Więcej niż mebel, mniej niż relikwia

0
51

W obradach Okrągłego Stołu uczestniczyli w 1989 r. nie tylko Aleksander Kwaśniewski i Józef Oleksy, Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek, ale również Jarosław i Lech Kaczyński a nawet Mariusz Kamiński i Krystyna Pawłowicz. Również pierwszy potem premier rządu wyłonionego przez pochodzący z wolnych wyborów Sejm – mecenas Jan Olszewski. Także późniejszy poseł Samoobrony Rajmund Moric oraz Ligi Polskich Rodzin Gabriel Janowski.    

Nie było natomiast przy nim Leszka Moczulskiego ani Krzysztofa Króla z Konfederacji Polski Niepodległej, Kornela Morawieckiego z Solidarności Walczącej (formalnie jeszcze się wtedy ukrywającego) ani Janusza Korwin-Mikkego, chociaż ten ostatni zapewne chętnie by tam brylował, gdyby tylko go zaproszono. 

Nieobecni nie mają racji. Spór w rodzinie

Rzut oka na obie listy pokazuje, że Polską przez następne 36 lat rządziła – i władzę sprawuje nadal – szeroko pojęta formacja okrągłostołowa. W tym sensie obecna polemika o ocenę tamtego wydarzenia pozostaje sporem w rodzinie. Kto wtedy przy Okrągłym Stole nie zasiadł – ten później w piastowaniu władzy nie uczestniczył. To los KPN (chociaż do pierwszego wolnego Sejmu, gdzie stała się trzecim klubem, wprowadziła 51 posłów), formacji starszego Morawieckiego (jego syn Mateusz został premierem, ale w barwach PiS, on sam pomimo zasług tylko marszałkiem seniorem w Sejmie) czy Unii Polityki Realnej. 

Zmieniały natomiast nazwy  deliberujące przy stole obrad formacje: komunistyczna, potem z przedrostkiem “post” (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, po jej rozwiązaniu Socjaldemokracja RP, Sojusz Lewicy Demokratycznej, obecnie Nowa Lewica), związkowa (pod flagą Solidarności, a potem już jako Akcja Wyborcza “S”), chadecka (Porozumienie Centrum, następnie Prawo i Sprawiedliwość), demokratyczno-liberalna (Unia Demokratyczna, Unia Wolności, wreszcie Platforma, a teraz Koalicja Obywatelska) populistyczno-rewindykacyjna (OPZZ, potem Samoobrona, w obu barwach występował Moric), ludowa (ZSL powróciło do nazwy PSL), ale każda z nich współtworzyła co najmniej jedną koalicję rządową. 

Formalnie przy Okrągłym Stole strony były dwie: solidarnościowa i koalicyjno-rządowa, jak wtedy nazywano obóz PZPR i jej sojuszników (Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Demokratycznego oraz pomniejszych jak PAX), chociaż w szczegółach przedstawiało się to nieco inaczej: w dniu przewidywanego podpisania porozumienia, które rzeczywiście 5 kwietnia 1989 r. nastąpiło, należące do tego samego obozu co Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych wbrew liberałom z własnej ekipy straszyło zerwaniem obrad, nawet pod pretekstem tak błahym, jak kolejność przemówień.

Przy Okrągłym Stole zdecydowano nie tylko o ponownej legalizacji Solidarności zepchniętej do podziemia 13 grudnia 1981 r. wraz z wprowadzeniem stanu wojennego, co opozycja uznawała za plan minimum swojego udziału w rozmowach. Postanowiono również o rozpisaniu wyborów na 4 czerwca 1989 r, z zachowaniem kontraktu politycznego (część mandatów do Sejmu zarezerwowano dla strony “koalicyjno-rządowej”), przywróceniu urzędu prezydenta, który od 1952 r. w PRL nie istniał oraz Senatu, którego też nie było, ale jeszcze dłużej, bo od końca międzywojnia. 

Zapewne nikt z uczestników obrad nie potrafił trafnie przewidzieć, co zdarzy się po podpisaniu umów okrągłostołowych. Zakładały pokojowy charakter zmian politycznych w Polsce (co zważywszy na pamięć o stanie wojennym miało ogromne znaczenie), ale w żadnym wypadku – oddanie przez PZPR władzy Solidarności. Spodziewano się raczej podzielenia odpowiedzialnością za kraj (reprezentacja opozycji w Sejmie i Senacie), ale przy zachowaniu dominacji ekipy generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. Liderzy PZPR czuli się do tego przymuszeni z powodu protestów młodego pokolenia robotników oraz kolejnych roczników studentów, jakie miały miejsce w roku Okrągły Stół poprzedzającym. Do złagodzenia represyjnego kursu przyczyniła się zapaść gospodarki: nawet po stanie wojennym główną tratwą ratunkową dla niej stały się “firmy polonijne”, w praktyce prywatne, zawiadywane przez ludzi znających się na rzeczy (ekonomiści z tytułami naukowymi), a niekiedy przez przedsiębiorczych naturszczyków. Przy Okrągłym Stole nie przyjęto żadnych rozwiązań ekonomicznych, które by przetrwały. Wynegocjowany pakiet “indeksacji płac” szybko okazał się makulaturą, bo narastała inflacja, a władza uwolniła niebawem ceny żywności.  

