O wierszach Włodzimierza Kuligowskiego
Jak przystało na autora przynależącego do poetyckiego pokolenia “Nowej Prywatności” Włodzimierz Kuligowski nawet wielkie doświadczenia historii, walkę o wolność czy zmianę ustrojową, przybliża nam przez pryzmat wspólnot: kolegów z podwórka, z dawnej opozycji czy z tego samego rocznika 1952. Raperzy, przemytnicy czy “gangusy” tak samo zostają bohaterami jego wierszy, jak podążający wilczym śladem Żołnierze Wyklęci ale również zwyczajni sąsiedzi czy drukarze dawnego drugiego obiegu.
Zawieram przymierze ze światem codzienności – powiada nam autor wewnętrzny tej poezji. I wie co mówi ten facet, który za sprawą ekspansywności metody krytycznej Stanisława Barańczaka, a zwłaszcza jego szkicu “Uciekinier z utopii” o Zbigniewie Herbercie, zastąpił trwale podmiot liryczny, znany z opowieści nudnych polonistek, zdolnych nas nie tylko do Herberta, ale jeszcze od niego wybitniejszego Czesława Miłosza zrazić.
Na czym to przymierze, nie boskie przecież, lecz ludzkie, polega? Na pewno nie chodzi o pouczanie innych niczym w “Przesłaniu Pana Cogito” Herberta tak pięknie rezonującym w stanie wojennym. Lecz o podzielenie się z nimi tym, czego poeta Kuligowski, bohater opozycji antykomunistycznej, co dla oceny jego poezji nie ma akurat większego znaczenia, sam nauczył się w decydujących dla Polski momentach najnowszej historii. Zgodnie bowiem z formułą Fiodora Tiutczewa, którą u schyłku PRL sędziwy Igor Newerly obrał za motto swojej wydanej w 2. obiegu opowieści “Zostało z uczty bogów”:
“Szczęśliwy, kto oglądał świat
w chwilach przemiany i przełomu
Bogowie go do swego domu
Zaprosili, by do uczty z nimi siadł” [1]
To ocenna alternatywa dla znanego chińskiego przekleństwa “obyś żył w ciekawych czasach”, które zarówno nas jak rodaków Tiutczewa bawi niezmiennie – tak w epoce Leonida Breżniewa jak Władimira Putina.
Od górnolotnych nakazów moralnych Herberta bliższa wydaje się tak twórcy Kuligowskiemu jak autorowi wewnętrznemu jego wierszy bardziej empatyczna, za to mniej wymagająca narracja Czesława Miłosza z “Traktatu poetyckiego” i “Traktatu moralnego”. Drugi z nich kończy się słowami:
“Idźmy w pokoju, ludzie prości.
Przed nami jest
– “Jądro ciemności” [2].
Codzienność i empatia, ludzki czasem prosty wymiar spraw uznawanych za wielkie ale najchętniej ujmowanych z sąsiedzkiej czy rówieśniczej perspektywy, wyznacza siatkę wewnętrznych napięć wierszy Włodzimierza Kuligowskiego, urodzonego w 1952 r, którego – czy się z tego ucieszy, czy nie – zaliczyć wypada do pokolenia Nowej Prywatności wraz z Tomaszem Jastrunem, Antonim Pawlakiem, podobnie zaangażowanymi w ruch podziemnej Solidarności. Co łączy też naszego autora z innymi rówieśnikami jak Stanisław Esden-Tempski, który wiersze też pisał, ale bardziej znany jest jako autor powieści “Postulat 22” (nie trzeba pewnie rozwijać o czym ona traktuje) czy wypowiadający się najpełniej w dramacie scenicznym Włodzimierz Zawistowski. Liczy się oczywiście nie tyle podobieństwo ich antykomunistycznego żaru, lecz wspólnota wrażliwości na to, co wokół. Nie wyzbyli się jej na szczęście z chwilą upadku ustroju, który zwalczali. A pragnąc odróżnić się od pokoleniowych poprzedników, starszej od nich generacji Nowej Fali z PESEL-ami zaczynającymi się od czwórki – nie nadużywali eksklamacji ani imperatywów. Emocji nie zatajają wprawdzie, ale wyciszają je po swojemu. Widać to u Kuligowskiego, dla którego poetycką Agorą staje się raczej podwórko niż plac, wszystko jedno czy ten Zwycięstwa znany z 1979 roku czy Tienanmen w dekadę później: jednego ani drugiego u niego nie znajdziemy.
