Nieobecni nie będą pierwszymi

0
30

Absencja Polski przy genewskim stole rokowań we kwestii pokoju w Ukrainie to dotkliwa dla nas porażka, a nie tylko despekt czy afront. Nie o godnościowe sprawy wcale chodzi (chociaż nikt roztropny nie umniejsza ich znaczenia), lecz o nasze bezpieczeństwo. Obecność premiera Donalda Tuska na szczycie obu Unii – Europejskiej i Afrykańskiej – w angolańskiej Luandzie wcale rozczarowania nie złagodzi. Nie da się go też zagadać komentarzami pewnego siebie ale raz jeszcze zlekceważonego przez Amerykanów prezydenta Karola Nawrockiego.

W Genewie oprócz oczywiście Stanów Zjednoczonych i Ukrainy, co już podobnej oczywistości nie stanowiło (Czechosłowacji nie wpuszczono bowiem na salę obrad w Monachium w 1938 r. a Polski w ogóle nie było w Jałcie 1945 r: ani tej londyńskiej ani nawet lubelskiej), znaleźli się przedstawiciele Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec a nawet Włoch. Dla Polski tam miejsca zabrakło.

Jakby mocarstwa chciały pokazać reszcie świata, że decyduje siła, nie zasługi. W Polskę to godzi szczególnie. Naruszono tym samym zasadę “nic o nas bez nas”, skoro jeden z planów pokojowych przewiduje stacjonowanie u nas zachodnich myśliwców. Jeśli tak zostanie to zapisane w ewentualnym traktacie pokojowym, Kreml zapewne zinterpretuje to później jako zakaz bazowania tu jakichkolwiek innych sił natowskich czy nawet unijnych. To tylko jeden z przykładów, do czego prowadzi pomijanie Polski bez wielkiego protestu z naszej strony.    

Nie ma się co pocieszać porzekadłem biblijnej proweniencji, iż ostatni będą pierwszymi.

Pierwsi  do pomocy Ukraińcom już byliśmy. Zaraz po 24 lutego 2022, wielkim wysiłkiem całego społeczeństwa. Bo nie dzięki sprawującej wtedy władzę nieudolnej ekipie pisowskiej przecież. W tamtych przedwiosennych, a potem wiosennych i letnich dniach zaraz po rosyjskiej inwazji na sąsiada przekonaliśmy się o prawdziwości i aktualności znanego jeszcze z czasów Rzeczypospolitej szlacheckiej powiedzenia: Polska nie rządem stoi, lecz prawem. W tym wypadku – prawem człowieka do życia bez zagrożenia, do dachu nad głową, strawy i szkoły dla dziecka. Przybyszy, wbrew gorzkim doświadczeniom historii, nie wypytywaliśmy o stosunek do rzezi wołyńskiej. Słusznie, bo zapewne większość naszych gości o niej nawet nie słyszała. Masowo udzielaliśmy im humanitarnej pomocy. W zrzutce uczestniczył cały blok, sto mieszkań, gdzie ludzie wcześniej prawie się nie znali. Nie inaczej było w wiejskich czy małomiasteczkowych parafiach. Pomagała bowiem cała Polska.  

Nagrodą stały się dla nas uśmiechy na wystraszonych wcześniej buziach ukraińskich dzieci. I zwyczajne rozmowy z ich rodzicami, znamionujące ich udany powrót do stanu normalności i spokoju. Jak ta z Milą, panią inżynier z Kijowa, która odprowadzana przeze mnie do metra po tym, jak zjadła u nas w domu pierwszy pewnie od wielu dni ewakuacji obiad, wypytywała mnie szczegółowo o moje wyjazdy do Paryża i wrażenia stamtąd. To znak, w jaką stronę kieruje wzrok ukraińska klasa średnia, z którą takie nadzieje łączymy.

Polityka zwykle nie premiuje jednak moralności – chociaż znamy przykłady Mahatmy Gandhiego, naszego Jana Pawła II i Nelsona Mandeli – lecz raczej dyplomatyczną skuteczność. Po raz kolejny w naszej historii sternicy państwa, zarówno prezydent Karol Nawrocki jak premier Donald Tusk nie dorównali swoimi talentami wysiłkowi społeczeństwa ani wyobraźni zbiorowej. Nie chodzi o to, żeby znów nas w świecie podziwiano, jak po 1939 r. czy 13 grudnia 1981 r. Tylko żeby bilans wydarzeń potwierdził  znaną opinię Władysława Bartoszewskiego seniora, że warto być przyzwoitym. Społeczeństwo zrobiło swoje, reszta należy już do polityków. Niech się wreszcie obudzą. Czekamy. 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 9

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here