Futbol: powrót człowieka sukcesu?

0
3

Po fatalnym początku gry reprezentacji w Lidze Narodów, prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Cezary Kulesza wkrótce zwolni jej selekcjonera Jana Urbana, dowiadujemy się nieoficjalnie. Nie będzie jednak tak, że wręczy mu dymisję i ogłosi casting. Następcę wskaże od razu. W grę wchodzą dwaj trenerzy: Czesław Michniewicz, który cztery lata temu na Mundialu w Katarze uczynił Polskę 15. piłkarską potęgą świata lub Jerzy Brzęczek, co wcześniej wywalczył z zespołem awans na Euro.

Obaj zostali szpetnie potraktowani: zamiast premii dostali wymówienia. Jeśli jeden z nich teraz powróci, to jednak nie jako pokrzywdzony, lecz człowiek sukcesu, zdolny i teraz wyciągnąć narodową reprezentację z ciężkiego kryzysu.

Jeśli się to nie powiedzie – do 15. miejsca ekipy Michniewicza na katarskim mundialu wzdychać będziemy przez kilkadziesiąt lat, podobnie jak przed tym wynikiem – do podobnej lokaty, wywalczonej przez Antoniego Piechniczka w Meksyku w 1986 r. I wtedy komentatorzy nie byli z niej zadowoleni, podobnie jak z efektu w Katarze – ale później do trzech kolejnych Mistrzostw Świata w ogóle nie byliśmy w stanie się zakwalifikować, a kiedy wreszcie się to udało dopiero w 2002 r, występ przyniósł kompromitację, podobnie jak na Mundialach następnych włącznie z rosyjskim (2018 r.), kiedy to zespół Adama Nawałki przegrał nawet z Senegalem i wysoko (0:3) ze słabą Kolumbią.

Przełamał to fatum dopiero Michniewicz, ale po powrocie mu podziękowano za pracę, chociaż w Katarze przegraliśmy tylko – i to godnie – z mistrzami świata Argentyńczykami (0:2) i wicemistrzami z Francji (1:3), wygraliśmy za to z bogatą i inwestującą w futbol Arabią Saudyjską, która jako jedyna na tamtym turnieju pokonała zwycięską Argentynę i zremisowaliśmy z wyżej notowanym i niemal zawsze w Mundialach uczestniczącym Meksykiem.

Krytykom nie odpowiadał jednak styl gry, chociaż piłka nożna to nie łyżwiarstwo figurowe ani skoki narciarskie, zresztą i w tych drugich punktuje się osiągniętą odległość, a nie samo piękno lotu. W każdym razie autor ostatniego na razie w polskim futbolu sukcesu ustąpić musiał miejsca trenerowi zagranicznemu. Podobnie jak dużo wcześniej Jerzy Brzęczek, zaraz po awansie na Euro przed pięciu laty. Portugalscy następcy: Brzęczka – Paulo Sousa oraz Michniewicza – Fernando Santos, niczego z drużyną nie dokonali, a pierwszy z nich ją porzucił niczym w XVI wieku król Henryk Walezy Polskę…

Teraz wiadomo, że następcą Jana Urbana nie zostanie selekcjoner zagraniczny, lecz polski – i to taki, który już się sukcesami wykazał. Czeka go niełatwe zadanie.

Urban na stanowisku pozostać nie może, bo jego decyzje pozostają niezrozumiałe, jak posadzenie na ławce rezerwowych najbardziej renomowanego polskiego gracza Roberta Lewandowskiego w meczu ze Szwecją i nagłe wprowadzenie go na ostatnie minuty, gdy porażka była już przesądzona.

Na inaugurację Ligi Narodów zremisowaliśmy bezbramkowo u siebie na Narodowym z Bośnią i Hercegowiną, potem na wyjeździe przegraliśmy 1:3 ze Szwecją. Co najgorsze, nie mogło to być zaskoczeniem. Oba zespoły nie tylko zagrały na tegorocznym amerykańskim Mundialu, ale wyszły tam z grupy. A nam drogę na Mistrzostwa Świata zagrodziła porażka ze Szwecją właśnie. Tą samą drużyną, której kosztem awansowaliśmy za Michniewicza na Mundial katarski po golach Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego w barażu w Chorzowie (2:0). Sukcesy obu tych zawodników za granicą dobitnie wykluczają prawdziwość opinii, że Polacy oduczyli się grać w piłkę nożną. Udowodnienie, że tak nie jest, to już rola następcy Urbana. Bo coraz trudniej uwierzyć, żeby obecny selekcjoner podoła temu zadaniu.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here