Co łączy grilla z wojną pełnoskalową
Poezja Kuligowskiego kwituje powtarzalność, wraz z następstwem pokoleń, nie literackich już, lecz narodowych, pewnych dopełniających się jak w wierszu “Rocznice” (datowanym: wrzesień 2023 r.) sytuacji:
“Obudź się dumny Polaku
Grają tarabany
Znów matki błogosławią synów
co w kolejne maszerują piekło (..)
Bądź waleczny i przezorny
nie daj się zabić kulom
dronom ani plugawym słowom” [3]
Autor wewnętrzny zasadnie skarży się na słowa plugawe, a sam przykładnie waży te, których używa. Fraza “Bądź waleczny..” itd w oczywisty sposób odwołuje się do “Przesłania Pana Cogito” Zbigniewa Herberta, do moralistyki jego “Raportu z oblężonego Miasta”, co zapewne tak mnie jak Kuligowskiemu i niejednemu z Państwa dodawał ducha w mroku stanu wojennego, a teraz zestarzał się mocno w odróżnieniu choćby od podobnych wezwań Miłosza, więc tym bardziej warto go zwaloryzować, nawet jeśli oznacza to pewien minimalizm. Zawsze śmieję się, że ten ostatni stanowi po marksizmie-leninizmie i etosie Solidarności trzecią oficjalnie panującą ideologię państwową w powojennej Polsce. Która dla poety Kuligowskiego pozostaje nie “tym krajem”, ale miejscem i dobrem nieprzypadkowym, nie tylko dlatego, że przed laty walczył z trapiącą ją dyktaturą i dostał za to Krzyż Wolności i Solidarności, co – jak jeszcze raz powtórzyć wypada, akurat dla oceny pisanej przez niego poezji nie ma najmniejszego znaczenia.
Przy czym imperatyw “Nie daj się zabić…” wydaje się skromnie minimalistyczny właśnie, ale z wygodnej warszawskiej perspektywy, a nie z tej, jaka staje się udziałem rodaka, co wiersze Kuligowskiego choćby za pośrednictwem portalu ihoo.pl czytać będzie we Lwowie [4]. Tak blisko naszej wschodniej granicy.
Niewykluczone, że spokojną lekturę zakłóci mu tam syrena alarmowa, wzywająca do zejścia do schronu. Poeta Kuligowski, nie dlatego wcale, że był w Solidarności Walczącej, lecz z tego powodu, że mądre wiersze pisać potrafi – wydaje się doskonale o tym wiedzieć. Co więcej – sprawia wrażenie, że dba o tego wirtualnego czytelnika, Polaka z dawnych Kresów, co lekturę dokończy, jeśli nie przeszkodzi mu w niej dron irańskiej produkcji typu Szached ani podobna zabawka współczesnych wrogów wolności.
Wzmaga to odpowiedzialność za słowo. Kiedy Adam Zagajewski pisał swoje “Jechać do Lwowa”, to chociaż trwał jeszcze komunizm, na zbliżoną aktualizację zawarte w tym tomie wiersze, choć świetne, nie miały co liczyć. Podobna świadomość oznacza jednak dla poety stąpanie po polu minowym. Ryzyko wiąże się z podjęciem tematu, który wymaga nie tylko stosownej powagi, ale i perfekcji. Czytelnik sam oceni, czy Kuligowski temu wyzwaniu sprostał. W moim przekonaniu radzi sobie z nim znakomicie. I co ważne – nie kosztem frazy. Jego poezja nie traci bowiem głębokiego oddechu. Jeśli ktoś preferuje lapidarność E. E. Cummingsa czy zdawkowe sakralizowanie codzienności przez przekaz Jacquesa Preverta, uzna może nawet wiersze Kuligowskiego za nieco przegadane. Ten, na którym teraz się skupiamy cechuje jednak spora doza precyzji.
