Pierwsze sondaże po rozłamie w partii Jarosława Kaczyńskiego – przyspieszonym prezesowskim żądaniem podpisywania deklaracji lojalności – na PiS “prawowierne” i Rozwój Plus Wy Mateusza Morawieckiego, dają tej drugiej formacji poparcie 7,5 proc Polaków. I liczący 30 posłów w przyszłym Sejmie klub [1], bez którego nie da się rządzić Polską.
Jeśli sytuacja się nie zmieni, były premier Morawiecki będzie mógł wybierać pomiędzy koalicją z PiS i obiema Konfederacjami (Sławomira Mentzena i Korony Polskiej Grzegorza Brauna) a sojuszem rządowym z Koalicją Obywatelską i Lewicą. W obu wariantach stanie się języczkiem u wagi, sworzniem przyszłej władzy. Co pokrywa się zresztą z wyczuciem przyszłości przez opinię publiczną, skoro według 62 proc z nas, powrót PiS do władzy bez Morawieckiego okaże się niemożliwy, jak dowiadujemy się z najnowszego sondażu Pollsteru [2].
Tyle, że z podobnymi wyliczeniami mieliśmy do czynienia… jeszcze zanim rozłam w PiS się dokonał [3]. Już wtedy mierzono w niektórych badaniach opinii poparcie dla partii Morawieckiego. Ta ostatnia nie powstała, do momentu kiedy piszę te słowa. I czeka ją z pewnością ciężka walka, żeby efekt świeżości wyzyskany w sondażach utrzymać.
Do wyborów bowiem mamy 15 miesięcy. Co nie znaczy, że nie dokonały się już zmiany nieodwracalne, których efektu nie zniweluje nawet ewentualne, możliwe, chociaż dziś mało prawdopodobne, pogodzenie się Kaczyńskiego z Morawieckim. Na razie uaktywnili się harcownicy obu stron. Zapewne jednak nawet twardy elektorat Prawa i Sprawiedliwości nie uwierzy Jackowi Kurskiemu, że rozbicie PiS przez Morawieckiego stanowi część niemieckiego planu podboju Europy. Zwłaszcza, że autor tych słów w przeszłości sam prezesa zdradzał i za karę znalazł się poza partią. Zupełnie jak teraz były premier. W walce o dusze dotychczasowych pisowskich wyborców decydują jednak gracze mocniejsi niż Kurski.
Zmiana miała się dokonać. I właśnie się zaczyna. Ale nie tylko o Morawieckiego chodzi
Od dawna w artykułach na PNP 24.PL, nie tylko mojego skromnego autorstwa, prognozowaliśmy, że scena polityczna będzie się zmieniać i nie wyczerpią jej bogactwa dotychczasowe partyjne skrótowce. Rozpad Trzeciej Drogi i faktyczne wyzerowanie poparcia dla obu resztówek formacji Szymona Hołowni (Polski 2050 i Unii Centrum) zapowiada również, że nowe inicjatywy po stronie, jeśli tak można rzecz ująć, koalicyjno-rządowej, mają na co liczyć, skoro wyborcy tych formacji muszą gdzieś ulokować swoje sympatie, a głosować przecież nie przestaną. Od pewnego czasu dało się też stwierdzić, że PiS przestaje być zapamiętanym ze zwycięskich kampanii z 2005 i 2015 “namiotem” na wzór republikanów amerykańskich i przybiera postać prywatnej, dość sekciarskiej partii Jarosława Kaczyńskiego. Słabość kandydatury Przemysława Czarnka na przyszłego premiera dobitnie tego dowodzi. Wypychany i tak z partii Morawiecki ruszył pierwszy, bo ma za sobą wpływy i środki zgromadzone przez lata rządzenia. Jednak trudno uwierzyć, że wyborcy okażą się tak łatwowierni, żeby właśnie długoletniego pisowskiego premiera uznać za odnowiciela rodzimej polityki. Przynajmniej w skali bardziej masowej niż dotychczasowy pisowski elektorat. Rozłam w PiS to początek drogi do nowego układu w przyszłym Sejmie. Zapowiada dalsze strukturalne zmiany w polskiej polityce.
Warto bacznie obserwować, które środowiska nie znajdują w niej swojej rzeczywistej reprezentacji. Jej brak dotyka na pewno pracujących na swoim i szerzej prywatnych przedsiębiorców, bezskutecznie jak do tej pory upominających się o Powszechny Samorząd Gospodarczy, jaki działał w Polsce przed wojną, ale próby jego reaktywacji już po niej storpedowali komuniści. W sąsiadujących z nami Niemczech pozostaje istotnym partnerem społecznym i negocjuje przyjmowane przez Bundestag ustawy w taki sposób, by ich zapisy nie szkodziły swobodzie działalności gospodarczej. U nas oprócz tych, którzy bezpośrednio wypracowują coroczny wzrost produktu krajowego brutto i tworzą miejsca pracy -własnego przedstawicielstwa w polityce nie ma także klasa kreatywna. Decydująca o innowacjach, pozwalających w dobie sztucznej inteligencji miejsca pracy utrzymać, ale też budująca ofertę dla rosnących aspiracji klasy średniej, której kulturowych potrzeb nie zaspokajają seriale telewizyjne ani memy internetowe. Z kolei popularność obu Konfederacji wśród młodzieży można zinterpretować jako odruch sprzeciwu wobec dominatorów sceny politycznej – głównych partii, dotychczas wymieniających się u władzy. Moda ta okaże się krótkotrwała, jeśli wyborcy z młodych roczników uznają, że “fajniactwo” jednych i drugich konfederatów im nie wystarczy, a zamiast prostych recept na rozwiązanie każdego problemu wolą poznać projekty adresowane do ich pokolenia, by nie poczuło się wykluczone z procesu rozwoju kraju.
