Godzina W, 63 dni, 82 lata

0
37

W psychice Polaków i kręgu naszych wspólnych emocji Powstanie Warszawskie zajmuje miejsce porównywalne zapewne tylko z doświadczeniem Solidarności. Mnogość ofiar z sierpniowych i wrześniowych dni 1944 r. w znacznej mierze wpłynęła na pokojowy z kolei przebieg wyzwalania się z komunizmu. Nie brak historyków, którzy uznają, że powojenne miejsce na mapie Europy Polska zawdzięcza Powstaniu Warszawskiemu: to pod wrażeniem jego rozmachu Stalin porzucił pomysł uczynienia z nas kolejnej republiki radzieckiej.

Przez 63 powstaniowych dni nie zabrakło sukcesów militarnych (jak zdobycie Prudentialu czy PAST-y), jednak zarówno o wybuchu jak znaczeniu warszawskiej insurekcji zdecydowały racje polityczne. Konspiracja w okupowanej przez hitlerowskie Niemcy Polsce związana była z emigracyjnym rządem londyńskim, który od 1943 r. kiedy to ujawniono sprawę zamordowania przez NKWD polskich oficerów w Katyniu – stosunków z ZSRR nie utrzymywał. Tymczasem z układu frontów 2. wojny światowej latem 1944 wynikało już niezbicie, że niemieckich nazistów wypędzą z Polski nie alianci zachodni, lecz żołnierze radzieccy. Komunistyczny Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego 22 lipca ogłosił swój manifest w Chełmie lubelskim jako pierwszym większym mieście na wschód od Bugu, którym miała przebiegać powojenna granica. Powstanie wybuchło dlatego, żeby wobec zbliżających się Rosjan nie uznająca władzy komunistów Armia Krajowa wystąpić mogła w roli gospodarza. Do czego nie doszło, bo generalissimus Józef Stalin, gdy warszawskie powstanie wybuchło, kazał swoim marszałkom wstrzymać ofensywę na linii Wisły. Sowieci czekali, aż niszczona przez Niemców Warszawa spłonie do końca.

“Broń sobie zdobędą”

Brytyjski historyk i przyjaciel Polski Norman Davies liczbę ofiar Powstania Warszawskiego szacuje na ćwierć miliona zabitych, przy czym ponad 90 proc. stanowili cywile. A tak przedstawia przesłanki decyzji wszczęcia insurekcji: “20 lipca wiadomość o próbie zamachu na Hitlera w jego kwaterze głównej w Kętrzynie w pobliskich Prusach Wschodnich wskazywała, że Wehrmacht chwieje się w posadach, a ewakuacja niemieckich urzędów cywilnych z Warszawy zdawała się sygnalizować jego odwrót. 19 lipca Radio Moskwa nadało apel wzywający Warszawiaków do powstania. Sowiecka dywizja pancerna przekroczyła Wisłę i zajęła przyczółek w Magnuszewie, 60 km na południe od Warszawy. 31 lipca, kiedy patrol czołgów T-34 widoczny był z Pragi, na wschodnich przedmieściach stolicy, wydawało się, że właściwy moment nadszedł. Tegoż samego dnia o 5,30 po południu Bór-Komorowski wydał rozkaz rozpoczęcia powstania 1 sierpnia o godz. 17-ej” [1]. To była właśnie Godzina W. 

Podobnie okoliczności jej wyznaczenia widział Tadeusz Żenczykowski: “W dwóch ostatnich dniach lipca do Komendy Głównej AK ustawicznie napływały meldunki wywiadu Okręgu Warszawskiego i Komendy Głównej z szerokiego przedpola z lewego i prawego brzegu Wisły. Wymowa ich była jednoznaczna (..):

– Niemcy wysadzili most kolejowy i stację Wawer

– zerwany most kolejowy pod Świdrem

– Żandarmi niemieccy wycofali się z Rembertowa po zniszczeniu budynków stacyjnych (..)