Za sprawą jednego, zręcznie w nim użytego współczesnego słówka “dron”, doświadczenie teraźniejszości – pełnoskalowej wojny za wschodnią granicą, oglądanej w przekazach telewizyjnych i sieciowych oraz przybliżanej nam przez relacje naszych ukraińskich przyjaciół, gości a czasem i podopiecznych – zespala się z dziedzictwem tak innych “gorących” wojen (w tym kampanii wrześniowej i Powstania Warszawskiego), jak pokojowej odysei wielomilionowego ruchu Solidarności z czasów, kiedy jej nazwa własna nie kojarzyła się jeszcze z pazernymi na hajs zawodowymi działaczami związkowymi, wyszarpującymi jak w latach 2015-23 od pisowskich właścicieli nowej Polski lukratywne posady w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa i rozlicznych firm krzaków zwykle z przymiotnikiem “narodowy” w nazwie.
Jedność to ważna, zwłaszcza, gdy – jak w wierszu “Prawdziwy jest tylko popiół”:
“(..) Agenci, łotry, fakirzy iluzji
hipnotyzują nienawiścią i blagą,
to znów mamią krainą łagodności
pełną mamony, kiełbasy na grilla,
przaśnej muzyki i beczek z piwem.
Maszyneria historii
zagląda w każdą szczelinę (..)” [5]
Skoro prawdziwy okazuje się tylko popiół – to niewystarczające staje się górnolotne wezwanie Adama Zagajewskiego, o jedno poetyckie pokolenie (Nowa Fala, a nie Nowa Prywatność) starszego niż Kuligowski.
“(..) powiedz prawdę do tego służysz w lewej ręce
trzymasz miłość a w prawej nienawiść” [6]
Podobnie jak w życiu publicznym, tak w poezji – nie wystarczy mieć rację. Trzeba to jeszcze umieć to udowodnić. Kuligowski, w dawnych czasach konspirator tak wytrawny, również jako autor wierszy wydaje się o tym doskonale wiedzieć. Z korzyścią dla ich czytelnika niewątpliwą.
Koledzy z podwórka
Znajomość kodu kulturowego nie pomaga nam pewnie realnie zwyciężać w konkretnych sytuacjach, ale przynajmniej ułatwia ich zrozumienie. Również wtedy, gdy okazują się niebanalne. Jak u Kuligowskiego właśnie, gdzie bohaterowie – koledzy z podwórka – dorastają wraz z historią, co nie oznacza dostosowania się do jej szablonu:
“(..) Odbijam gumową piłkę,
przez koślawy trzepak
Udajemy z Jankiem K.,
że gramy o milion dolarów
On jest Polakiem, ja Szwabem z NRD
Powietrze tężeje ze strachu od naszych przekleństw (..)” [7]
I uczą się w tej drodze swojej przez historię bohaterowie jak najwięcej, a rolą poezji pozostaje utrwalić to, czego nie znajdzie się w czytankach szkolnych dla następnych już pokoleń ani w budujących agitkach IPN-u tworzonych na potrzeby ludu pisowskiego:
“(..) Nasyceni tym samym ziarnem –
przemycali buty, dżinsy, handlowali dolarami,
złotem, biżuterią…
wszystkim, czego w komunie brakowało
na czym można było zarobić, za co szło się do więzienia (..)” [8]
Nie tylko warto demistyfikować pseudo-heroiczne legendy, ale gwoli przywoływanej już tu parę razy w cytatach prawdy pamiętać o tym, że to…:
“Dzięki ich pieniądzom ćwierkało wiele powielaczy
jak na wiosnę szczęśliwe wróble, terkotały offsety
niby maszyny do szycia w konspiracyjnej szwalni
A na kradzionym papierze drukowano gazetki
w których pisali o uczciwości i honorze
w większości… konfidenci i późniejsi zdrajcy” [9]
Zostawmy na chwilę tych ostatnich, po co ich po nocy wspominać, jak mawia w “Potopie” miecznik rosieński, kuzyn i opiekun Aleksandry Billewiczówny. Cześć i chwała tej poezji, za to, że ku latom 80. powracając nie zapomina o takich bohaterach historii, których udział w skruszeniu muru okazał się nie mniejszy niż podziemnych drukarzy i pokątnych kolporterów: o cwaniakach kursujących po podzielonej jeszcze Europie w dżinsowych marmurkach prosto z Istambulu i skórzanych kurtkach kupionych gdzieś na bazarze na Węgrzech, co rozregulowali oficjalną socjalistyczną gospodarkę, niosąc zarazem ulgę poszkodowanym przez jej niedobory, za sprawą strumienia niedostępnych inaczej dóbr, co przez ich ręce przeszły, ale w nich długo nie pozostały, skrzętnie na hajs wymienione.
