Zdjęcie posłanki Centrum (odprysk dawnej formacji Szymona Hołowni) Izabeli Bodnar, odprężonej na wakacjach na pokładzie statku i z miną triumfatorki trzymającej bose stopy na martwym tuńczyku – wywołało furię w sieci internetowej. A powinno raczej refleksję. Wiele mówi bowiem o politykach, podobnie jak reakcje w necie – o ich wyborcach.
Bodnar uchybiła zasadom zarówno skromności jak przyzwoitości. Chwaląc się, co to nie ona i jakie ma wakacje fajne, w opinii odbiorców się wywyższa. Nad tych, co zamiast na odległe morza raczej jak w piosence “samochodem jadą latem do Darłowa”. Zaś występując w roli zdobywczyni w kadrze z rybą, której sama przecież nie złowiła – Izabela Bodnar nie tylko obrońcom zwierząt się naraża. Bo w fotografowaniu się nad trupem, nawet tylko rybim, dostrzec można coś niesmacznego, nawet jeśli samego tuńczyka jeść lubimy.
Przekręty i tuńczyki
Gdyby Izabela Bodnar pozostawała posłanką z odległego rzędu jak inne – reakcje na jej “słit-focię” byłyby może bardziej umiarkowane. Jednak nie jest postacią tuzinkową.
Debiutantka w Sejmie od 2023 r, przed dwoma laty z kolei w wyborach na prezydenta Wrocławia zajęła drugie miejsce. W inteligenckim mieście i zarazem dawnej twierdzy Solidarności (tam działali obaj Morawieccy: ojciec Kornel i syn Mateusz, ale przede wszystkim Józef Pinior i Władysław Frasyniuk, tam związkowcy po niemal komandoskiej akcji uratowali przed komunistami 80 mln zł z konta Solidarności kiedy komuniści wprowadzali stan wojenny, a brawurową operację uwiecznił w swoim filmie Waldemar Krzystek) – Bodnar zyskała poparcie co trzeciego Wrocławianina. Przegrała wtedy tylko z niefortunnym kandydatem samego Donalda Tuska: urzędującym już wówczas prezydentem miasta Jackiem Sutrykiem, który wkrótce stał się bohaterem kronik kryminalnych jako jedna z głównych postaci afery Collegium Humanum, gdzie dyplomy za pieniądze a bez studiowania uzyskane dały jej beneficjentom, w tym wrocławskiemu włodarzowi, podstawę do lukratywnego zasiadania w radach nadzorczych spółek.
Nie ma więc mocy argument, że oto osoba tak nieczuła i arogancka jak Izabela Bodnar o mało co nie została włodarzem trzeciego co do wielkości i ważności miasta w Polsce – skoro pozostaje nim dużo gorszy od niej Sutryk, którego dyrektor od marketingu traktuje lokalny ośrodek publicznej TVP jak prywatny folwark swój i szefa. Nie o korupcję w zdominowanym przez ludzi Sutryka Wrocławiu chodzi jednak w tym krótkim szkicu, lecz o stan umysłu i wrażliwości polskiej klasy politycznej.
Izabela Bodnar, do niedawna rzeczniczka odnowy w polskim życiu publicznym, wystawia sobie jednoznaczne świadectwo. Powinna widzieć, że jeśli języka jej młodych wyborców użyć – sobie nagrabiła. Naraziła się zarówno klasie ludowej, której nie stać na jachty i Kanary, a która nie lubi, by jej bez końca o tej niemożności przypominać – jak radzącej sobie klasie średniej oburzonej podejściem posłanki do innych stworzeń, naszych braci mniejszych, sprowadzającym się do bezduszności.
Niemoralna historia swój morał znajduje
Obie zrażone w ten sposób grupy razi jednak to samo: brak empatii objawiony przez reprezentantkę społeczeństwa. Która w dodatku, mocno zaatakowana w sieci, zarzuca oponentom, że “wyją”. Zaraz, gdzie tu elegancja, która zwykle cechuje ją na sejmowych korytarzach, Dobrze, mogą racji nie mieć. Ale jednak nie wyją, tylko piszą, twierdzą, uważają, mówią, stwierdzają – piękny język polski zna wystarczająco wiele czasowników zgrabniejszych, niż ten, który do wilków czy bezpańskich piesków zwykliśmy odnosić.
Skoro o tuńczykach mowa, obok posłanki głównych choć martwych bohaterach sławetnego zdjęcia – wiemy od dawna, że dzieci i ryby głosu nie mają.
Wyborcy mają jednak nie tylko swój głos raz na cztery lata, ale i na co dzień w sieci. Skorzystali z niego skutecznie, z pewnym efektem nadmiaru, skoro w wielu ich wystąpieniach krytyka stała się faktycznie hejtem. Ale mają rację. Zawsze i wszędzie: tak w sieci jak raz na cztery lata przy urnach. Każdy rasowy polityk wie, że z opinią publiczną nie ma się spierać, bo nikt z nią nie wygra. Dlatego ta na wskroś niemoralna historia paradoksalnie nie okazuje się wcale opowieścią bez morału.