Okrągły Stół i trzecia niepodległość

0
32

Politycy wciąż spierają się o Okrągły Stół, jak dobitnie pokazuje decyzja Karola Nawrockiego odesłania historycznego mebla z Pałacu Prezydenckiego do muzeum. Obłudna – skoro politycznym promotorem głowy państwa pozostaje obecny przy nim przed 37 laty Jarosław Kaczyński, który ówczesnym negocjacjom zawdzięcza obecną pozycję polityczną. Na symbol zmiany ustrojowej i początku trzeciej w naszej historii niepodległości lepiej nadają się wybory z 4 czerwca 1989 roku, chociaż pamiętać wypada, że wzięło w nich udział 62 proc Polaków – podczas, gdy w niedawnym głosowaniu z 15 października 2023 r. – aż 74 proc.

Zaś w pierwszych wolnych wyborach w dziejach Polski, 26 stycznia 1919 r. pomimo zniszczonych przez wojnę dróg i mostów, siarczystego mrozu oraz straszniejszej niż niedawna pandemia  koronawirusa epidemii grypy hiszpanki, zbierającej obfite śmiertelne żniwo, gdy nie znano antybiotyków (penicylinę Alexander Fleming odkrył dopiero w 1928 r.) – zagłosowało 78 proc Polaków. I nawet po nich, chociaż przedtem w listopadzie 1918 r. odzyskanie suwerenności nastąpiło przy minimum poniesionych ofiar, wolności i demokracji trzeba było znów bronić na polu bitwy. Co pokoleniom, które stały się beneficjentami zmiany z 1989 r. na szczęście zostało oszczędzone. A jak pokazują przykłady wtedy Rumunii a teraz Ukrainy – wcale nie było to oczywiste. Bezkrwawe odzyskanie wolności po półwieczu zawdzięczamy jednak bardziej mądrości zbiorowej Polaków niż talentom negocjacyjnym ich elit, nawet nie z wyboru wówczas pochodzących.

 Rok 1919 i 1989

Oddajmy na chwilę głos Jerzemu Giedroyciowi, w chwilę po zakończeniu I wojny światowej nastolatkowi przybyłemu z Kresów na tyle odległych (Mińsk Białoruski), że pozostały poza obrębem odrodzonego po ponad 120 latach polskiego państwa: “Warszawa w roku 1919 zrobiła na mnie wrażenie miasta nudnego i biednego: na ulicach widziało się ludzi w drewnianych trepach  wszystko wyglądało mało pociągająco. Nie tylko na tle Moskwy. Również na tle Mińska. Na moje szczęście wybuchła wojna bolszewicka i zaczęło się dziać coś ciekawego. Byłem wtedy w harcerstwie, w którym jednak długo nie zabawiłem: wyrzucono mnie za palenie papierosów. Jako harcerz poszedłem do wojska na ochotnika i pracowałem jako telefonista w D.O. Gen 1 [Dowództwie Okręgu Generalnego – przyp. ŁP] w Warszawie, na którego czele stał generał Latinik: odbierałem rozmaite szyfry, telefony, itp. Był to epizod pasjonujący i dla mnie bardzo korzystny. Uczyłem się wtedy podle, miałem dwie poprawki – z matematyki i z zoologii – i groziło mi repetowanie klasy. Ale gdy wróciłem jako bohater, poprawki okazały się symboliczne, choć z matematyką dalej byłem na bakier (..)” [1].    

Warszawa w roku 1989 wyglądała na zaniedbaną, podobnie jak 70 lat wcześniej w oczach palącego papierosy harcerza z Kresów.  Po podziwianym w świecie fenomenie odbudowy ze zniszczeń wojennych i względnym unowocześnieniu za rządów Edwarda Gierka, kiedy to wznoszono biurowce, orbisowskie hotele i bezkolizyjne estakady (Trasa Łazienkowska) – w kolejnej dekadzie za gen. Wojciecha Jaruzelskiego nie zbudowano niemal nic. Władza zajmowała się zwalczaniem zepchniętej do podziemia w stanie wojennym Solidarności i innych formacji opozycyjnych jak Konfederacji  Polski Niepodległej, a gospodarkę ratowały firmy polonijne i z kapitałem zagranicznym, na które Jaruzelski przystał, bo stanowiły kroplówkę dla niewydolnie zarządzanego sektora państwowego. W nich też objawiła się kreatywność i pracowitość obywateli, nierzadko ekonomistów z tytułami naukowymi. U schyłku lat 80 przeciw socjalizmowi realnemu zbuntowało się kolejne pokolenie robotników i studentów. Do młodzieży trafiły słowa Jana Pawła II wygłoszone w Gdańsku w 1987 r: “każdy z Was ma swoje Westerplatte”. Dowiodły tego dwie fale strajków z 1988 r. – wiosenna i znów sierpniowa jak osiem lat wcześniej. Pod ich wrażeniem władza zasiadła do rozmów z opozycją, najpierw zakulisowych w Magdalence (od września 1988 r.), potem oficjalnych przy Okrągłym Stole (od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 r.) w Pałacu Namiestnikowskim, gdzie mieści się teraz siedziba prezydenta. Do ich podjęcia przez tę samą ekipę, co siedem lat wcześniej wprowadzała stan wojenny przyczyniło się zachowanie jej patrona, sekretarza generalnego  Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Michaiła Gorbaczowa, podczas wizyty w Polsce. W trakcie spotkania na Zamku Królewskim, w odpowiedzi na pytanie historyka idei i naczelnego dopiero co zalegalizowanego pisma “Res Publica” Marcina Króla, Gorbaczow wcale nie potwierdził, że nadal obowiązuje doktryna Leonida Breżniewa o ograniczonej suwerenności państw socjalistycznych w ramach bloku radzieckiego. Dla polskich towarzyszy stanowiło to czytelny sygnał, że mogą ale i muszą radzić sobie sami.

