Czy stolica da początek zmianie

0
2

Zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum w Warszawie, które zdecyduje, czy prezydenta Rafała Trzaskowskiego odwołać nie tyle przed końcem kadencji, co dokładnie w jej połowie – nie cieszy się wielkim zainteresowaniem mieszkańców. Regularnie jednak przybywa tych, co głosowanie powszechne w tej sprawie popierają. Żeby się odbyło, potrzeba 132 tys podpisów. Akcja prowadzona przez Macieja Wilka, powiązanego w przeszłości z Mateuszem Morawieckim, ale wspierana dyskretnie przez PiS, którą to partię były premier niedawno opuścił – może przynieść zmiany nie tylko w Warszawie.

Jeśli rzecz ująć najkrócej, inspiracja pisowska – bo projekt referendalny zrodził się jeszcze przed podziałem w dawnej partii władzy – przerodzić się może w rzeczywiste powszechne głosowanie Warszawiaków. A to ostatnie – wyłonić liderów i formacje o ambicjach nie tylko lokalnych.

Konfuzja rządzących w wielkich miastach, czyli szyld KO już nie wystarczy

Warszawa, gdzie symbolem obecnej władzy stały się dymisje dwóch “wiceprezydentek” za brak nadzoru nad Szpitalem Południowym, w którym miały miejsce gorszące afery (przyjmowanie prominentów poza kolejnością czy 1,6 mln zł rocznie zarobków zawiadującego SOR medyka Dawida Kacprzyka, który dłuższy niż w lekarskiej profesji staż miał w młodzieżówce rządzącej PO) może stać się poligonem zmian o ogólnopolskim już charakterze. I wcale nie Prawo i Sprawiedliwość ani Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego mogą stać się ich głównym beneficjentem.

Niedawno w Krakowie odwołano z funkcji prezydenta z Koalicji Obywatelskiej Aleksandra Miszalskiego za to, że bardziej dbał o turystów niż mieszkańców: symbolem tego stały się niezliczone ograniczenia dla tych ostatnich. Nie wiemy jeszcze, kto na ich decyzji skorzysta, bo na przedterminowe wybory następcy dopiero czekamy.

Liderzy KO w Krakowie popełnili błąd, bo wezwali do bojkotu referendum, wierząc, że oponenci Miszalskiego nie pójdą do urn tak masowo, by osiągnięty został próg ważności głosowania (wedle przelicznika: trzy piąte tych, co wzięli udział w poprzednich wyborach). Stało się inaczej, bo zastrzeżenia do urzędującego prezydenta mieli nie tylko zwolennicy PiS.

Niewykluczone, że podobna sytuacja powtórzy się w Warszawie z Rafałem Trzaskowskim.

Wtedy w stolicy zacznie się gra o wszystko. Wymieniana jako kandydatka partii rządzącej Aleksandra Gajewska raczej nie podoła zadaniu. W tej sytuacji Donald Tusk wskaże zapewne swojego zaufanego, obecnego ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego. Raz już zawrócił go z europarlamentu, żeby objął funkcję w kraju. Kierwiński, chociaż polityk zręczny, nie jest na pewno postacią charyzmatyczną. Niespodzianki więc nie da się wykluczyć.

Co czwarty Polak czeka na nową ofertę

Jeśli sytuację, jaka powstała najpierw w Krakowie, a teraz być może powtórzy się w stolicy, rzutować na cały kraj – to warto przypomnieć, że wedle sondaży z końca ubiegłego roku (SW Research, listopad 2025) aż 32 proc Polaków zapowiadało gotowość poparcia już w najbliższych wyborach do Sejmu jesienią 2027 r. zupełnie nowej partii politycznej. Powołanie Rozwoju Plus Morawieckiego, jak pokazują wyniki innych badań, w których osiąga on zwykle góra siedmioprocentowy urobek – zaspokoiło w mniej niż jednej czwartej zapotrzebowanie Polaków na nową siłę polityczną.

Być może jej lider ujawni się właśnie w przedterminowych wyborach w Warszawie.

Jeśli do nich dojdzie, z pewnością staną się okazją do licytacji pomysłów na stolicę. Tych ostatnich wyraźnie brakuje Trzaskowskiemu i jego administracji. Świadczy o tym chaos budowlany i remontowy. W wyniku tego pierwszego powstają budynki, jakie stanąć mogłyby równie dobrze w Kuala Lumpur czy Johannesburgu, bo całkiem pozbawione wyrazu. Ten drugi owocuje nierzadko efektem, że dany plac czy ulica po szumnie reklamowanej rewitalizacji wyglądają… gorzej, niż przedtem. Trudno zachwycać się Placem Trzech Krzyży czy okolicą Domu Braci Jabłkowskich już po dokonanych tam zmianach. Część Śródmieścia slumsuje, mnożą się pustostany, a nastrojowe kawiarnie wypierane są przez kebabownie.

Na razie ludzie Macieja Wilka, byłego pracownika globalnej firmy consultingowej PriceWaterhouseCoopers oraz LOT-u, a nawet szefa innych, kanadyjskich linii lotniczych, postaci tyleż barwnej, co zagadkowej – odwołują się do znużenia mieszkańców aferami obecnego “układu warszawskiego”. Dlatego Stołeczna Inicjatywa Referendalna ma ten sam skrót, co Szpitalny Oddział Ratunkowy, co kojarzy się niezbicie z nieprawościami w Południowym i praktykami rozbijającego się Porsche Panamera doktora Dawida Kacprzyka rodem z młodzieżówki Nowa Generacja. Ten ostatni, jak przyznała odwołana już prezes Południowego Anna Łukasik – miał jej powiedzieć, że pilnuje szpitala w imieniu Trzaskowskiego. Dla prezydenta stolicy ta deklaracja stać się może gwoździem do politycznej trumny, nie tylko w Warszawie. Dalece ciekawsze okaże się natomiast, kto na tym zyska. Warszawiacy, jak się wydaje, raczej na zmianie nie stracą, wszystko jedno, czy następcą zostanie albo lepiej radzący sobie z rolą gospodarza kandydat KO, albo niespodziewany zwycięzca. Jeśli ten drugi – naturalną jego ambicją stanie się rychło wykreowanie nowej siły już w skali kraju.  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here