Pracowita pszczółka znalazła się na szczycie

0
0

Barbara Bartel, psycholog z Lekarskiej Przychodni Profesorsko-Ordynatorskiej Waliców 20 w Warszawie, b. wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie Łukasza Perzyny

– Wprawdzie Maja Chwalińska nie pokonała w finale turnieju im. Ronalda Garrosa Rosjanki Mirry Andriejewej, ale i tak została bohaterką wyobraźni zbiorowej? To kolejny polski młody talent, co daje innym radość i dumę? Niedawno rozmawialiśmy o Łatwogangu, z maleńkiego mieszkania skutecznie organizującego zbiórki charytatywne. Już po naszym wywiadzie okazało się, że w kolejnej akcji Łatwogang przejechał na rowerze w 3 dni całą Polskę i zebrał dodatkowe ponad 15 mln zł dla jeszcze dwójki potrzebujących. Od dawna cieszymy się z sukcesów młodych polskich informatyków, także innej tenisistki Igi Świątek od lat obecnej w czołówce. I teraz jeszcze Chwalińska, która w rankingu klasyfikowana poza pierwszą setką, nagle awansowała do finału wielkiej imprezy?

– Świat oszalał na punkcie Mai. Pracowita pszczółka znalazła się na szczycie.

– …poniekąd pokazując trafność łacińskiego powiedzenia “per aspera ad astra”, “przez trudności do gwiazd”?

– Na pewno tak, skoro wcześniej odmawiano finansowania jej kariery, musiała się przebijać, walczyć o swoje, co nie było łatwe. Jej sukces w tenisowych Międzynarodowych Mistrzostwach Francji, jednym z czterech najbardziej prestiżowych i zaliczanych do “wielkiego szlema” turniejów stanowi dowód, nawet dla tych, co na co dzień sportem się nie pasjonują, że da się przezwyciężyć trudności.

– Co w jej wypadku o tym zdecydowało?

– Pasja. Dzięki niej pokonała bariery. Wynikające z mnożących się trudności organizacyjnych, ale także te wewnętrzne, co się biorą z niepokoju, lęku.

– Cieszymy się z sukcesu naszej mistrzyni, a zarazem pamiętamy, że w kontekście jej życiowej drogi pojawia się słowo “depresja”. Co z tego dla zwykłych ludzi wynika?

– Mają dowód, że trudności można przezwyciężyć, a przejściowe zaburzenia psychiczne nie stygmatyzują trwale nikogo. Wspomniałam o niepokoju, lęku, poczuciu bezradności. Wielu ludzi, którym się z życiu powiodło, przez nie przechodzi. Jeśli chodzi o tenisistów, wiadomo, że lekkie zaburzenia psychiczne objawiają się somatycznie, może pojawić się stan, w którym nie da się trzymać rakiety w ręku. Jednak Maja Chwalińska ma pasję, żeby grać. I ona przezwyciężyła swoje problemy.

– Dla ludzi to dowód, żeby się nie wstydzić pójść do specjalisty, kiedy się problem pojawia?

– Oczywiście. Gdy pojawia się lęk i niepokój, zwłaszcza taki, co czasem paraliżuje, trzeba się do psychologa zgłosić. Nie oglądać się na to, co sąsiedzi powiedzą. Zwłaszcza, że nie będą o tym wiedzieć, że do specjalisty chodzimy. Ważne też, żeby terapii nie porzucać, nie rezygnować po paru wizytach, bo wtedy nie okaże się skuteczna.

– Sportowcy wyczynowi nie są wolni od takich problemów, co też ludzi motywuje, by nie zaniedbali własnych?

– Prowadziłam kiedyś tenisistę, nawet jego rodzina była zaniepokojona, niepewna, czy się uda. Poprosił mnie, żebym jeździła na turnieje, w których występuje. W sensie sportowym raz tam mecze wygrywał, raz przegrywał. Ale z czysto ludzkiej perspektywy – okazał się zwycięzcą w tej historii. Potem dziękował mi bardzo, że wtedy byłam przy nim. Jeśli rzecz ująć najkrócej, to przekonał się wtedy, że nie warto przesadnie reagować. Po sportowej przegranej przychodzi wygrana i odwrotnie. Nauczył się więc sukcesy i porażki przyjmować w bardziej umiarkowany sposób.

– A w jaki sposób w Pani ocenie Maja Chwalińska poradziła sobie tak w życiu jak w sporcie?

– Postawiła na bliskość, zrozumienie. Rodzice, trener, chłopak z którym jest – dali jej poczucie komfortu.

– Mówi się wprawdzie, że tenis to sport indywidualny, ale nie do końca?

– Ważne, żeby nie być samotnym, tak w życiu jak w sporcie. Zawsze mieć blisko tę drugą osobę. Wiemy, że rodzice dbali o Maję. Trener wiedział też, czego ona chce.

– Znajduje Pani wspólny mianownik dla Igi Świątek i Łatwoganga, dla Kacpra Tomasiaka, który nieznany przedtem podobnie jak Maja, zdobył medale zimowej olimpiady i dla polskich informatyków, wygrywających międzynarodowe konkursy? Piotr Artur Hancke czyli Ławtogang ma 23 lata, skoczek Tomasiak dziewiętnaście, a Maja i Iga obie są z tego samego rocznika 2001?

– Fantastyczne okazuje się to nasze młode pokolenie. Idzie do przodu nie bez problemów, ale bez histerii. Lubię z młodymi ludźmi rozmawiać. Bohaterów przez Pana wymienionych łączy to, że cierpliwie pracowali na sukces, a trudności ich nie zrażały. Ich świat zapewne okazał się nieco trudniejszy niż nasz, smartfony i nowe technologie odgrywają w nim większą rolę, zaś rodzicielski autorytet nie tyle rozumie się sam przez się, co rodzice muszą po swojemu na jego potwierdzenie zasłużyć, zapracować. Wiemy, przed jakimi wyzwaniami czy wprost zagrożeniami staną teraz młodzi ludzie z Polski…

– Do niedawna wymarzoną pracą dla absolwentów coraz liczniejszych wyższych uczelni z Krakowa, Wrocławia, Lublina była robota księgowego w biurowcach na obrzeżu miasta, w jakimś tamtejszym Mordorze, w firmie, prowadzącej usługi dla wielkich korporacji, bo polski absolwent tańszy był od amerykańskiego czy zachodnioeuropejskiego, a równie kompetentny. Ale to się kończy? Przyczynę zna każde dziecko, co już się smarfonem bawi: sztuczna inteligencja?

– Ona pozbawi pracy tych, którzy nie pokażą, że nie może ich zastąpić. Zdolność adoptowania się do zmiennych warunków, duch pokonywania trudności, będzie się liczyć coraz bardziej. Naprawdę trzeba będzie chcieć, żeby w tej rywalizacji wygrać. Nie pozwolić na to, żeby wyrósł mur między oczekiwaniami, a tym co nas w rzeczywistości spotyka.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here