Paradoks, że to ekipa, która siedem i pół roku wcześniej wprowadzała stan wojenny, przystała na rozwiązanie negocjacyjne a nie siłowe – tłumaczy sytuacja w ZSRR. Od czterech lat tam rządzący Michaił Gorbaczow, po proklamowaniu “głasnosti” (jawności) i “pierestrojki” (przebudowy) – w trakcie wizyty w Polsce latem 1988 r. wykonał milowy krok. W odpowiedzi na pytanie historyka idei i redaktora naczelnego prywatnego, ale wydawanego oficjalnie miesięcznika “Res Publica” – Marcina Króla, w trakcie spotkania na Zamku Królewskim sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego nie potwierdził aktualności doktryny Leonida Breżniewa, zakładającej ograniczoną suwerenność państw socjalistycznych. Odebrano to jako przyzwolenie, aby Polacy sami rozwiązali swoje problemy.  Stąd późniejsza wolta władz PRL.

Rozstrzygnął ogół, który unieważnił kontrakt. Prawdziwa porażka Okrągłego Stołu

Znacznie większym dla nich szokiem, niż sugestia Gorbaczowa, że na pomoc dotychczasowego dominatora nie mają co liczyć, stał się wynik wyborów parlamentarnych w niespełna dwa miesiące po podpisaniu umów Okrągłego Stołu. 4 czerwca i w dogrywce, tam gdzie była konieczna, dwa tygodnie później, Solidarność (formalnie występująca jako Komitet Obywatelski “S”) uzyskała wszystkie możliwe do zdobycia mandaty z wyjątkiem jednego tylko senackiego w Pile, gdzie Henryk Stokłosa, występujący zresztą jako przedsiębiorca a nie kandydat PZPR, pokonał Piotra Baumgarta, co przez niedbalstwo nie zadbał o zrobienie sobie zdjęcia z Wałęsą, które dla wszystkich innych stało się przepustką do parlamentu. Rządzący od 45 lat Polską komuniści przegrali pierwsze wybory, w których uczciwie policzono głosy. PRL zaczęła przechodzić do historii, chociaż jeszcze do końca 1989 roku obowiązywała taka nazwa państwa. 

Zdecydowali więc obywatele w skali masowej, przy urnach – a nie negocjatorzy przy jakimkolwiek meblu. A wynik zaraz uczynił porozumienie z 5 kwietnia nieaktualnym.

Chociaż uzyskanych przez PZPR i sojuszników mandatów parlamentarnych arytmetycznie wystarczyłoby, żeby rządzili dalej, nastąpiło odwrócenie koalicji. Już w dwa miesiące później, bo w sierpniu 1989 r. dotychczasowi satelici PZPR: Zjednoczone Stronnictwo Ludowe oraz Stronnictwo Demokratyczne zawarły dla odmiany sojusz z Solidarnością. Od września Polską rządził pierwszy od wojny niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki, chociaż dotychczasową posadę z czasów Jaruzelskiego, Zbigniewa Messnera oraz Mieczysława F. Rakowskiego zachował główny wykonawca stanu wojennego Czesław Kiszczak. Wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych pozostał do lata 1990 r. Do końca tego samego roku prezydentem był też Jaruzelski, wybrany jeszcze w lipcu 1989 r. przez parlament kosztem gorszących manewrów części posłów i senatorów Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, tamtejszej emanacji Solidarności: by pomóc w wyborze generała specjalnie oddawali nieważne głosy lub w ogóle nie zagłosowali.                     

Okrągły Stół posłużył wyłonieniu establishmentu politycznego zmieniającego się – szybko, chociaż bez przemocy – państwa. Nikomu, kto stał się tego procesu beneficjentem, nie uda się odwrócić uwagi od tej oczywistej prawidłowości. Niezależnie od tego, czy sam mebel stoi w Pałacu Prezydenckim, czy jak teraz w Muzeum Historii Polski. Dla jednych pozostanie symbolem odpowiedzialności i roztropności, dla drugich – głównie selekcji i kooptacji, tworzącej nowe elity. Te ostatnie rządzą już prawie cztery dziesięciolecia, chociaż główne polityczne ustalenia okrągłostołowe przetrwały tylko cztery miesiące… O tym też warto pamiętać. 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here