Barbara Bartel, psycholog z Lekarskiej Przychodni Profesorsko-Ordynatorskiej Waliców 20 w Warszawie, b. rzecznik lecznicy Alfa, b. wykładowca UW w rozmowie Łukasza Perzyny
– Zaczyna się nowy rok akademicki. Teraz pewnie na edukację na tym szczeblu patrzymy przez pryzmat tego, czy przyszli absolwenci znajdą pracę, czy etaty, na które liczą, odbierze im AI? Czy powinniśmy się obawiać sztucznej inteligencji?
– Problem z nią nie sprowadza się wyłącznie do rynku pracy. Perturbacji na nim trzeba się obawiać i myśleć o budowaniu na studiach umiejętności, których AI nie zastąpi,ale również pojawia się niebezpieczeństwo łączących się z upowszechnieniem sztucznej inteligencji zaburzeń w mózgu i w relacjach międzyludzkich. Swoją pracę dyplomową pisałam na temat reakcji zachodzących w mózgu człowieka. Medycyna wciąż jeszcze nie odkryła wielu z nich, nie opisała rozlicznych możliwości działania. Tymczasem wkracza sztuczna inteligencja. Ułatwia funkcjonowanie, ale na poziomie podstawowym. Wdziera się do zwyczajnych firm, ich szefowie są zadowoleni, że już nie muszą zatrudniać tak wielu pracowników jak wcześniej. U zwolnionych rodzi to stres, wynikający z poczucia krzywdy. To nie jedyny problem. Sztuczna inteligencja nie zna kategorii moralnych. Dlatego może nawet promować przemoc w ramach specyfiki swojego funkcjonowania. Pakujemy wszystko do walizki, potem tę walizkę otwieramy, tak to, jeśli z grubsza rzecz ująć, działa. Tyle, że człowiek nie jest walizką. Czuje, dotyka i przeżywa. Kiedy młodzi wejdą w dorosłe życie z przekonaniem, że sztuczna inteligencja na każde pytanie odpowie i wszystkie ich problemy rozwiąże – zawiodą się srodze. AI bólu ani lęku nie odczuwa. Z czasem zacznie nam sprzątać mieszkania, ale to wciąż nam samym przyjdzie w nich bardziej już dosłownie pozamiatać. Wprowadzić i zachować pewien ład. Sztuczna inteligencja jest jak dorosłe dziecko: kiedyś poda kawę, coś przyniesie, nic nie ukradnie. Już teraz widzimy piękne domy nie tylko pod Warszawą z rozbudowanymi systemami alarmowymi, ostrzegającymi przed każdym obcym, który chciałby wejść na posesję. A sztuczna inteligencja umie tym wszystkim zawiadywać. Jednak w pewnym momencie jej kompetencje się kończą.
– Jeden ze specjalistów prof. Aleksander Mądry, naukowiec z MIT pracujący dla OpenAI porównał sztuczną inteligencję do leniwego studenta, który nie do zdobycia wiedzy i kompetencji dąży, lecz tylko do zdania egzaminu lub zdobycia zaliczenia? [1]. Informatycy potwierdzają, że sztuczna inteligencja ma halucynacje, tak związane z jej działaniami zaburzenia określają. Niedawno rozmawiałem z Andrzejem Kieryłło, który właśnie uaktualniał swój scenariusz komedii o polskiej polityce [2], bo rosną szanse nakręcenia według niego filmu: kiedy konsultował swoje gagi i grepsy ze sztuczną inteligencją, to ona głupiała, odpowiadała ni w pięć ni w dziewięć, okazało się, że brak jej poczucia humoru?
– Sztuczna inteligencja okazuje się bezradna, gdy w grę wchodzi sfera konceptu, inwencji czy tym bardziej twórczości, która jeśli ma być coś warta, musi stać się niebanalna. Komedie z Louisem de Funesem czy Kabarety: Starszych Panów lub Olgi Lipińskiej były rewelacyjne, bo odwoływały się do naszego doświadczenia w sferze kulturowej, aluzji czy gry słów, zabawnych skojarzeń. Nie zrozumie tego technologia, nastawiona na rozwiązania standardowe i masowe. Sztuczna inteligencja nie będzie w stanie przyjaźnić się ani kochać. Jeśli własne reakcje do niej upodobnimy, skutki okazują się opłakane. Słyszę później w gabinecie: chciała dziecka, niech je teraz chowa sama. I to ojciec mówi, a zarazem menedżer zawiadujący sporą grupą pracowników w korporacji.
– Informatyk Wojciech Cellary uznaje, że w procesie nauki przy powszechnej dostępności sztucznej inteligencji [3] nieodzowne okazuje się rozdzielenie umiejętności od wiedzy?
– Inaczej grozi nam, że staniemy się robotami. Oczywiście chodzi o kształtowanie pewnej empatii i kreatywności. Zakazy skutku nie odniosą, nastolatek, któremu próbuje się ograniczać czas, jaki poświęca na gry komputerowe, co najwyżej się na nas obrazi. Czy w domu czy na studiach warto propagować rozwój osobisty pojmowany jako poznawanie siebie również drogą relacji z innymi. Poprzez rozmowę przy posiłku albo bez okazji, gdy chcemy się w jakiejś kwestii poradzić, o coś spytać. Poprzez rówieśniczą dyskusję w studenckiej grupie. AI tego nie zastąpi. Gdy problem okazuje się trudniejszy, psychologii i osobowości dotyczy, wprowadza jeszcze dodatkowo niepewność i zamęt. Bo to mechanizm tylko, nic więcej. Odpowiedzi w złożonych kwestiach nie daje, zwiększa chaos. Co może zadziałać w niszczycielski sposób, zwłaszcza, że AI nie umie ocenić skutków własnych działań, nie tylko naszych. Dlatego trzeba zabiegać o samodoskonalenie wewnętrzne i pewną emocjonalną stabilność. Wtedy żadna technologia nie stanie się niebezpieczeństwem.
– Jak rozumiem, jeśli na przykład o telefonię komórkową chodzi, to w każdej jej sieci, co już się dzieje, żywych ludzkich konsultantów zastąpi w kontakcie z klientem sztuczna inteligencja. Ale z pewnością nie wynajdzie ona nowego typu I-phone’a, skoro opiera się na tym, co już odkryto, bo tak ją zaprogramowano?
– Dlatego edukacja, zwłaszcza na poziomie akademickim, jako bezpośrednio przygotowującym studentów do życia zawodowego, powinna uwzględnić tę różnicę. Stwarzać i umacniać kompetencje, których sztuczna inteligencja nie rozwinie, bo przekraczają jej możliwości. Nie brak ról, w których człowiek pozostaje niezastąpiony, bo potrafi wchodzić w oparte na emocjach, a nie kalkulacji relacje z innymi, ale też rozwijać i kontrolować samego siebie. Przewidzieć następstwa własnych działań i pod tym kątem je podejmować.
[1] por. “Gazeta Wyborcza” z 15 marca 2024
[2] Trzy kule Czyli kulisy upadku pewnej Rzeczypospolitej, Akces, Warszawa 2014
[3] Wojciech Cellary. Sztuczna inteligencja. Nauka w dobie AI. “Gazeta Wyborcza” z 21 września 2026
