – czas konfrontacji z rzeczywistością nieuchronnie nastąpi.

Pytania o ocenę paskudnego pobicia pary naszych ukraińskich gości przez przedstawicieli rodzimego marginesu społecznego, zadawane w największej po sali posiedzeń przestrzeni sejmowej, uwłaczają inteligencji zarówno tych co je zadają, siedem z kolei, prawie nie różniących się od siebie – jak pani minister, która na nie odpowiada. Na razie sprawcy napaści są pod kluczem, a poszkodowanymi zajmuje się służba zdrowia. Z pozoru więc wszystko pozostaje w porządku. Nie ma natomiast podstaw do nakazywania Polakom by wstydzili się za sprawców napadu, zdegenerowanych recydywistów.

Niejeden z naszych rodaków jeszcze w czasach pokoju u wschodnich sąsiadów rozjeżdżając się po Ukrainie w celach turystycznych lub biznesowych, bezpowrotnie tam własny samochód stracił, przemocą z niego wysadzony przez miejscowych gangusów – a do głowy nam nie przychodzi, by domagać się odszkodowania za utracone w ten sposób auto u bohaterskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Jeszcze trudniej zrozumieć narrację obecnej władzy u nas, że bandyckie ataki na ukraińskich gości wynikają z politycznych motywacji. We wrocławskim akurat przypadku – z kłótni o miejsce w kolejce i pijaństwa. Zaś rzeczą władzy pozostaje złapanie sprawców – co się powiodło. I doprowadzenie do ich przykładnego ukarania, co miejmy nadzieję – też się uda. Nie zaś ideologizowanie wybryków mieszczących się w ramach przestępczości pospolitej.

Winni napaści siedzą, a niedawna śmierć Polki w Berlinie zamordowanej przez islamistę w trakcie tamtejszej parady równości pokazuje, że sąsiedzi Polski mają z przemocą i przestępstwami z nienawiści dalece poważniejszy problem niż my. By im u nas zapobiec, wystarczy sprawność służb. Nie trzeba żadnej reedukacji społeczeństwa, które przecież tak masowo i ofiarnie pomagało ukraińskim uchodźcom wojennym, którym choćby Niemcy zabraniali pracy u siebie i kazali mieszkać wraz z muzułmanami w kontenerach, bo tak tamtejsze ośrodki dla przybyszów wyglądają, co wiem nie z mediów, ale z bezpośrednich relacji naszych ukraińskich przyjaciół, którzy się przez nie przewinęli i z nostalgią wspominali wcześniejsze ich przyjęcie przez nas w kraju.

Władza nie ma pouczać obywateli, czym jest tolerancja – ale wymusić na własnych funkcjonariuszach skuteczne działanie. Nie tylko w zwalczaniu przestępstw wobec naszych słowiańskich gości. Jak się wydaje, we wrocławskim przypadku stosowne mechanizmy zadziałały, jak należy.    

Kacprzyk na wolności, więc kto nas uchroni przed leczeniem zawału serca paracetamolem

Gorzej, że rzeczony Kacprzyk, co na zawał ordynował pacjentce paracetamol, cieszy się wolnością, której nie tak dawno pozbawiono dziennikarza śledczego, co się naraził Romanowi Giertychowi, wiceprzewodniczącemu klubu parlamentarnego rządzącej Koalicji Obywatelskiej i adwokatowi rodziny Tusków – Leszka Kraskowskiego, zwolnionego na szczęście po stanowczym proteście ponad trzydziestu kolegów po piórze przeciw tej bezzasadnej represji. 

Zwykle za kraty trafia ten, kto może mataczyć, wpływać na bieg postępowania, ustawiać świadków. Nawet usunięcie z sieci profili społecznościowych Kacprzyka nie skłoniło jednak badających jego sprawę do zastosowania środka zapobiegawczego. Chociaż intencja zacierania śladów wydaje się ewidentna.

Dla zwykłych obywateli sytuacja pozostaje więc równie oczywista: Kacprzyk wydaje się bezkarny, bo pozostaje świętą krową. Liczy skutecznie na ochronę prominentów, którym wcześniej zapewniał, z pominięciem zwyczajnych pacjentów, obsługę poza kolejnością na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, którym zawiadywał. 

