Z sierpniowych rocznic datą najważniejszą wydaje się wciąż 15. – kiedy to w 1920 r. nastąpił zwycięski dla nas przełom w Bitwie Warszawskiej. Gdyby jednak sześć lat wcześniej, szóstego Pierwsza Kadrowa nie wyruszyła z krakowskich Oleandrów na front I wojny światowej, nie mielibyśmy później państwa, które obroniliśmy przed bolszewikami nad Wisłą.
Prognozy Józefa Piłsudskiego, który – odkąd po zwycięskiej akcji bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej na wagon pocztowy pod Bezdanami w 1908 r. musiał uchodzić z zaboru rosyjskiego – działał w austro-węgierskiej Galicji okazały się celne.
Komendant Piłsudski… i Włodzimierz Lenin o kilka ulic dalej
Jak opisał Maciej Kozłowski w “Krajobrazach przed bitwą” na podstawie relacji Wiktora M. Czernowa z konferencji partii rewolucyjnych na początku 1914 roku w Paryżu: “Gdy we wszystkich sztabach, z niemieckim na czele, panowało przekonanie, że zbliżająca się wojna rozegra się błyskawicznie i w oparciu o takie założenia budowano plany operacyjne, Piłsudski trafnie przewidywał, że będzie to wojna długa, wojna na wyniszczenie, na zużycie zasobów (..). W Paryżu (..) mówił więc w swym referacie, że jego zdaniem (..) w pierwszej fazie wojny Rosja zostanie pobita przez Austrię i Niemcy, a te z kolei pobite będą przez siły (..) anglo-francusko-amerykańskie, przewidział on bowiem, że do wojny przystąpi także Ameryka (..). Sądzę, że niewielu w dziejach znaleźć by można polityków, których plany i przewidywania spełniłyby się tak dokładnie. Z jednym tylko wyjątkiem. Piłsudski przewidywał możliwość wybuchu w Rosji rewolucji i jej zwycięstwo. Nie przypuszczał jednak, że władzę po rewolucji obejmą nie eserzy [socjaliści rewolucyjni – przyp. ŁP] z Czernowem na czele, z którym zawczasu chciał nawiązać przyjazne stosunki, lecz bolszewicy, którym przewodził mieszkający o kilka ulic od niego w Krakowie Włodzimierz Uljanow” [1]. Chodzi rzecz oczywista o Lenina.
Rosyjski noblista literacki Aleksander Sołżenicyn tak oddawał stan świadomości Włodzimierza Ilicza w tamtych sierpniowych dniach, gdy Leninowi dane było obserwować przyjazd do Krakowa z frontu pociągu sanitarnego: “Tłum na dworcu zafalował, dopłynął tu, aż do wejścia na peron, dalej nie puszczała policja. Co to? Wjechał pociąg. Pociąg z rannymi. Być może pierwszy pociąg, z pierwszej wielkiej bitwy. Tłum rozsuwano – żeby sznur oczekujących powozów sanitarnych i aut mógł podjechać jak najbliżej. Potężni, posępni sanitariusze w pośpiechu wynosili z pociągu do powozów nosze za noszami. (..) Stał przed wejściem na peron – rześki, podekscytowany, w czarnym meloniku, z niepodstrzyżoną, rudą bródką, z uważnym spojrzeniem spod uniesionych brwi (..). Dynamiczny umysł rozświetliła nagle radosna myśl – zrodziła się jedna z tych najsilniejszych, najbardziej bystrych i bezbłędnych decyzji całego życia! Kłębi się zapach drukarskiej farby z gazet, zapach krwi i lekarstw w poczekalni (..). I w górę, rozwijasz jak wstążkę, jak transparent z hasłem: …”PRZEKSZTAŁCIĆ W DOMOWĄ”… i właśnie ta wojna, i właśnie ta wojna – to kres wszystkich rządów Europy!!!” [2].
