Obwarzanki i podpalacze

0
2

Po pierwszej turze wyborów prezydenckich w Krakowie

Łukasz Gibała, siostrzeniec Jarosława Gowina, były poseł Ruchu Palikota i dysydent z Platformy Obywatelskiej, podobnie jak wuj wstaje skoro świt, a przynajmniej wcześniej od kontrkandydatki do prezydentury Krakowa, wspieranej osobiście przez Donalda Tuska senator Moniki Piątkowskiej. Na Rondzie Mogilskim pojawiło się każde z nich w dzień po pierwszej turze, która rozstrzygnęła, że decyzją wyborców oboje spotkają się w drugiej. Tyle, że Gibała zdążył na rondo o godz. 7 rano, a konkurentka dopiero po dziewiątej.

Oboje przynieśli obwarzanki, które rozdawali mieszkańcom. Co zważywszy, że Gibała był pierwszy, daje mu kolejny atut, poza wyraźnie lepszym wynikiem w niedzielnym głosowaniu. Wychodzi bowiem na to, że kandydatka obozu władzy tak w Polsce jak w Krakowie (KO ma tam silny klub w radzie miasta) Piątkowska pomysł rywala spapugowała.

W pierwszej turze Łukasz Gibała uzyskał poparcie 36 proc mieszkańców. Zapewne część z nich głosowała na niego, bo z wykształcenia podobnie jak wuj Gowin jest filozofem z doktoratem, co w mieście z najstarszym w Polsce uniwersytetem znajduje korzystny rezonans. Inni – z tego powodu, że ma pieniądze. Kolejni zaś dlatego, że w ostatnich latach zajmował się Krakowem, zamiast jak rywalka szukać poparcia w Warszawie. Za kandydaturą Moniki Piątkowskiej opowiedziało się niecałe 30 proc, wydatnie mniej, niż Koalicja Obywatelska zdobyła tu 15 października 2023 r. w wyborach do Sejmu (34 proc).

Naiwne okazują się komentarze warszawskich polityków i żurnalistów-celebrytów, że krakowskie wybory włodarza miasta stanowią probierz dla przyszłorocznych ogólnopolskich już i parlamentarnych. Przez długie lata rządził przecież pod Wawelem Jacek Majchrowski, wywodzący się z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (wyborach z 4 czerwca 1989 r. przegrał walkę o mandat posła z Janem Rokitą) i Sojuszu Lewicy Demokratycznej, chociaż miasto to raczej konserwatywne. Włodarzem jego pozostawał od 2002 do 2024, a więc w czasie, kiedy postkomuniści przeszli przez aferę Lwa Rywina, stracili władzę w kraju (2005 r.) i miejsce w Sejmie (2015 r.), co zupełnie jego lokalnej dominacji nie szkodziło. Majchrowski to profesor, ale zarazem swój chłop, taki co i wypić lubi – o czym miałem okazję się przekonać, bo kiedy raz rozmawiał ze mną będąc gościem konferencji w Sejmie, oddech miał godny wawelskiego smoka – i z biskupami pogada, jak trzeba, aż przed wyborami jemu sprzyjają, a nie rywalom manifestującym narodowe i katolickie poglądy.

Zostańcie w domu, wzywali demokraci przed głosowaniem

Następca Majchrowskiego, reprezentujący z kolei obóz rządowy Aleksander Miszalski, przedtem poseł Koalicji Obywatelskiej, okazał się niechlubnym przeciwieństwem tak zręcznego poprzednika. W potocznym przekonaniu sobie nagrabił, troszcząc się o turystów, foldery i deweloperów bardziej niż mieszkańców, co znalazło wyraz w graniczącym z histerią rozszerzaniu stref czystego i wolnego transportu, nawet przez część tych, co na jego partię głosują, odbieranym jako prześladowanie posiadaczy starszych i tańszych aut.

Abnegat polityczny Miszalski odwołany został w referendum, nikt go nie żałuje. Do takiego werdyktu mieszkańców przyczyniła się nieudolność Koalicji Obywatelskiej, która zamiast obronić swojego prezydenta w głosowaniu i potem go urabiać, żeby stał się mieszkańcom mniej nieprzyjazny – wezwała nieopatrznie do bojkotu. Znalazło się zarówno kworum, jak większość za pozbyciem się marnego gospodarza.

Gibała i Tatarzy

Lekcja dla rządzących okazała się widać niewystarczająca, skoro głównym atutem kampanii Piątkowskiej pozostawało poparcie osobiste premiera Donalda Tuska, a nie pomysły z Krakowem związane. Już po pierwszej turze, w której Piątkowska uzyskała wynik znacząco od Gibały słabszy, przestrzegła przed tymi, którzy gotowi są miasto podpalić. Jak wiemy z historii, w najbardziej niszczycielski sposób uczynili to Tatarzy, wiele wieków temu, bo w trakcie niszczycielskiego mongolskiego najazdu z 1241, w którym to roku dnia 28 marca całkiem zgorzała ówczesna polska stolica. A spośród mieszkańców ocaleli wtedy wyłącznie ci, co schronili się w Kościele Św. Andrzeja, dumnie stojącym do dzisiaj. Zakończona pożarem napaść powtórzyła się jeszcze w trakcie najazdu 1259/60. Żeby zapobiec kolejnym, wzniesiono mury, po których pozostały Brama Floriańska (Barbakan to fortyfikacja późniejsza) i Planty. Senator Piątkowskiej jednak nie o Tatarów chodziło, lecz o konkurenta do prezydentury miasta.

Na tle podobnej paplaniny, że wygrana przedstawiającego się jako niezależny Łukasza Gibały oznacza chaos, a w dodatku trudno mu będzie się dogadać z radą miasta i władzą w kraju, co ze strony konkurentki zakrawa już na szantaż – kontrkandydat prezentuje się jako bardziej empatyczny i obliczalny, a przy tym nie chwytający się podobnie niegodziwych środków. Pomimo wędrówki po partiach politycznych, zmieniających się z roku na rok jak w kalejdoskopie deklaracji majątkowych oraz konszachtów z deweloperami. A przede wszystkim – wspierania go przez Prawo i Sprawiedliwość, przed pierwszą turą dyskretnego (PiS wystawił własnego pretendenta radnego Michała Drewnickiego, którego mało kto znał), przed drugą zapewne już ostentacyjnego. Ponieważ jednak nie są to wybory partyjne, lecz samorządowe, ostatni z tych mankamentów może niewielu wyborców zrazić.

Jeśli głosowanie w Krakowie rzeczywiście rzutować ma na doświadczenie ogólnopolskie – to w tym sensie, że zarówno dla Miszalskiego wcześniej w referendum, jak teraz w pierwszej turze dla Piątkowskiej poparcie władzy centralnej okazało się pocałunkiem śmierci, a nie atutem. W obu wypadkach przekonaliśmy się, jak niewiele rządzący krajem i Krakowem mają zwyczajnym ludziom do zaproponowania.

Ci ostatni, milcząca zwykle większość, reagują na ten deficyt odruchem przekory. Pozostaje mieć nadzieję, że jeśli Łukasz Gibała na tym skorzysta – po zwycięstwie płacić będzie długi wobec mieszkańców, co go wybiorą, a nie wspomagającego go pisowskiego sztabu. Albo też, że jeszcze przed drugą turą ocknie się Monika Piątkowska. I przestanie rozprawiać o podpalaczach, a skupi się na problemach drugiego co do wielkości i ważności miasta w Polsce. Szansa na to jeszcze nie została stracona.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here