Andrzej Kieryłło, strateg polityczny, w rozmowie Łukasza Perzyny
– Czego brakuje w kampanii prezydenckiej Rafała Trzaskowskiego? Bo chyba brakuje, skoro choć lider sondaży i faworyt, zgarnia poparcie nie większe, niż partia, której jest wiceprzewodniczącym? Nie na tym pewnie powinno to polegać, tylko na pozyskiwaniu nowych zwolenników?
– Coś takiego jest w samym Trzaskowskim, że to, co mówi, nie dociera głębiej. Nie buduje pewnej decydującej dla jakości przekazu warstwy.
– Jak ten problem określić?
– O charyzmę tu chodzi na pewno. Tak się to nazywa. Nie przesądzam, że Trzaskowski jej nie ma. Tylko, że nie objawia jej na wiecach, w trakcie spotkań z ludźmi. Warsztat aktorski też by mu się przydał, żeby wzmocnić przekaz. Na razie mówi za szybko i zbyt płasko. Emocje, które przy tej okazji ujawnia, sprawiają wrażenie nerwowych. Niełatwo coś przekazać w takich warunkach, gdy kandydata nie bardzo chce się słuchać. Wtedy nie wierzy się, że ma nam wiele do powiedzenia. Nie przebija szklanego sufitu poparcia dla własnej formacji, zresztą od tego spostrzeżenia rozmowę Pan zaczął. Przerzucanie się argumentami nie oddziałuje już na emocje, chyba, że są zupełnie skrajne, jak u Grzegorza Brauna.
– Niewiele też w kampanii Trzaskowskiego nowych pomysłów? Jan Olszewski, kiedy Pan mu doradzał, zaproponował przekazanie rolnikom ziemi po PGR-ach, co dobrze przyjęli wyborcy, chociaż projekt nie miał wielkiego związku z kampanijnym wizerunkiem Mecenasa nie speca od rolnictwa przecież?
– Nie był jednak sprzeczny z jego społecznym postrzeganiem. Ludzie wiedzieli, że Mecenas Olszewski ma głęboką potrzebę sprawiedliwości społecznej, w stylu dawnej PPS. I pamiętali, iż polska wieś żywiła cały naród w czasach PRL a potem poniosła koszty transformacji ustroju. Wystarczyło to, żeby pomysł z ziemią dobrze przyjąć.
– W sztabie Trzaskowskiego zaznacza się jednak deficyt kreatywności?
– Widać, że trochę w tej sytuacji pomaga Donald Tusk, przejmując od rywali z PiS tematy dyżurne ich narracji. Tak dzieje się z imigrantami i decyzją rządu, żeby im wiz nie wydawać. Ale także z kwestią reparacji za wojnę, która pojawiła się w rozmowie Tuska z nowym kanclerzem Niemiec, Friedrichem Merzem. Premier odbiera argumenty konkurencji.
– Ale za Trzaskowskiego Tusk wyborów nie wygra. Co powinni zmienić w kampanii sam kandydat i jego sztab?
– Kandydatowi proponowałbym kilkunastogodzinny trening z kimś, kto potrafi przekaz ustabilizować i skupić go na kilku istotnych dla wyborców punktach. Takich, co mogą przekonać wahających się. Własnych zadeklarowanych nie musi już w wierze umacniać. Zagłosują na niego i tak.
– A pozostali, jaki przekaz ich przekona?
– Musi brzmieć jak muzyka, nie klepanie. I bez zbędnej nerwowości. Nie powinno powstać wrażenie histerii. Ani nawet grandilokwencji. Liczy się tylko przekaz umiejętnie wzmocniony w warstwie emocjonalnej. Taki, żeby dało się go słuchać i miało się wrażenie, że warto się na nim skupić.