– Rosjanie w Mińsku Mazowieckim

– Radzymin zajęty przez Rosjan przy wsparciu AK (..)” [2].  Przy takim właśnie stanie wiedzy, na wspomnianej już odprawie 31 lipca 1944 po godz. 17 Delegat Rządu londyńskiego na Kraj Jan Stanisław Jankowski zwraca się do dowódcy Armii Krajowej gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego:

– Dobrze, niech pan zaczyna.

Ten z kolei wydaje rozkaz Antoniemu Chruścielowi “Monterowi”, komendantowi Okręgu Warszawskiego AK.

Do historii przeszły jednak inne słowa Delegata Rządu Jankowskiego: – Broń sobie zdobędą. 

Biało-czerwona na drapaczu chmur

Pomimo dysproporcji sił już 1 sierpnia powstańcy odnoszą militarne sukcesy i to niedługo po Godzinie W. Co tak opisał Jan Nowak-Jeziorański (“Kurier z Warszawy”): “Dochodzą odgłosy intensywnej strzelaniny od strony Placu Napoleona. W pewnym momencie ktoś gwałtownie szarpie mnie za ramię, pokazuje coś ręką wysoko na niebie. Na szczycie “Prudentialu” dumnie i wolno powiewa ogromna flaga biało-czerwona. Przeżywam chwilę gwałtownego wzruszenia. “Prudential” jest obok “PAST-y” jedynym w Warszawie drapaczem chmur. Flaga musi być widoczna w całym mieście, a także po drugiej stronie Wisły, na Pradze. W godzinę później dowiadujemy się, że flagę zatknął podchorąży “Garbaty” z oddziału “Kiliński” [Jerzy Frymus – przyp. ŁP], ciężko chory gruźlik, który przed kilku dniami wyszedł ze szpitala po odmie płuc” [3]. W kolejnych powstańczych dniach chłopcy z “Kilińskiego” zdobędą również “PAST-ę”. Zwycięskim na nią szturmem dowodzi Henryk Leliwa-Roycewicz, wcześniej srebrny medalista olimpijski w jeździectwie, zresztą podczas igrzysk… w Berlinie (1936 r.).  

PAST-a zdobyta została 20 sierpnia. Wcześniej powstańcy opanowali po ciężkich walkach m.in. Pałac Staszica (11 sierpnia) i gmach Ubezpieczalni Społecznej na Solcu (14 sierpnia), później zaś Komendę Policji na Krakowskim Przedmieściu (23 sierpnia). 

Już pierwszego dnia – Pocztę Główną i Elektrownię na Wybrzeżu Kościuszkowskim.  Natomiast jak pisał prof. Władysław Bartoszewski Senior, “załamał się jednak szturm na Pl. Zamkowy, nie opanowano mostów Kierbedzia i Poniatowskiego. Zawiodły również całkowicie opłacone poważnymi ofiarami starcia w rejonie tak zwanej dzielnicy policyjnej – Al. Szucha, Pl. Zbawiciela i Pl. Unii Lubelskiej (..). Na Pradze Powstanie praktycznie załamało się” [4].   

Jednak na wyzwolonym obszarze stolicy, po raz pierwszy od września 1939 r. i jedyny do lata 1989 r. – funkcjonowało faktycznie wolne państwo polskie a zarazem społeczeństwo obywatelskie. Nadawało Radio Błyskawica, ukazywała się prasa, organizowano pokazy filmów i koncerty, działał wymiar sprawiedliwości,  księża udzielali ślubów, w tym Nowakowi-Jeziorańskiemu i łączniczce “Grecie”, a harcerze roznosili pocztę polową. Wszystko to pod ostrzałem, stopniowo gruzującym milionowe miasto. Zwyczajni ludzie budowali barykady, przebijali przejścia przez piwnice. Przeciwko nim też w pierwszym rzędzie skierowała się wściekłość – szturmujących miasto dom po domu – nazistów. 

