4 czerwca 1989. Rubikon demokracji

0
0

Zdjęcie z Lechem Wałęsą gwarantowało wtedy miejsce w parlamencie, jako jedyny nie zdążył się z noblistą sfotografować działacz rolniczej Solidarności Piotr Baumgart i właśnie on został pokonany w walce o senacki mandat przez biznesmena Henryka Stokłosę. Poza tym jednak Komitet Obywatelski, bo pod tą marką szli do wyborów 4 czerwca 1989 r. kandydaci dotychczasowej opozycji wprowadził do parlamentu 161 posłów i 99 senatorów. Wynik wyborów okazał się tak jednoznaczny, że unieważnił wcześniejsze ustalenia. Pod wpływem szoku jaki stanowiła porażka Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej jej dotychczasowi satelici: Zjednoczone Stronnictwo Ludowe oraz Stronnictwo Demokratyczne odwrócili sojusze, co pozwoliło na zawiązanie koalicji z Obywatelskim Klubem Parlamentarnym, polityczną emanacją Solidarności i powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego.

Nie były to całkowicie wolne wybory, na takie przyszło poczekać jeszcze dwa i pół roku, chociaż głosy już w czerwcu 1989 r. policzono uczciwie. Nawet frekwencję trudno nazwać oszałamiającą: do urn poszło 63 proc uprawnionych, co również w porównaniu z niedawnymi wyborami z 15 października 2023 r. – z udziałem 74 proc Polaków – stanowi wynik skromny. Nie da się natomiast tym samym słowem nazwać decyzji, jaką podjęli wtedy wyborcy.

Skończył się w Polsce komunizm

Głosowanie przybrało kształt plebiscytu. Stało się rodzajem referendum w którym Polacy odrzucili panujący od 45 lat ustrój. Jak obwieściła jesienią tego samego roku w telewizji aktorka Joanna Szczepkowska – 4 czerwca 1989 r. skończył się w Polsce komunizm. Tak odczuwali zmianę zwykli ludzie, niezależnie od jej mankamentów i zawiedzionych nadziei, związanych zarówno ze sferą społeczną (nie powstało obiecane przez legalną Solidarność z lat 1980-81 sprawiedliwe państwo Polaków) jak godnościową: chociaż ujawniło się wiele nowych możliwości pojawili liczni beneficjanci zmiany ustrojowej, mnóstwo ludzi odczuło wykluczenie i brak perspektyw, co oprócz pracowników Państwowych Gospodarstw Rolnych i ich rodzin objęło także, co stanowi ironię historii, pracowników wielkich fabryk, niedawnych twierdz zwycięskiej przecież Solidarności.

Trzeba jednak pamiętać, że gdy Polacy głosowali 4 czerwca 1989 r. w wyborach do Sejmu, pierwszych uczciwych od 1928 r. (po tej dacie wyniki fałszowała najpierw sanacja, później komuniści) i przywróconego po pół wieku Senatu – ze wszystkich stron otaczały nas państwa, z których dziś żadne już nie istnieje: Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, Niemiecka Republika Demokratyczna oraz Czechosłowacja, wszystkie rządzone przez komunistów i należące do Układu Warszawskiego. Świadomość sytuacji geopolitycznej paraliżowała “stronę społeczną” przy Okrągłym Stole, ale i decydentów z Solidarności nawet po zwycięskim 4 czerwca głosowaniu. Dlatego przystali na oddanie komunistom 33 wakujących miejsc z listy krajowej (tylko dwóch z 35 wpisanych na nią prominentów uzyskało wymagane 50 proc plus jeden głos poparcia) oraz wybór autora stanu wojennego gen. Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe, czemu towarzyszył żałosny spektakl z oddawaniem głosów nieważnych lub nieobecnością mandatariuszy Solidarności.

