Człowiek racjonalny nie wierzy w numerologię, czyli magiczne znaczenie liczb. Jednak polską politykę cechuje raczej swoisty irracjonalizm i skłonność do myślenia magicznego właśnie. W tym sensie kwota 1,6 mln zł okazuje się wielkością wyjątkowo kłopotliwą dla rządzących. Najpierw tyle rocznie zarobił były szef młodzieżówki KO dr Dawid Kacprzyk w tym również za dyżury, które pełnił tylko na papierze. Teraz okazało się, że Marta Cienkowska, zanim została “ministrą” kultury, dokładnie tyle samo ze swoją firmą dostała od warszawskiej spółki zajmującej się zielenią miejską za organizowanie “eventów” takich jak spacery i pikniki oraz – jeśli rzecz ująć najogólniej – robienie dobrego wrażenia.
Dzień przed ujawnieniem tej kolejnej afery – bo tylko naiwni uwierzą, że promocja prac miejskich ogrodników, a raczej urzędników od wytyczania alejek w parkach tyle jest warta, ile apartament w centrum stolicy lub nowy Bentley Coupe – służby weszły rano do letniego domu b. przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Macieja Świrskiego, bez związku z jego rolą w tym organie koordynującym ład medialny, za to z powodu aktywności w fundacji, mającej promować polskość za granicą. Zamiast to robić, co było jej statutowym celem – Polska Fundacja Narodowa za czasów Świrskiego zajmowała się kampanią zniesławiającą sędziów, która miała wesprzeć operację potocznie zwaną pisowską reformą wymiaru sprawiedliwości.
Państwo rzymskie i ulica warszawska
Dzień przed ujawnieniem tej kolejnej afery – bo tylko naiwni uwierzą, że promocja prac miejskich ogrodników, a raczej urzędników od wytyczania alejek w parkach tyle jest warta, ile apartament w centrum stolicy lub nowy Bentley Coupe – służby weszły rano do letniego domu b. przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Macieja Świrskiego, bez związku z jego rolą w tym organie koordynującym ład medialny, za to z powodu aktywności w fundacji, mającej promować polskość za granicą. Zamiast to robić, co było jej statutowym celem – Polska Fundacja Narodowa za czasów Świrskiego zajmowała się kampanią zniesławiającą sędziów, która miała wesprzeć operację potocznie zwaną pisowską reformą wymiaru sprawiedliwości.
Państwo rzymskie i ulica warszawska
Opinia publiczna znajduje błyskawiczną wykładnię perypetii dawnego szefa KRRiTv: służby zabrały Świrskiego, a ponieważ źle się poczuł, od razu zawiozły go na SOR (co rzeczywiście miało miejsce). A tam lekarz też złodziej. Taki opis sytuacji daje na bieżąco ulica warszawska.
Oczywiście można się zżymać, że to naganne uproszczenie, skoro nawet Świrski choć wyjątkowo arogancki i antypatyczny, dopóki nie został skazany powinien być traktowany jak niewinny, a już na pewno lekarz zawiadujący SOR gdzieś na Warmii i Mazurach przyzwyczajony do reanimowania podtopionych po alkoholu letników żadną miarą nie zasługuje na porównanie ze znachorem ze Szpitala Południowego bez specjalizacji wprawdzie, ale za to z trzyletnim doświadczeniem w kierowaniu młodzieżówką Koalicji Obywatelskiej. Jednak vox populi, vox Dei, pamiętajmy, że tej zasadzie państwo rzymskie swoją potęgę zawdzięczało. I w praktyce nawet prawo rzymskie przed jej siłą ustępuje, chociaż gdy to u nas u schyłku życia zauważył zasłużony jak mało kto dla demokracji Kornel Morawiecki – odsądzano go od czci i wiary. Ale to w dojrzałych demokracjach właśnie – obowiązuje zasada, że z opinią publiczną się nie dyskutuje. Obowiązkiem aktorów życia publicznego pozostaje podążanie za jej głosem, przynajmniej, jeśli pragną na scenie politycznej pozostać i ze swojego zajęcia siebie i rodzinę utrzymać, choć niekoniecznie na poziomie równie wybujałym jaki osiągnęli: były szef młodzieżówki Koalicji Obywatelskiej i lekarz bez specjalizacji Dawid Kacprzyk albo minister kultury w rządzie Donalda Tuska Marta Cienkowska, zwana – jeśli wierzyć zwykle wiarygodnej publicystce Dominice Długosz i jej nie tak dawnemu tekstowi w “Newsweeku” – przez własnych podwładnych “ministrą zajebistą”, co zresztą podobno jej samej bardzo odpowiada.