Największe ofiary poniosła ludność cywilna

Masakra mieszkańców warszawskiej Woli bez różnicy płci i wieku dokonana przez formacje niemieckie i wspierających je kolaborantów w tym zdrajców rekrutowanych z szeregów jeńców z armii radzieckiej – stała się największą zbrodnią na cywilach popełnioną w trakcie 2. wojny światowej. Kosztowała życie co najmniej 50 tys osób. 

Jeszcze w sobotę 5 sierpnia jak opisał prof. Wł. Bartoszewski “(..) na opanowywanych stopniowo ulicach Woli już od południa rozpoczęła się rzeź ludności cywilnej i systematyczne podpalanie domów. Około godz. 14. SS-mani wtargnęli  do Szpitala Wolskiego, mieszczącego się wówczas przy ul. Płockiej 26 i po zastrzeleniu na miejscu  dyrektora dra Mariana Piaseckiego, prof. Janusza Zeylanda i kapelana szpitala ks. Kazimierza Ciecierskiego rozstrzelali następnie personel oraz chorych na ul. Górczewskiej róg Zagłoby. Zginęło około 60 pracowników szpitala i około 300 chorych” [5]. Tak samo zachowali się Niemcy wobec mieszkańców domów przy ul. Wolskiej, o czym zaświadcza m.in wspomnienie ocalonego Jana Grabowskiego: “Leżąc udawałem zabitego… Gdy robotnicy noszący trupy przyszli, by i mnie zabrać, wtedy wstałem, wziąłem z nimi trupa do noszenia i robiłem to aż do zakończenia roboty (..). Jeden stos miał długość około 20 metrów, drugi – 15 metrów, szerokość około 10 metrów, wysokość ok. 1,5 metra. W dalszym ciągu za noszącymi trupy chodzili żandarmi i dobijali jeszcze żyjących” [6].

Okrutne publiczne egzekucje stały się na Woli zasadą działania zdobywców. 

W podobny sposób  Niemcy i ich kolaboranci potraktowali ludność Ochoty. Jan Kott, wtedy w Armii Ludowej, później jeden z przywódców ruchu demokratycznego Polskiego Października w 1956 r. i światowej sławy szekspirolog, tak utrwalił przeżycia tamtejszych mieszkańców, spędzonych przemocą na plac targowy zwany Zieleniakiem: “Położyliśmy się na gołej ziemi. Była rozmiękła od ciał, które leżały tu przed nami. (..) Przed wieczorem wjechały na plac dwie ciężarówki  z chlebem. Niemcy zostawili je na środku placu. Ludzie rzucili się po chleb. Niemcy oddali dwie salwy (..). Ludzie rozbiegli się w popłochu, ale koło ciężarówek i porzuconych bochni zostały trzy ciała. Zastrzelonych lub stratowanych. Chwilę potem dwóch małych chłopców podbiegło po porzucony chleb (..). Najgorsze były noce. Pojedynczy żołnierze albo po dwóch wchodzili między leżących, świecili latarkami w twarze i wyciągali młode kobiety. Posmarowałem błotem zmieszanym z krwią twarz, piersi i nogi Anny, aż przyległo jak skorupa. W ciągu pierwszej nocy przeszli koło nas dwa razy, ale ją zostawiono” [7].

Gehennę Warszawiaków wyznaczają daty upadku poszczególnych dzielnic: Woli i Ochoty – 11 sierpnia, Starego Miasta – 2  września, Powiśla – 6 września, Czerniakowa – 23 września, Mokotowa – 27 września, Żoliborza – 30 września i Śródmieścia – 2 października. Na mocy kapitulacji podpisanej w Ożarowie powstańców Niemcy potraktowali jak żołnierzy i wysłali do obozów jenieckich. Znów dużo gorszy sał się los ludności cywilnej, wysiedlonej i przechodzącej przez obóz przejściowy w Pruszkowie.

