Czy Berkowicz wie, o kim mówi

0
24

Konrad Berkowicz, poseł Konfederacji, wypytywany przez Justynę Dobrosz-Oracz z TVP, czy był w wojsku, zareagował na to agresywnym stwierdzeniem: “rozmawiam z dziennikarzami, a nie z kurtyzanami”. Jedyne, co może stanowić ewentualnie okoliczność łagodzącą – to fakt, że parlamentarzysta znaczenia tego słowa nie rozumie. Co prawdopodobne, ale w takim razie nie powinien go używać. Tak czy owak na potępienie zasługuje, a usprawiedliwień brak.

Pod koniec PRL zdarzyło się, że do Urzędu Stanu Cywilnego zgłosili się rodzice z zamiarem nadania córce imienia “Kurtyzana”. Bo słówko im się spodobało. Berkowicz wywodzi się z klasy ludowej, tak to można określić posługując się eufemizmem. Jedyne czym zasłynął, to próba wyniesienia z supermarketu artykułów, za które nie zapłacił. Być może więc rzeczywiście nie zdaje sobie sprawy z tego, co powiedział.

Więcej już w tej sprawie… w żart obrócić się nie da. Jeśli bowiem należyta reakcja klasy politycznej nie nastąpi – dojdzie do eskalacji i niebawem posłowie zaczną również w sali obrad mówić w podobny sposób o posłankach, co Berkowicz o nagabującej go dziennikarce TVP.

Jedni o agresji, drudzy o sobie, a gdzie istota problemu

Rolą dziennikarza jest pytać, poseł może odpowiadać lub nie, ale nie ma prawa obrażać tego, kto go indaguje.

Najsmutniejszym aspektem afery okazuje się próba tonowania czy rozmywania istoty sporu: niektórzy opozycyjni politycy wskazują na domniemaną agresywność Dobrosz-Oracz. W Sejmie spędzam od czterech do pięciu dni w tygodniu i nie zauważyłem, żeby Justyna z TVP polityków gryzła, kopała lub drapała czy pluła na nich, bo takie zachowania – a nie zadawanie dociekliwych pytań – wyczerpują znamiona agresji.

Odpowiedzialności za to, co się stało, nie da się podzielić pomiędzy sprawcę a ofiarę incydentu.

Niemądrze zachowują się również dziennikarze demokratyczni, bo zamiast wspólnie wobec wybryku Berkowicza wyrazić dezaprobatę i zaprosić do protestu w tej sprawie również kolegów, a zwłaszcza koleżanki z Republiki – lansują samych siebie w mediach społecznościowych, jak bardzo się oburzają. Radomir Wit i podobne męskie lale Barbie…

Psie głosy nie idą pod niebiosy

Kiedy przed laty po ujawnieniu przez Andrzeja Morozowskiego i Tomasza Sekielskiego korupcji politycznej, czy ściślej niemoralnych propozycji – posad za głosy w Sejmie – składanych przez Adama Lipińskiego z Prawa i Sprawiedliwości posłance Renacie Beger, niejaki Jerzy Kłosiński, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wykorzystał nieobecność swojej przełożonej Krystyny Mokrosińskiej i bez powiadomienia prezesa honorowego Stefana Bratkowskiego (który mało apopleksji nie dostał, gdy się o sprawie dowiedział) sprokurował czy raczej sfałszował oświadczenie SDP, potępiające nie sprawców lecz demaskatorów afery – przeciw niemu opowiedziało się całe środowisko dziennikarskie.

Zadzwonił do mnie wtedy, a pracowałem wówczas w “Tygodniku Solidarność”, dziennikarz “Gazety Wyborczej” Wojciech Czuchnowski. Na gorąco uzgadnialiśmy treść protestu, pamiętam, jak suflowałem, by nie pisać w oświadczeniu, że SDP “dało głos”, bo głos to pies daje, a nie stowarzyszenie zawodowe. I tak, od słowa do słowa, wystąpiliśmy razem, list z potępieniem uzurpatora i wsparciem dla dziennikarzy śledczych podpisaliśmy zgodnie, a obok nas uczynili to m.in. Cezary Gmyz i Agnieszka Kublik a więc postaci z różnych zupełnie medialnych bajek. Nikt już nigdy więcej nie usłyszał o żadnym Kłosińskim. Nie wiem, czy politycy zaczęli miarkować się ze składaniem niemoralnych propozycji innym, ale liczą się chociaż z możliwością, że zostanie to nagrane i ujawnione.

Marzy się teraz podobnie jednoznaczna reakcja. Nie ma żadnej sprawy Dobrosz-Oracz, nie tędy droga. W grę wchodzi wyłącznie niedopuszczalne zachowanie polityka, które trzeba potępić, zanim się upowszechni.

Nie chcemy chyba Sejmu w którym nagminnie posłanki będą szczekać, zamiast mówić, jak już to się zdarzyło Dominice Chorosińskiej, a za całą gestykulację wystarczy wysunięty palec Joanny Lichockiej. Wszystko to już się zdarzyło, dużo gorzej, gdy patologia stanie się normą. 


Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here