Budzik i szeryf z plakatu

Mądrość zbiorowa zdecydowanie przeważyła wtedy nad kalkulacjami polityków. Polacy poszli dalej, niż zakładali przedstawiciele “strony społecznej” przy Okrągłym Stole a nawet autorzy zwycięskiej kampanii wyborczej Komitetu Obywatelskiego. O wielu ówczesnych kontrowersjach mało kto pamięta, przeszły za to do historii symbole kampanii przed 4 czerwca 1989 r. takie jak plakat z budzikiem i hasłem “Nie śpij, bo Cię przegłosują” oraz najsłynniejszy chociaż pojawił się najpóźniej – z szeryfem ze znaczkiem Solidarności. Nawiązujący do wielkiej roli Gary’ego Coopera w westernie “W samo południe” Freda Zinnemanna stał się ikoną tamtego przełomu. Podobnie jak dawna kawiarnia Niespodzianka na warszawskim MDM, siedziba zwycięskiego sztabu wyborczego. I optymistyczna melodyjka z wyborczych reklamówek Komitetu Obywatelskiego w oficjalnej telewizji. 

Wybory rozegrały się jednak na poziomie konkretu a nie symboli. Polacy wiedzieli, na kogo głosują, a kogo nie zamierzają poprzeć. W Śródmieściu Warszawy aktor Andrzej Łapicki w barwach KO”S” pokonał dawnego rzecznika rządu stanu wojennego Jerzego Urbana, wtedy prezesa Telewizji Polskiej. Zaś Aleksander Kwaśniewski, pomysłodawca przywrócenia Senatu, przegrał walkę o miejsce w nim w rodzinnym Koszalińskim z emerytowaną nauczycielką wychowania muzycznego Gabrielą Cwojdzińską, wcześniej działaczką Solidarności represjonowaną za przewożenie jej sztandaru. Za to zawsze sympatyzujący z opozycją reżyser Andrzej Wajda na Suwalszczyźnie z której się wywodził zdobył senacki mandat z poparciem dwóch trzecich mieszkańców. Posłami zostali po 4 czerwca 1989 r. m.in. robotniczy przywódcy: Zbigniew Janas z Ursusa i Mieczysław Gil z Nowej Huty. A także liczni założyciele opozycji demokratycznej jak Jacek Kuroń (na Żoliborzu pokonał kandydującego przeciw KO”S” mecenasa Władysława Siłę-Nowickiego) i Adam Michnik.

Dlaczego niemożliwe stało się realne

Powtórnie zalegalizowanej w wyniku rozmów Okrągłego Stołu (toczonych od lutego do kwietnia 1989 r.) Solidarności udało się to, co nie powiodło się liczącemu 10 milionów członków Związkowi z pierwszego okresu działania (1980-81), kiedy to największy w powojennej Europie ruch społeczny władza wprowadzając stan wojenny zepchnęła do podziemia.

Jednak w 1989 r. pojawiła się korzystna koniunktura międzynarodowa. W ZSRR rządzący od 1985 r. Michaił Gorbaczow zainicjował głasnost (jawność) i pierestrojkę (przebudowę). Podczas wizyty w Polsce latem 1988 r. w trakcie spotkania na Zamku Królewskim w odpowiedzi na pytanie historyka idei Marcina Króla, radziecki lider nie potwierdził, że doktryna Leonida Breżniewa o ograniczonej suwerenności państw socjalistycznych w ramach bloku nadal obowiązuje. Odebrano to jako sygnał, że Polacy mogą sami rozwiązywać swoje problemy.

Dla zwykłych ludzi bez porównania większe znaczenie niż wizyta sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego miała trzecia pielgrzymka do Ojczyzny Jana Pawła II w 1987 r. W Gdańsku Papież zwrócił się do młodych Polaków: “każdy z Was, młodzi przyjaciele ma jakieś swoje Westerplatte. Jakąś sprawę, o którą nie sposób nie walczyć”. Słowa te wpłynęły na kolejny przełom podobnie jak zapamiętane z homilii na Placu Zwycięstwa w 1979 r. “niech zstąpi duch Twój o odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi” – na Sierpień 1980 r.