Obaj rywale kochają władzę i co z tego wynika
Formacja Morawieckiego wypiętrza się jako pierwsza, po części z konieczności, skoro decyzje o czasie i trybie rozstania podjął jednak prezes Kaczyński. Mosty nie zostały spalone, bo władzę kochają obaj antagoniści. Spotkać się mogą jeszcze przed wyborami, tym razem w rzeczywistej, a nie jak poprzednio wirtualnej Zjednoczonej Prawicy, albo tuż po nich w koalicji rządowej. Realność tej perspektywy nie buduje wiarygodności nowej formacji Mateusza Morawieckiego.
Były premier chciałby zaprezentować swoją inicjatywę jako prawicę oświeconą i nie skrajną, zgłaszającą ofertę także dla osób zamożnych i przedsiębiorczych, a nie wyłącznie beneficjentów 500 plus (programu co zresztą nie zaowocował wzrostem liczby urodzin i poprawą demografii) oraz innej pomocy socjalnej. Z kolei Kaczyński po wypchnięciu z PiS wcześniejszego faworyta, którego na premiera wskazywał, a późniejszego oponenta, próbującego mu partię ulepszać, czego prezes nie toleruje – chce zademonstrować twardość i zwartość szeregów oraz stopniowo przejmować wyborców obu Konfederacji. Tyle, że dla młodszych z nich pozostaje symbolem “obciachu”. Widzą w nim postać z czasu pozaprzeszłego. A inwektywy Jacka Kurskiego pod adresem Morawieckiego nie robią na nich wrażenia, skoro wiadomości czerpią z mediów społecznościowych. Telewizji nie oglądali wtedy, gdy prezesował jej Kurski, nie czynią tego i teraz, gdy Koalicja 15 Października wprowadziła do TVP likwidatora, utrwalając tę prowizorkę już na dwa i pół roku, a końca tej sytuacji nie widać. Raczej spytają więc kto zacz ten Kurski niż jego opinią się przejmą.
Nie bez znaczenia pozostaje, co się teraz zdarzy w Sejmie. Prawo i Sprawiedliwość traci tam status największego klubu, ze wszelkimi związanymi z nim udogodnieniami.
Za to Morawiecki – chociaż liczenie posłów jeszcze się nie zakończyło – zyska tam teraz trzecią co do wielkości reprezentację. Jego formacji należy się więc funkcja wicemarszałka Sejmu. Wcześniej Elżbieta Witek z PiS jej nie objęła, bo pisowcy upierali się przy jej kandydaturze, a rządowa większość nie chciała na nią przystać, obciążając ją zasadnie odpowiedzialnością za praktykę bezpodstawnej reasumpcji przegranych przez PiS głosowań w poprzedniej kadencji.
Ciekawe, czy sam Morawiecki zapragnie zostać wicemarszałkiem, czy wskaże na to stanowisko Ryszarda Terleckiego, wcześniej pełniącego tę funkcję w czasach pisowskiej większości. I czy w tym pierwszym wypadku przedstawiciele tej obecnej zaryzykują ugruntowanie popularności byłego premiera, zapewne na własną zgubę, bo przecież w wypadku pokonania progu pięcioprocentowego przez Rozwój Plus Wy czy jak tam przyszła partia się nazwie – koalicja z KO i Lewicą raczej nie stanie się jej pierwszym wyborem.
Z kolei PiS, tak długo, że wręcz obsesyjnie obstające przy kandydaturze Elżbiety Witek, pod wpływem zmiany sytuacji zgłosiło niespodziewanie na wicemarszałka Marcina Ociepę, postać z raczej odległego szeregu – po to, żeby Morawieckiemu chociaż trochę pokrzyżować szyki. Łączony z kanapową OdNową RP, frakcją pod patronatem eurodeputowanego Adama Bielana – Ociepa był wiceministrem m.in. przedsiębiorczości i technologii, rozwoju oraz obrony narodowej, co buduje może niezłe curriculum vitae jak na 42-latka – ale doprawdy trudno uznać go za wyrazistego polityka. Co znaczące, nawet do partii Prawo i Sprawiedliwość nie należy, choć z jej listy go posłem wybrano i zasiada w jej klubie.