Co dalej stało się z tymi bohaterami? Dobra poezja, a taką pisze Kuligowski, władna jest również na to pytanie odpowiedzieć.
Jedni poginęli, już po ustrojowej zmianie, w porachunkach zorganizowanej przestępczości, bo chcieli “Żyć bogato, z ładnymi kobietami obok / Jak z dawnych żurnali, mieć dobre auta / niczym amanci w kolorowych filmach / Nigdy nie być głodnym / Jeździć do ciepłych krajów (..)” [10]
Zaraz, zaraz, powie czytelnik bardziej wnikliwy… Przecież “nigdy nie być głodnym” to prawo człowieka, czyż nie tak? A i wyjazd do ciepłych krajów zaliczyć wypada pod naszą szerokością geograficzną i na naszym szczeblu rozwoju gospodarczego do nader oczywistych praw pracowniczych salariatu. I trzeba było aż gangsterem zostawać, żeby móc te prawa realizować w dawnej ojczyźnie Solidarności?
Odpowiedź na to pytanie, dotyczące absolwentów nikomu potem niepotrzebnych zawodowych szkół przyzakładowych, nie należy z pewnością do kompetencji autora szkicu, co kończył Liceum Batorego i jako 19-latek był w Paryżu na stypendium Alliance Francaise. Nie daje jej również poeta Kuligowski, kawaler Krzyża Wolności i Solidarności, zaliczający się jako dawny działacz antykomunistycznego podziemia do obozu zwycięzców historii. Cześć i chwała znowu, tym razem za to, że ten dylemat nam podpowiada. Naprowadza nas po ludzku na to, co nazwać można paradoksem ustrojowej zmiany.
Zbudowany przez zwyczajnych ludzi dziesięciomilionowy ruch nie był w stanie przełamać pogardy dla prostego człowieka, której symbolem w ponad ćwierć wieku po jej zwycięstwie stały się słowa wielokrotnego gościa zjazdów “Solidarności”, a ściślej tego, co z niej zostało, Jacka Kurskiego: “Ciemny lud to kupi”. Nie kupił, jak pokazała powszechna obywatelska mobilizacja i najwyższa od 1928 r. frekwencja przy urnach 15 października roku pamiętnego 2023, kolejny polski cud po Sierpniu 1980 i 4 czerwca 1989 r. W każdym z tych trzech wypadków zwyczajni Polacy zawstydzili tych, co ich nie doceniali.
Powiodło się również paru kolegom z podwórka, wróćmy więc do Janka, przebijającego tam piłkę przez trzepak, skoro od niego zaczęliśmy, a ściślej zdecydował o tym za nas autor wewnętrzny wiersza Kuligowskiego:
“Janek, nasz herszt podwórkowej bandy jest fachowcem
od kosmosu i zabijania wroga z podwórka
Ma też udziały w firmie Muska
Konta w bankach puchną mu
niby wątroba i kości po wiejskiej zabawie
Jest wart miliony dolarów
Daje pieniądze różnym potrzebującym.
Najpierw ich sprawdza.
Też rodzinom zabitych gangusów –
kolegów z podwórka (..)
choć gardzi banksterami i kuglarzami
inżynierii finansowej
człowiek tajemnica ” [11]
Znamy to jeszcze z “Naszej klasy” Jacka Kaczmarskiego, niedawno przywoływanego na łamach “Opinii” jako bezkonkurencyjnie wyrazisty symbol doświadczenia pokoleniowego [12] protest songu, co wygrał w walce o popularność ze wszystkimi wierszami noblisty Miłosza czy Herberta jako autorytetu społecznego. Chociaż tam w pokoleniowej balladzie pojawia się jeszcze Filip, fizyk w Moskwie, co nagrody różne zbiera i jeździ kiedy chce do Polski.
Słusznie ktoś zauważy, że to przeszłość: dylematy z czasów “komuny”, podobnie utrwalone w innym protest songu “Pytania, których nie zadam” Jana Krzysztofa Kelusa i paradoksy ustrojowej zmiany, co nastała już po ich – pozornym przynajmniej – rozstrzygnięciu.