Obie fale społecznych protestów w 1988 r. – najpierw w kwietniu i maju a potem znowu w sierpniu – kierowane były przez młode pokolenie robotników. Obca im była trauma porażki znana ze stanu wojennego. Bliska za to – legenda Solidarności, mocno przez nich idealizowanej. Robotników wsparli przy tym studenci. Kiedy władza siłą złamała jednej nocy w maju strajk w Nowej Hucie, od rana zastrajkował Uniwersytet Warszawski. Zaś w sierpniu 1988 r. kiedy ZOMO (szturmowe oddziały milicji) szturmowało i opanowało jedną kopalnię, protest zaraz zaczynała druga. Władza zaczęła się cofać. W ostatnim dniu sierpnia gen. Czesław Kiszczak, minister spraw wewnętrznych, przedtem odpowiedzialny za logistykę stanu wojennego, spotkał się z przewodniczącym zdelegalizowanej Solidarności Lechem Wałęsą, co stało się możliwe ze sprawą mediacji Kościoła. Od września toczyły się zakulisowe rozmowy w Magdalence z udziałem m.in. Lecha Kaczyńskiego i Adama Michnika ze strony solidarnościowej oraz Stanisława Cioska i Janusza Reykowskiego z rządowej ekipy. Z kolei w ostatnim dniu listopada Lech Wałęsa pokonał w debacie telewizyjnej przewodniczącego oficjalnych związków (OPZZ) Alfreda Miodowicza.

O wygranej Solidarności zdecydowali jednak zwykli ludzie. Co charakterystyczne, 4 czerwca 1989 r. kandydaci Komitetu Obywatelskiego uzyskiwali doskonałe wyniki również tam, gdzie wcześniej nie istniały podziemne struktury związkowe a tym bardziej opozycyjne. Władza liczyła na tzw. zielone województwa, z dominacją sektora rolnego i bez wielkich fabryk jako solidarnościowych ośrodków – i właśnie tam poniosła spektakularną porażkę, co nie tylko wpływom Kościoła dało się przypisać.

Z biegiem lat 80. stało się bowiem jasne, że socjalizm, niegdyś nie tylko obiecujący sprawiedliwość społeczną ale dający wielu rzeczywisty awans – nie jest już w stanie zapewnić obywatelom godziwego minimum. Czas oficjalnego oczekiwania na mieszkanie wydłużył się do 30 lat. Za to parę miesięcy dorywczej pracy na Zachodzie pozwalało na paroletnie komfortowe życie w kraju. Po paru próbach nieudanych reform, gospodarkę wobec jej rozlicznych niedoborów, ratowały “firmy polonijne” zakładane przez najbardziej przedsiębiorczych rodaków, nierzadko z dyplomami i tytułami naukowymi ekonomistów. Ustrój reklamowany jako najlepszy wyczerpał swoje możliwości.

Przy Okrągłym Stole nie podjęto żadnych sensownych ustaleń dotyczących sfery gospodarczej, wiele uzgodnień przybrało format “księżycowej ekonomii” jak sławetna indeksacja płac, nakręcająca i tak dotkliwą inflację. Jednak akurat w dniu podpisywania umów okrągłostołowych 5 kwietnia 1989 r. pojawił się w Warszawie młody amerykański profesor Jeffrey Sachs, doradzający wcześniej rządowi Boliwii we wprowadzeniu drastycznych reform liberalnych. W trakcie jednej z kolejnych wizyt, już w redakcji “Gazety Wyborczej” i na jej komputerach naszkicował na zamówienie Kuronia plan terapii szokowej, której wykonawcą w kilka tygodni później stać się miał Leszek Balcerowicz. Przygotowany przez niego projekt skłonił Adama Michnika do napisania słynnego artykułu “Wasz prezydent, nasz premier” [1]: zawarta w nim koncepcja utorowała drogę rządowi Mazowieckiego.

[1] “Gazeta Wyborcza” z 3 lipca 1989

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here