Plany snują więc obaj przyszli antagoniści z lata 1920 r. Piłsudski od dawna buduje w Galicji zalążki przyszłej polskiej siły zbrojnej: działają tam Związek Walki Czynnej, Strzelec i Polskie Drużyny Strzeleckie, z czasem dopiero powstaną Legiony, formalnie dopiero 16 sierpnia 1914 r, a więc wcześniej skutecznie stworzy fakty dokonane. Lenin marzy o końcu wszelkich europejskich rządów, ale Polska własnej władzy nie ma. To Józef Piłsudski, żeby zostać komendantem jej siły zbrojnej, powołuje się na działający jakoby w konspiracji w Warszawie Rząd Narodowy. To fikcja tylko, ale dawny “towarzysz Wiktor” z Organizacji Bojowej PPS wie doskonale, jak się nią posłużyć umiejętnie. Kiedy wydarzenia nagle przyspieszają.
Ze szkoły letniej prosto na front wielkiej wojny
W 1914 r. 28 czerwca w Sarajewie Gawriło Princip zabija w zamachu następcę tronu Austro-Węgier arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. A latem w wynajętym przy krakowskich Oleandrach przy Parku Jordana budynku pozostałym po wystawie przemysłowej – odbywają się zajęcia polskiej letniej szkoły oficerskiej. Zdobyte tam umiejętności zaraz się przydadzą.
Bo już 28 lipca Austro-Węgry wypowiadają wojnę Serbii, natomiast 1 sierpnia – Niemcy Rosji, zaś dwa dni później Francji, łamią też neutralność Belgii. Niemcom z kolei wypowiada wojnę Wielka Brytania. I wreszcie 5 sierpnia – Austro-Węgry Rosji, co dla planów obozu niepodległościowego ma zasadnicze znaczenie. Dzień później nastąpi wymarsz z Oleandrów.
Na początek Strzelcom Piłsudskiego, co zakrawa na ironię, przekazano tylko jednostrzałowe karabiny systemu Werndla już wycofane z uzbrojenia armii austriackiej. Dla porównania: we Lwowie ukraińscy Strzelcy Siczowi, zwykle Polakom nieżyczliwi, bo przyszły sojusz Piłsudskiego z Symonem Petlurą nikomu jeszcze się nie śni – paradują butnie z nowymi Mannlicherami.
Jednak niemal w ostatniej chwili polska Pierwsza Kadrowa zostaje uzbrojona w 80 sztuk nowych Mannlicherów, przywiezionych z Wiednia przez Stanisława Żmigrodzkiego, a zakupionych tam za pieniądze Polskiego Skarbu Wojskowego. O fundusze nie było łatwo, a PIłsudskiemu rzucono kłody pod nogi, za sprawą rozlicznych intryg przestały napływać środki od Polonii Amerykańskiej.
Wydarzenia nabrały już jednak własnej dynamiki. Najpierw przez granicę do zaboru rosyjskiego wyruszył 2 sierpnia, a więc zanim jeszcze wojna formalnie się zaczęła, siedmioosobowy patrol dowodzony przez Władysława Belinę-Prażmowskiego. Pomimo, że Kazimierz Sosnkowski ich ostrzegał “macie 90 procent szans na to, że was powieszą”, ułani powrócili zza kordonu w komplecie.
6 sierpnia 1914 r. wymaszerowała już Pierwsza Kompania Kadrowa w sile 172 żołnierzy, dowodzonych przez Tadeusza Kasprzyckiego, który niedawno przyjechał z Genewy. I w zdecydowanej większości z zaboru rosyjskiego, a nie Galicji pochodzących.
O godz. 9.45 kompania dociera do słupa granicznego w Michałowicach.
Wcale nie najważniejsze, że znalazło się w jej składzie ośmiu przyszłych generałów i kilkunastu późniejszych pułkowników. Istotne, że stanowili pierwszą od kilkudziesięciu lat polską siłę zbrojną.