W kraju jednak, gdzie od poetów przynajmniej przez dwa ostatnie wieki, od Adama Mickiewicza po Czesława Miłosza wymagano przewidywania przyszłości, z czego zresztą obaj wymienieni wywiązali się wzorowo – żaden ich składający strofy następca nie wywinie się od podobnego zadania. Nie z tego powodu, że sam jako działacz Międzyzakładowego Robotniczego Komitetu Solidarności i podwładny Kornela Morawieckiego w SW osobiście co najmniej jedną, tak to nazwijmy, przeliczeniową cegłę z muru berlińskiego wyrwał, zanim ten runął – ale dlatego, że wpisuje się taka rola w pojmowanie poezji w Polsce. Wie o tym świetnie Kuligowski.
Dokąd dojdą raperzy
Przyszłość niosą ze sobą, jak wynika z jednego z najlepszych jego wierszy, tytułowi raperzy. To oni podają ton:
“Idą całą szerokością chodnika
(..) Najwyższy w białym kapturze
trzyma w rękach słowa i rytm (..)
palą jointy i piją czystą wódkę z gwinta.
Tylko patrzeć, jak któryś pomyśli,
Że jest cieniem orła i skoczy w otchłań pięter
albo czarną dziurę…
Lecą bluzgi na policję, wrogów Legii, rząd
kapitalizm (..) i wrogów Polski –
wszystkiego, co jest teraz (..)
Dobrze, że rapują a nie robią bomb ani kusz
co zabijają szybko i dyskretnie” [13]
Skoro “dobrze” – a magicznej wagi tego słowa nauczył wiele lat temu adeptów poezji inny piszący Włodzimierz, Majakowski – to znaczy, że mamy jeśli nie happy end, to przynajmniej pozór szczęśliwego zakończenia.
Nie wiemy jeszcze, dokąd dojdą Raperzy. Nie przesądza o tym również poeta Włodzimierz Kuligowski. Drogowskaz przecież, bo warto przypomnieć znane powiedzenie – sam w pochodzie nie idzie.
Jeśli twórca nas do czegoś przekonuje, to do tego, że nie powinno nam być obojętne, gdzie się w końcu znajdą. Da się pewnie gry słów użyć, że poezja Kuligowskiego również z tego powodu nie pozostawia nas obojętnymi na jej urok, że uczy nas, iż nigdy obojętnym być nie należy. Znów nie ma to wiele wspólnego z patriotycznym życiorysem autora. Dla odmiany przecież przypomnijmy, że Karol May ani razu nie był na Dzikim Zachodzie, który na użytek i pożytek tak wielu już pokoleń dziesięciolatków opisał sugestywnie i pięknie jak nikt inny.
Marne wiersze zwykle skłaniają nie lepsze od nich nauczycielki polskiego do stawiania pytania: co poeta chciał przez to powiedzieć? Dobre za to nie pozostawiają wątpliwości, że ich twórca… ma wiele do powiedzenia. O tym, jak cenną poezję pisze Włodzimierz Kuligowski, świadczy mnogość pytań mądrzejszych od przed chwilą przytoczonego, z jakimi nas ona pozostawia.
[1] por. Igor Newerly. Zostało z uczty bogów. NOWa, Warszawa 1986
[2] Czesław Miłosz. Traktat moralny [w:] Wiersze wybrane. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980, s. 59
[3] Włodzimierz Kuligowski. Rocznice. “Opinia” nr 143 zima 2023 s. 325
[4] ihoo.pl portal Instytutu Historycznego im. Andrzeja Ostoi-Owsianego
[5] Włodzimierz Kuligowski. Prawdziwy jest tylko popiół. “Opinia” nr 143, op. cit, s. 328
[6] Adam Zagajewski. Prawda [cyt. wg:] Powiedz prawdę. Antologia poezji Pokolenia 68 1968-81. Wybór, wstęp i opracowanie: Dariusz Pawelec. Wyd. Wokół Nas, Gliwice 1990, s. 86
[7] Włodzimierz Kuligowski. Podwórko i lot… “Opinia” nr 156. s. 261
[8] W. Kuligowski. Podwórko… op. cit, s. 263
[9] ibidem, s. 265 [10] ibidem, s. 266 [11] ibidem, s. 267
[12] por. Ryszard Czarnecki. Co zostało z NZS? “Opinia” nr 153, zima 2025, s. 87 i nast.
[13] Włodzimierz Kuligowski. Raperzy. “Opinia” nr 156, s. 249-250