Zwyczajni ludzie mogą się domyślać, że doktora ze Szpitala Południowego się nie zamyka, bo za kratami mógłby zeznawać przeciwko “układowi warszawskiemu”, bo przecież protektorzy ze stołecznego samorządu, zdominowanego przez partyjnych polityków, w zamian za “VIP-owski status” na SOR-ach i izbach przyjęć powierzyli Kacprzykowi, z dłuższym stażem na czele partyjnej młodzieżówki niż w zawodzie lekarza, kierowanie Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym. Funkcję nie tylko wymagającą, ale wręcz domagającą się odpowiedzialności. Zaś na stronach internetowych tej placówki  przedstawiony był jako anestezjolog, chociaż nawet specjalizacji nie zrobił. 

Za patronkę młodzieżówek partyjnych KO uchodziła przez lata marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. Przez podopiecznych nazywana poufale “ciocią Małgosią”. Pamiętam jedną z prezentacji platformerskiej młodzieży pod gmachem Sejmu z jej udziałem, kiedy oddelegowana do wystąpienia przedstawicielka młodych kadr, być może onieśmielona właśnie obecnością Kidawy-Błońskiej, z wysiłkiem na twarzy wydukała z pamięci dwa zdania, po czym zacięła się i dalej już stremowana słowa nie umiała wykrztusić.

Z czasem okazało się, że to nie brak obycia i zimnej krwi stanowi główny problem młodzieżówki obecnej partii władzy.

Niedawny przez trzy lata szef Nowej Generacji, młodej przybudówki KO, Dawid Kacprzyk ze swoją arogancją, pazernością i cynizmem stanowi chodzące ostrzeżenie, kim stać się może młody polityk, gdy starsi nie dają mu ani pozytywnych wzorców, ani nie sprawują nad nim niezbędnej kontroli.

Znaczącego i dającego się zapamiętać głosu Kidawy-Błońskiej w sprawie afery w szpitalach ursynowskim i bródnowskim do tej pory nie usłyszeliśmy. Jej poprzednik na tym stanowisku, Tomasz Grodzki, na pewno by się na to zdobył, nie tylko dlatego, że pozostaje lekarzem z zawodu. Horyzonty ma też szersze od sukcesorki. Skoro kiedyś przyjmował w swoim senackim gabinecie świeżo nagrodzoną Literackim Noblem Olgę Tokarczuk. Zaś obecna “marszałkini” w sferach literackich da się zapamiętać zmarnowaniem pieniędzy przeznaczonych na promocję polskich twórców wśród Polonii na lansowanie hejterów grasujących po sieci z korzyścią dla Koalicji Obywatelskiej. Do historii politycznej arogancji w Polsce przeszła też odzywka Kidawy-Błońskiej, że oddanie zachachmęconych w ten sposób środków zamyka sprawę. Przypomnieć warto, że tak samo broni się teraz doktor Kacprzyk: też przecież zwrócił część bezprawnie pobranych wynagrodzeń. Sumujących się do trudno wyobrażalnej dla zwykłego podatnika kwoty 1,6 mln zł. Na jej tle przetracone senackie 58 tys na kulturę dla Polonii to drobiazg. Skoro z tamtej afery marszałkini wytłumaczyć się nie raczyła, trudno od niej oczekiwać przyzwoitej wykładni sprawy doktora Kacprzyka.       

Wiceminister Magdalena Roguska, skromnie przedstawiająca się jako “polityczka”, “filolożka” a nawet “działaczka samorządowa”, zdawkowo zbywająca pytanie o odpowiedzialność Kacprzyka za to, co wyprawiał z pacjentami – pozostaje w MSWiA zastępczynią Marcina Kierwińskiego. Zarazem szefa struktur warszawskich Koalicji Obywatelskiej. Tych, które wykreowały układ, jaki awanse i bezkarność niemoralnego doktora z młodzieżówki co najmniej tolerował. O tym również wypada pamiętać, nawet gdy stara się wywrzeć dobre wrażenie. Za późno, pora na stosowne działania. Wyborcy i tak je przecież wymuszą, tak w Warszawie jak w skali kraju. Na obecnej władzy albo jej następcach.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here