Gdy z czasem stała się ona Legionami, jak wyliczał w “Budowaniu Niepodległej” Wojciech Giełżyński, przywołujący, żeby było zabawniej, ustalenia prof. Henryka Jabłońskiego, bardziej niż z roli historyka znanego jako przewodniczący Rady Państwa, która w 1981 r, wprowadziła stan wojenny, w tym wypadku jednak rzetelnego i skrupulatnego: “Na 11.480 legionistów, będących w ewidencji, robotników było 2.128, rzemieślników 2.642, rolników 825, inteligentów różnego typu – 5.885. Jeszcze wyższa była “inteligenckość” I Brygady” [3]. Pamiętamy znakomitą i przejmującą scenę z serialu w reżyserii Andrzeja Wajdy “Z biegiem lat, z biegiem dni”, w której krakowska służąca o “pańskim wojsku” wypowiada się lekceważąco, sama dumna z narzeczonego, noszącego austro-węgierski mundur. A już w kolejnej sekwencji zanosi się płaczem po otrzymaniu wiadomości, że jej ukochany poległ za cesarza Franciszka Józefa.
Piłsudski, chociaż jego Legioniści walczyli dzielnie, do wykrwawienia się swoich oddziałów nie dopuścił. Z tej intencji, ale i roztropnej politycznej kalkulacji wziął się późniejszy kryzys przysięgowy, odmowa potwierdzenia bezwarunkowej lojalności wobec kolejnego głównego sojusznika – Niemiec. I internowanie Piłsudskiego w twierdzy magdeburskiej. Co okazało się sprzeciwem rozważnym, bo za sprawą tego manewru Komendant nie znalazł się wprawdzie w gronie zwycięzców I wojny światowej, ale nie pozwolił się zaliczyć do przegranych. Bo kiedy Niemcy już porażkę poniosły – uwolniony przez tamtejszą rewolucję Komendant powraca rano 10 listopada 1918 r. do Warszawy jako bohater, chociaż na dworcu witają go tylko najbliżsi współpracownicy.
Zamknięte okiennice, uznanie przyszło później
Legionistów – o czym warto pamiętać – w 1914 r. na Kielecczyźnie witały zamknięte na głucho okiennice. Stąd pełne goryczy słowa “Pierwszej Brygady” Andrzeja Hałacińskiego: “Nie chcemy dziś od was uznania”. A dalej dużo gorsze, choć przy oficjalnych okazjach oddawane jako “do waszych kies”, nawet jeśli wszyscy wiedzą, jak dosadnie brzmiały w oryginale przez ludzi Piłsudskiego śpiewanym. Walka dopiero się zaczynała, a rozgoryczenie narastało. Uznanie przyszło dopiero później, wraz z odzyskaną po 123 latach niepodległością.
A wcześniej, kiedy wojna światowa potem nazwana pierwszą się zaczęła, Piłsudski robił swoje, nie oglądając się zbytnio na taktycznych sojuszników. Jak relacjonował jego znakomity biograf Wacław Jędrzejewicz: “9 sierpnia otrzymał w majątku Czaple Małe konia wierzchowego Kasztankę, która mu służyła aż do 1927 roku. 12 sierpnia na czele 400 strzelców wkroczył do Kielc” [4]. Nie wywołało to wcale w zaborze rosyjskim powstania powszechnego, ale nie tego potrzebowaliśmy. Sprawa polska powracała do agendy światowej. W pół roku po odmowie złożenia przez Piłsudskiego przysięgi Niemcom w lipcu 1917 – prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson uznał odbudowę naszego państwa za trzynasty z czternastu warunków nowego ładu światowego (styczeń 1918 r.). Dysponując własną siłą zbrojną, przestaliśmy być wyłącznie przedmiotem toczących się wydarzeń. Taki był efekt obranej 6 sierpnia 1914 r. drogi.
[1] Maciej Kozłowski. Krajobrazy przed bitwą. Znak, Kraków 1985, s. 183-184
[2] Aleksander Sołżenicyn. Lenin w Zurychu. Officyna Liberałów, Warszawa 1989, przeł. Paweł Herzog, s. 27-28
[3] Wojciech Giełżyński. Budowanie Niepodległej. Instytut Literacki, Paryż 1985, s. 258
[4] Wacław Jędrzejewicz. Józef Piłsudski 1867 – 1935 Życiorys. Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1986, s. 45