Również w tym samym czasie, gdy przy Okrągłym Stole negocjatorzy obu stron decydowali o przywróceniu funkcji prezydenta i instytucji Senatu, do którego wybory miały być całkiem wolne, chociaż do Sejmu 65 proc miejsc zagwarantowano obozowi rządzącemu – na ulicach Krakowa i wielu innych miast budowali barykady i ścierali się z milicją młodzi przeciwnicy ustroju komunistycznego. Często w wieku Jerzego Giedroycia, kiedy szedł na wojnę bolszewicką. Presja ulicy podobnie jak wcześniejsze strajki oraz deklaracja neutralności Gorbaczowa przyczyniły się do znaczących ustępstw władzy. Chociaż ta ostatnia nie zawsze zdawała sobie sprawę z ich następstw. Powołanie Senatu zaproponował reprezentujący przy Okrągłym Stole  Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą Aleksander Kwaśniewski. Już 4 czerwca w wyborach do tego przywróconego po pół wieku gremium kandydaci Komitetu Obywatelskiego Solidarność zyskali 99 mandatów na 100 możliwych do zdobycia. Ten jeden, co stał się wyjątkiem, objął miliarder i producent mięsa oraz wędlin z Piły Henryk Stokłosa, bo jego rywal z KO”S” Piotr Baumgart z rolniczej Solidarności nie zdążył zrobić sobie zdjęcia z Lechem Wałęsą, które dla wszystkich innych jego kolegów okazało się przepustką dla odradzającego się po półwieczu polskiego parlamentu. Wprawdzie wybory do Sejmu nie były wolne, ale głosy w nich policzono uczciwie. A jednoznaczny werdykt obywateli przy urnach 4 czerwca unieważnił wiele wcześniejszych ustaleń, a tym bardziej przewidywań.

Najpierw mitygowali nastroje, potem na nich skorzystali

Jak opisali w książce o  Solidarności Jerzy Holzer i Krzysztof Leski, obecność przy Okrągłym Stole przewodniczącego NSZZ “Solidarność” miała raczej symboliczny charakter: “Lech Wałęsa w negocjacjach nie brał w zasadzie udziału. Większość czasu, zwłaszcza w początkach obrad, spędził w podróżach po kraju, owacyjnie witany na masowych wiecach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Bielsku-Białej. Niemal wszędzie apelował o powstrzymanie się od strajków, przynajmniej do zakończenia obrad “okrągłego stołu”. Duży udział w rozpętaniu lutowo-marcowej fali protestów płacowych miało OPZZ (zwłaszcza w komunikacji miejskiej) i apele Wałęsy nie zawsze trafiały na podatny grunt. Kilkakrotnie inni działacze Solidarności jeździli gasić ogniska strajkowe” [2].

Oficjalne, powstałe po stanie wojennym Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, którego szef Alfred Miodowicz przegrał wcześniej widowiskowo w listopadzie 1988 r. debatę z Lechem Wałęsą, kiedy to po raz pierwszy od 13 grudnia 1981 r. dopuszczono przedstawiciela Solidarności do środków masowego przekazu – do końca przy Okrągłym Stole stwarzało trudności, protestując nawet przeciwko kolejności wystąpień 5 kwietnia 1989 r, w dniu podpisania porozumień. Jednak zastrzeżenia do nich miał nie tylko beton z zaplecza PZPR, zgłaszali je także ludzie powszechnie szanowani.

Właśnie w dniu sygnowania umów okrągłostołowych, jak oddaje Jan Skórzyński w książce “Ugoda i rewolucja”: “Kontrowersyjne, jak zwykle, przemówienie wygłosił Władysław Siła-Nowicki. Mecenas podniósł generalne zalety porozumienia, ale pryncypialnie skrytykował projekt ordynacji wyborczej jako nie dający gwarancji pluralizmu politycznego. Obu stronom Siła-Nowicki wytknął wątpliwą reprezentatywność i brak społecznej legitymacji do podejmowania decyzji. (..) Władze państwowe proklamowały częściowe odstąpienie od monopolu decydowania – mówił mecenas. Przy Okrągłym Stole obecna była jedynie część opozycji, nie powinna ona dążyć do monopolu w swoim gronie” [3].                