Mistrzowie prostych recept
Mistrzowie prostych recept
Opinia publiczna, niezawodny sędzia zachowań zawodowych polityków, odwzorowuje po swojemu efekty niedawnych harców tych ostatnich. W sondażu United Surveys wygrywa wprawdzie wciąż Koalicja Obywatelska (29 proc poparcia) przed Prawem Sprawiedliwością (23 proc) ale nie dowodzi to wcale wyrozumiałości wyborców dla promotorów doktora Kacprzyka ani dla ulubienicy Donalda Tuska na czele resortu kultury Marty Cienkowskiej, przydomki tym razem pomińmy. Uderza co innego: łączne poparcie dla obu Konfederacji: tej Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka (16 proc) oraz Korony Polskiej Grzegorza Brauna (10 proc) przewyższa już sondażowy urobek partii Jarosława Kaczyńskiego i zbliża się do wyniku liderującej KO. Co więcej, zwycięstwo tej ostatniej może okazać się pyrrusowe, skoro w tym samym badaniu obecni jej koalicjanci stoją marnie: Lewica odnotowuje 7,5 proc zaś Polskie Stronnictwo Ludowe nieco ponad 5 proc, co partii Władysława Kosiniaka-Kamysza dałoby wprawdzie obecność w przyszłym Sejmie ale nie z klubem nawet lecz kołem tylko z 9 posłów złożonym. Lepsze to niż nic, bo żadna z resztówek formacji Szymona Hołowni: Polska 2050 ani Unia Centrum nawet progu 5-procentowego nie przekracza [1]. KO z najlepszym wynikiem wyborczym nie miałaby więc z kim rządzić. Dokładnie taki sam los spotkał PiS w 2023 r.
Teraz z badań wynika, że jeśli odrzucić scenariusze, które się na pewno nie ziszczą, jak współrządzenia KO z PiS, bo wielkie koalicje stają się możliwe w sąsiednich Niemczech ale nie u nas – nie powstanie w przyszłym Sejmie żadna zdatna do rządzenia większość bez udziału obu Konfederacji: Mentzena i Brauna. Wraz z PiS taki układ mieć będzie 259 posłów na 460 w przyszłym Sejmie.Znając brak zasad, cechujący Jarosława Kaczyńskiego, nie ma podstaw, by wątpić, że podobną koalicję stworzy. Pamiętam, jak po wyborach w 2005 r. z dyktafonem w ręku spytałem prezesa PiS o ewentualny sojusz rządowy z Samoobroną Andrzeja Leppera. Określił wtedy taką możliwość jako “skrajnie mało prawdopodobną”. Po czym… taką właśnie koalicję zawarł. I przez kilkanaście miesięcy rządziła ona Polską.
Psychologia polityczna Kaczyńskiego, na prostej żądzy władzy oparta, podbarwionej jeszcze negatywnymi emocjami (jak kompleks, jaki żywi on wobec Donalda Tuska) stanowi temat mniej frapujący niż wzrost poparcia społecznego dla obu Konfederacji. Kiedy reżyser Grzegorz Braun zakładał własną, tę Korony Polskiej, przewidywano, że albo będzie to formacja egzotyczna o śladowym tylko znaczeniu, albo też jej popularność odbierze zwolenników mocniejszym konfederatom od Mentzena i Bosaka. Ani jedno ani drugie nie miało miejsca. Braun nie dał się zmarginalizować i jego Korona notuje teraz dwucyfrowe już poparcie. Zarazem większa z Konfederacji wcale nie traci i stabilizuje się jako trzecia siła polityczna w Polsce. Paliwa starcza dla jednych i drugich.
Odpowiedź na to, dlaczego tak się dzieje, nie ma związku z pogorszeniem kontaktów z Ukrainą spowodowanym gloryfikowaniem zbrodni Ukraińskiej Powstańczej Armii przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Antyukraińskiej narracji próbowało przecież także PiS i wcale na niej nie zyskało. Co więcej, gdy Przemysław Czarnek przesadził, bo jego wypowiedź o potrzebie wstrzymania pomocy dla Kijowa odebrana została jako prokremlowska – skarcił go dotkliwie sam Kaczyński.
Obie Konfederacje zyskują, bo oferują proste rozwiązania problemów, z którymi nie radzą sobie obie główne partie. Oddaje to słynna odpowiedź Sławomira Mentzena na pytanie, z czego ma być finansowana służba zdrowia: – Z pieniędzy. Podobnie koncepty Brauna skarżącego się na “eurokołchoz” stanowią alternatywę dla hamletyzowania polityków głównego nurtu, obojętnie czy są z PiS czy z KO, w kwestiach szczegółowych polityki Unii Europejskiej takich jak “zielony ład” czy obowiązkowe kwoty przyjmowania imigrantów. Politycy głównego nurtu sami sobie konkurencję stworzyli, skoro unikają stawiania czoła kwestiom najbardziej zwyczajnych Polaków bulwersującym. Wyszło to na jaw przy okazji afer w ochronie zdrowia, spowodowanych przez partyjnych nominatów. Zaś żadna z Konfederacji nie zarządza szpitalami ani nawet ich oddziałami ratunkowymi. Im więcej mowy o tym, że źle się tam dzieje – tym większy zysk dla formacji Bosaka i Mentzena oraz Brauna.