Obecnego Sejmu nie warto tracić z oczu. Dziać się tam zapewne będą dalej rzeczy ciekawe. Choćby Polskie Stronnictwo Ludowe jeśli zamierza przetrwać jako poważna siła w polityce, poszuka możliwości wyjścia z impasu. Obecnie większość sondaży typuje brak ludowców w przyszłym Sejmie. Chociaż warto pamiętać, że to zwykle partia w badaniach niedoszacowana. Jednak ażeby zwiększyć swoje szanse, PSL poszukać może sojuszników poza obecnym układem, bo obie resztówki-sieroty po Hołowni praktycznie nie mają już wyborców. Tak jak w 2019 r. ludowcy dogadali się z formacją Pawła Kukiza, której zresztą już po wyborach się pozbyli – teraz mogą znaleźć partnerów wśród przedsiębiorców lub samorządowców. Jeśli będzie to sojusz realny a nie wirtualny, może się okazać tratwą ratunkową dla stronnictwa, obecnego pod własną nazwą we wszystkich Sejmach od pierwszych wolnych wyborów w 1991 r. Niezmiernie mało prawdopodobne wydaje się natomiast kandydowanie ludowców z listy Koalicji Obywatelskiej. Kiedy przed laty, na fali dominacji i popularności PiS ówczesny prezes PSL Janusz Wojciechowski z tamtym partnerem próbował podobny wariant zbudować – błyskawicznie został przez kolegów
odwołany za próbę likwidacji partii o ponad stuletniej tradycji. Obecny lider Władysław Kosiniak-Kamysz doskonale jego historię zna, co zapewne przesądza, że podobnej, choć z innym sojusznikiem, akcji nie podejmie.
Paracetamol dla dotkniętej zawałem, placebo dla wyborców
Rzeczy naprawdę pasjonujące dziać się jednak będą w przestrzeni publicznej, a nie tylko w parlamentarnych gabinetach i w korytarzach.
Zwykłego, rzetelnie płacącego podatki obywatela, bez wątpienia bardziej, niż filipiki harcowników w sporze o władzę na prawicy, a nawet więcej niż rutynowe wzajemne połajanki Koalicji Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości – bulwersują złowrogie informacje o tym, jak w Bródnowskim Szpitalu Mazowieckim pacjentce dotkniętej zawałem podano w wyniku wadliwego rozpoznania jej stanu jako dobrego… paracetamol na uśmierzenie bólu. Zaordynował to na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym lekarz bez specjalizacji, za to z trzyletnią praktyką ale… na czele partyjnej młodzieżówki Koalicji Obywatelskiej – Dawid Kacprzyk, w innym Szpitalu, Południowym zapewniający prominentom szpitalną obsługę poza kolejnością czyli – jak po ludzku wypada rzecz nazwać – kosztem zwyczajnych pacjentów przyjmowanych bez protekcji. Wciąż pozostaje na wolności. Z kolei w skromnym kujawsko-pomorskim Mogilnie powiązani z pisowskim zapleczem doktorzy liczyli sobie po 26 tys zł. za godzinę pracy. Lepiej niż piłkarze najwyższej klasy.
Traumatyczne doświadczenie afer w służbie zdrowia, zawinionych przez polityków oraz samorządowców i ich nominatów w szpitalach, a nie samych lekarzy, których reputacja często niezasłużenie na tym cierpi – obciąża obie główne partie, bo z nich wywodzili się ich beneficjenci. Podważa w oczywisty sposób zaufanie do klasy politycznej. Zwiększy zapewne szanse inicjatyw rzeczywiście nowych, których nie odpalają byli premierzy. Pod warunkiem, że ktoś bardziej wiarygodny podejmie ryzyko i rzeczywiście one powstaną i wejdą do gry. Na pewno jednak stare dekoracje w tym teatrze przestają wystarczać, a coraz więcej dzieje się za kulisami.
Jeśli trzymać się związanych ze służbą zdrowia metafor, to zawodowi politycy obecnej kadencji oferują własnym wyborcom sprzed trzech lat – pomimo zobowiązania, jakie stanowić dla tych pierwszych powinna rekordowa w nowej Polsce frekwencja przy urnach – tylko placebo na bolączki życia publicznego, a nie rzeczywiste lekarstwo. Jeżeli znów Polacy masowo pójdą na wybory, jak miało to miejsce 15 października 2023 r, z czego słusznie wtedy byliśmy tak dumni – to zapewne po to, żeby wymienić znaczną część swoich reprezentantów. Przesądzić o tym jeszcze się nie da, ale coraz więcej faktów wskazuje na to, że ten czas nadejdzie.
[1] United Surveys by IBRIS dla “Rzeczpospolitej”, badanie z 24-25 lipca 2026
[2] Pollster dla “Super Expressu”, sondaż z 24-25 lipca 2026
[3] United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski, sondaż z 16-17 lipca 2026; por. Partia, która jeszcze nie istnieje, zdecyduje, kto będzie rządzić PNP 24.PL z 23 lipca 2026