W Radomiu, Ursusie i Płocku ludzie pół wieku temu wyszli na ulice w proteście przeciw drastycznej podwyżce cen podstawowych artykułów i ujawnionej przy tej okazji arogancji rządzących. Strajkowała niemal cała Polska, bliskie zeru dane o poborze mocy i energii z 25 czerwca 1976 r. pokazują, że prawie nikt wtedy nie pracował. Robotników brutalnie rozpędziły szturmowe oddziały milicji, ale władza musiała podwyżki cofnąć.
Od tego czasu komunistyczna władza już tylko traciła, zyskiwało za to rozwijające się społeczeństwo obywatelskie. W obronie robotników, masowo przepędzanych przez osławione ścieżki zdrowia jak od nazwy modnych wtedy osiedlowych torów przeszkód określano szpaler bijących milicjantów – stanęli intelektualiści i studenci, prowadzący akcję pomocową. Jak śpiewał wtedy bard pokolenia Jan Krzysztof Kelus:
“Czerwony Radom pamiętam siny
Jak zbite pałką ludzkie plecy
Szosę E7, na dworcach gliny
Jakieś nazwiska, jakieś adresy”.
W niedługim czasie uformował się (we wrześniu 1976 r.) Komitet Obrony Robotników do którego oprócz znanych już przeciwników ustroju, jak Jacek Kuroń czy Jan Józef Lipski weszli intelektualiści: od autora “Popiołu i diamentu” Jerzego Andrzejewskiego po młodego poetę Nowej Fali Stanisława Barańczaka. W kolejnym roku powstał Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela z udziałem m.in. Leszka Moczulskiego i Andrzeja Czumy. Tworzył się drugi obieg wydawniczy, w którym ukazywały się publikacje Czesława Miłosza czy Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Wraz z wyborem kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową (październik 1978 r.) i jego pierwszą już jako Jana Pawła II pielgrzymką do Ojczyzny (czerwiec 1979 r.) a także powołaniem KPN, która wystąpiła z hasłem niepodległości (wrzesień 1979 r.) – wydarzenia te przygotowały grunt pod strajki latem 1980 r. Porozumienia Sierpniowe podpisane w sali BHP Stoczni Gdańskiej oraz powołanie legalnej Solidarności.
W sensie ekonomicznym i społecznym Czerwiec 1976 r. oznaczał kres technokratycznej polityki przyspieszonego rozwoju lansowanej przez ekipę Edwarda Gierka, wzmożonych inwestycji opartych w znacznej mierze na zachodnich kredytach i licencjach. Równocześnie bowiem rządzący nie nadążali z zaspokajaniem podstawowych potrzeb społeczeństwa. Wydłużały się kolejki w sklepach, narastały braki w zaopatrzeniu. Stąd drastyczna podwyżka cen: mięsa i wędlin o 69 proc średnio, cukru o 100 proc.
Nie tylko o kiełbasę
Jednak protesty, które wybuchły – nie były wyłącznie strajkami o kiełbasę. Na ulicach demonstrowano pod biało-czerwonymi flagami. Załogi radomskich i płockich fabryk skrzykiwały się błyskawicznie na protest, wykorzystując szybko przemieszczające się wózki o akumulatorowym napędzie typu Melex, zwykle służące komunikacji między zakładowymi wydziałami i halami produkcyjnymi. Silna okazała się motywacja godnościowa: wzburzenie wywołał fakt, że premier Piotr Jaroszewicz, kiedy podwyżki cen ogłaszał, wspominał zarazem o konsultacjach społecznych, które nie miała miejsca. Przyczyną podpalenia gmachu Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Radomiu okazała się nieobecność w budynku i sekretarza tamtejszej organizacji partyjnej Janusza Prokopiaka. Najpierw bowiem zapowiadał, że skontaktuje się z Warszawą i przekaże kierownictwu robotnicze postulaty: tymczasem uciekł z gmachu. Zamiast niego protestujący, kiedy już do budynku weszli, zastali w bufecie pracowniczym komitetu stosy luksusowych wędlin niedostępnych wtedy w radomskich sklepach. Dopiero wówczas podłożono ogień. W środku dnia praktycznie cały Radom znajdował się w ręku manifestantów. Dopiero wieczorem zostali rozpędzeni przez szturmowe oddziały Milicji Obywatelskiej, ściągnięte z innych miast.
W Ursusie protestujący robotnicy fabryki traktorów usiedli na torach kolejowych linii Paryż-Moskwa licząc na to, że z powodu jej blokady, świat dowie się o ich proteście. Milicja zaatakowała ich ze wzmożoną brutalnością, kiedy już się rozchodzili. Długo w nocy trwało w ursuskich zaułkach polowanie nawet na przypadkowych przechodniów, bito ludzi, nie mających żadnego związku z wystąpieniami robotniczymi.
Wszyscy strajkowali, o sobie nawzajem nie wiedzieli
Problem robotników w Czerwcu 1976 r. polegał na tym, że nie wiedzieli o sobie nawzajem. Cała Polska strajkowała, ale pracownicy nie mieli własnej reprezentacji. Zyskali ją dopiero w następstwie tych wydarzeń.
Pomimo wielkiej liczby poszkodowanych – robotniczy protest okazał się zwycięski. Jeszcze tego samego dnia, wieczorem 25 czerwca 1976 r. w telewizji ogłosił cofnięcie podwyżek ten sam premier Piotr Jaroszewicz, który je wcześniej ogłaszał.
Miarą strachu władzy i jej znacznego zdezorientowania okazał się scenariusz późniejszego wiecu poparcia dla gierkowskiej ekipy, zainscenizowanego na Stadionie Dziesięciolecia (obecnym Narodowym) w Warszawie. Do wysłuchania przemówień, potępiających “chuliganów” i “warchołów” jak propaganda określała protestujących – spędzono urzędników i na miejscu sprawdzano listę obecności. Zabrakło tam jednak robotników, bo aż tak bardzo rządząca PZPR – pomimo przymiotnika “robotnicza” zawartego w jej nazwie – ich się bała.