Bo prościej niż KO czy nawet PiS opisują rzeczywistość społeczną. Politycy głównego nurtu mają też jak widać mnóstwo czasu i sporo też go marnują, skoro Kaczyński, nie bacząc na oczywistą śmieszność, ogłosił właśnie w ramach przyszłego paktu senackiego porozumienie z Markiem Wochem z Bezpartyjnych Samorządowców. Co ostatni, jak wiemy, w pamiętnych wyborach z 15 października 2023 r. wystawili do Sejmu listę ogólnopolską, która zyskała poparcie – to nie żart – 1 proc głosujących. Skoro nie udało się do Sejmu, spróbujemy do Senatu, taka się wydaje logika Wocha i jego kolegów. O przyczynach odrzucenia Bezpartyjnych Samorządowców przez wyborców i ich operetkowej kampanii z 2023 r. pisał już na łamach PNP 24.PL mecenas Marek Czarnecki. Nie trzeba więc tego powtarzać. Osobną kwestią pozostaje, że Kaczyński poważniejszych partnerów do koalicji senackiej… wydaje się rzeczywiście nie mieć. A to już polityczna burleska. Co nie zmniejsza zresztą jego szans na rządzenie Polską od jesieni przyszłego roku. A to z kolei tragikomedia.
Polityka buksuje w starych koleinach
Polityka buksuje w starych koleinach
Kiedy w latach 90. u schyłku nieudanej prezydenckiej kadencji Lech Wałęsa po rozbiciu Solidarności próbował organizować pod marką Obozu Patriotycznego własną formację i lgnęli do niego szefowie rozlicznych mikroskopijnych ugrupowań – bard prawicy Leszek Czajkowski podsumował to w jednym z ówczesnych protest-songów zgrabną rymowanką: “Słabi do Wałęsy / Wyciągają łapy / Bo Nikodem Dyzma / szansą dla kanapy”. Perypetie Bezpartyjnych Samorządowców i ich rachitycznego lidera Wocha pokazują, że jeśli Wałęsę w tekście tej starej śpiewki zastąpić Karolem – bo to prezydent Nawrocki, a nie prezes Kaczyński patronować ma paktowi senackiemu, obejmującemu PiS z przyległościami – stara piosenka okaże się aktualna. Co wskazuje nieubłaganie na zawodność kategorii postępu w polskiej polityce. Buksuje ona raczej w starych koleinach.
Regresem okazuje się natomiast pogłębiający się podział na zasadzie “my” i “oni”, znany jeszcze z PRL i nie przełamany po 4 czerwca 1989 r. z powodu arogancji i niedojrzałości nowej klasy politycznej. Symetria afer po obu stronach sceny politycznej sprzyja utrwaleniu przekonania, że zawodowi politycy – jedni i drudzy – są tacy sami. Zmniejsza to szansę na powtórzenie się fenomenu wysokiej frekwencji z 15 października 2023 r. dowodzącego bezsprzecznie obywatelskiej dojrzałości uchodzącego za zatomizowane polskiego społeczeństwa. Cud zdarza się jednak tylko raz, tym bardziej, że to politycy – a nie wyborcy przecież – zmarnowali w znacznej mierze jego efekty. Nie wróży to ożywczej zmiany w polskiej polityce. Trzeba jednak pamiętać, że przełomy w niej następowały zwykle wówczas, gdy się ich nie spodziewano. A przynajmniej nie przewidywali ich socjologowie, do dyspozycji mający materię sondaży i badań fokusowych ale głusi na mądrość zbiorową. Nie da się wykluczyć, że tę ostatnią społeczeństwo po raz kolejny objawi. Wyczerpania się możliwości dotychczasowych partii politycznych nie da się bowiem utożsamiać z kryzysem demokracji. Taka diagnoza odzwierciedla punkt widzenia wyłącznie polityków a nie wyborców. Niejeden raz w naszej najnowszej historii jej wiatr skutecznie poprzewracał zmurszałe wprawdzie ale pretendujące do trwałości partyjne szyldy.
Niejeden raz we współczesnych dziejach Polacy pokazali, że umieją mądrze wybierać, jak w 1989, 1997 i 2023 roku. Rzeczą polityków pozostaje przedstawienie im sensownej oferty.
Obecne partyjne skrótowce z pewnością jej nie wyczerpują. Skoro tak obficie przywoływaliśmy aktualne sondaże poparcia dla nich, nie od rzeczy będzie przypomnieć, że z innych, nieco tylko wcześniejszych badań opinii wynika, że aż 32 proc Polaków z nadzieją powita utworzenie nowej formacji politycznej jeszcze przed głosowaniem do parlamentu w 2027 r. i gotowych jest ją poprzeć [3]. To więcej, niż obecnie ma zwolenników przewodząca sondażom Koalicja Obywatelska. Oznacza to, że wybory wygrać może partia, która teraz jeszcze nie istnieje.
[1] sondaż United Surveys by Ibris z 10-12 lipca 2026[2] por. Marek Czarnecki. Dlaczego przegraliśmy? PNP24.pl z 27 października 2023 [3] badanie SW Research, listopad 2025; por. Aleksandra Czurczak. Nowa partia na horyzoncie? Interia.pl z 29 listopada 2025