Do rozmów nie zaproszono najstarszej antykomunistycznej partii nie tylko w Polsce ale w całym obozie wschodnim, działającej od 1979 r. Konfederacji Polski Niepodległej, która kanapą nie była, skoro w dwa i pół roku później w pierwszych w pełni wolnych a nie tylko kontraktowych choć uczciwie policzonych wyborach wprowadziła do Sejmu trzecią pod względem liczebności załogę poselską po Unii Demokratycznej oraz postkomunistycznym Sojuszu Lewicy Demokratycznej.  

Podobnie tendencyjnie eliminując swobodniej myślących układano  w 1989 r. listy wyborcze, przeciwko czemu zaprotestowali, rezygnując przy tym z kandydowania: mec. Jan Olszewski, Aleksander Hall i Tadeusz Mazowiecki. Ten ostatni nie widział jeszcze wtedy, że w parę miesięcy później zostanie pierwszym po II wojnie światowej niekomunistycznym szefem rządu w Polsce. Stało się to możliwe, gdy po klęsce PZPR przy urnach 4 czerwca 1989 r. sojusz z nią zerwały dotychczas satelickie: Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne. Chociaż w lipcu Jaruzelski został prezydentem, wybrany nim przez Zgromadzenie Narodowe za sprawą matactw części parlamentarzystów wywodzącego się z Solidarności Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, od września dotychczasowa opozycja wzięła odpowiedzialność za rządzenie krajem, chociaż w ekipie Mazowieckiego wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych pozostał główny wykonawca stanu wojennego gen. Czesław Kiszczak.     

Najważniejszy gość uroczystości podpisania umów

Najmniej przy Okrągłym Stole spierano się o gospodarkę, chociaż jej dramatyczny stan przyczynił się do zgody komunistów najpierw na negocjacje, potem na niewyobrażalny dla ich dołów partyjnych eksperyment z wyborami kontraktowymi. Uzgodniono w rozmowach indeksację płac, co poważni ekonomiści uznawali zwykle za rozwiązanie od racjonalności odległe.

Za to 5 kwietnia 1989 r. przyleciał do Warszawy, zresztą z Moskwy, gdzie był wcześniej na konferencji, harwardzki ekonomista 35-letni wtedy Jeffrey Sachs, specjalnie po to, żeby przyjrzeć się podpisaniu Umów Okrągłego Stołu i porozmawiać z ich sygnatariuszami. Wcześniej już komuniści za pośrednictwem urzędnika ambasady PRL w Waszyngtonie Krzysztofa Krowackiego, związanego ze służbami specjalnymi, proponowali mu przygotowanie dla Polski podobnego programu radykalnych reform gospodarczych, jaki wcześniej przygotował on dla Boliwii. W duchu dominującego wtedy liberalizmu chicagowskiej szkoły ekonomii. Monetaryzmu i schładzania gospodarki.

Po raz kolejny do Polski już po Okrągłym Stole prof. Sachs przyjechał wraz z asystentem Davidem Liptonem, ale co dalece ważniejsze – z poparciem George’a Sorosa i na jego koszt. Zaś już po 4 czerwca 1989 r. w redakcji “Gazety Wyborczej” i na jej komputerach, na zamówienie Jacka Kuronia, Jeffrey Sachs napisał projekt, określany później od nazwiska wykonawcy planem Balcerowicza. 

Jak wiadomo, Leszek Balcerowicz jako wicepremier i minister finansów stał się dopiero czwartym wyborem Mazowieckiego. Wcześniej premierowi odmówili kolejno: wytrawni ekonomiści Witold Trzeciakowski i Cezary Józefiak oraz jego dawny zastępca w “Tygodniku Solidarność” Waldemar Kuczyński. Sam Sachs w swojej cenionej książce “Koniec z nędzą” – a zyskał sobie opinię człowieka, który nie kłamie, angażując się później we wspólne z muzykiem Bono działania charytatywne – przyznaje, że późniejsze rozwiązania Balcerowicza nie zawierają kwestii, których brakowałoby w jego pierwotnej wersji planu [4]. To jej obejrzenie skłoniło Adama Michnika do napisania słynnego artykułu “Wasz prezydent, nasz premier”, który utorował Mazowieckiemu drogę do funkcji szefa rządu [5].        

[1] Jerzy Giedroyc. Autobiografia na cztery ręce. Opr. Krzysztof Pomian. Czytelnik, Warszawa 1994, s. 17

[2] Jerzy Holzer, Krzysztof Leski. Solidarność w podziemiu. Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1990, s. 172

[3] Jan Skórzyński. Ugoda i rewolucja. Władza i opozycja 1985-1989. Presspublica, Warszawa 1995, s. 259

[4] por. Jeffrey Sachs. Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006, s. 123 i nast.

[5] Adam Michnik. Wasz prezydent, nasz premier. “Gazeta Wyborcza” z 3 lipca 1989


Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here