Warszawa okazała się w 2. wojnie światowej jedyną stolicą ogołoconą z ludności a później zburzoną w sposób planowy. Powstanie nie osiągnęło celów politycznych, bo alianci poza zrzutami nie kwapili się z pomocą dla walczącej Warszawy, a działająca w sojuszu z wojskami radzieckimi polska armia gen. Zygmunta Berlinga uchwyciła tylko kosztem wielkich strat przyczółki za Wisłą. Czas radzieckiej ofensywy nastał dopiero w styczniu 1945 r. Warszawa pozostawała już wtedy tylko polem gruzów, chociaż i w nich – jak zaświadcza wspomnienie Władysława Szpilmana sfilmowane przez Romana Polańskiego – kryli się jeszcze nieliczni ocaleni mieszkańcy. Innego reżysera Andrzeja Wajdę, gdy po latach nakręcił nagradzany “Kanał” – zachodnie filmoznawczynie wypytywały jak wpadł na pomysł tak niezwykły, że żołnierze ruchu oporu kryją się w podziemnych urządzaniach ściekowych. Powstanie Warszawskie, dla Polaków ikona i legenda, przez zagranicznych turystów często bywa mylone z innym, z kwietnia 1943 r, w getcie warszawskim. Co nie oznacza, że ofiara ludności okazała się daremna.

Nie bez przyczyny również w najtrudniejszych czasach, jak w stanie wojennym, Polacy rokrocznie w Godzinie W spotykają się przy powstańczych grobach na Powązkach, a  rodaków rozmowy trwają tam zwykle długo w noc. Tamta ofiara wpłynęła na późniejszą naszą mądrość zbiorową: zarówno w Październiku 1956 jak Sierpniu 1980 i później wybieraliśmy skuteczną jak się okazało  pokojową drogę domagania się praw demokratycznych a z czasem i pełnej niepodległości.      

To nie na darmo

Nie tylko jednak w zbudowaniu wzorów ale też i ostrzeżeń dla potomnych zawiera się historyczny sens Powstania Warszawskiego i powszechnego jak nigdy w dziejach – bo walczyło naprawdę całe miasto – wsparcia go przez ludność cywilną. Obie wizje tamtych 63 dni – heroiczna znana z piosenek powstańczych i martyrologiczna, uwzględniająca cierpienia mieszkańców – nie pozostają w sprzeczności, lecz uzupełniają się po latach, podobnie jak wojskowe i cywilne zasługi dla historii bohaterów tamtych zdarzeń. Nieważne, czy szturmowali niemieckie reduty czy na zapleczu gotowali zupę dla wygłodniałej i nękanej niemieckimi nalotami ludności. Próbowali odwrócić bieg historii. Co po części tylko się udało.  

Jak wykazuje socjolog i autor wielu książek historycznych (m.in. “Nielegalna polityka” i “Wokół Marszałka”) dr Andrzej Anusz, “Stalin jeszcze pod koniec lipca 1944 r, nie podjął decyzji, czy Polska ma stać się radziecką republiką czy jednak osobnym państwem, chociaż satelickim wobec Związku Radzieckiego. Świadczy o tym status Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który oficjalnie 22 lipca 1944 r. swój manifest ogłosił. PKWN nie miał być wcale rządem, lecz wyłącznie komitetem, wprawdzie zalążkiem przyszłej władzy, ale o zakresie kompetencji jeszcze nieznanym. Takie jego umocowanie pokazuje, że Stalin się wahał, czy zezwolić na pozostawienie państwa polskiego. Rola Powstania Warszawskiego, kiedy już wybuchło okazała się w tej mierze rozstrzygająca. Pod wrażeniem tak powszechnego zrywu Stalin porzucił własny plan przyłączenia Polski do ZSRR” [8]. Oczywiście nie z sympatii dla naszego narodu, lecz po to, by uniknąć kolejnego powstania, tym razem przeciwko ZSRR, które mogłoby wybuchnąć w razie aneksji.

Da się więc udowodnić, że powstańcy i wspierający ich tak powszechnie cywilni Warszawiacy ocalili polską państwowość – choć aż do 1989 r. niesuwerenną – i nasze osobne miejsce na mapie powojennej już Europy. O korzyściach z tego płynących nie ma potrzeby przekonywać, wystarczy proste porównanie losu Polski i Ukrainy. Czy zestawienie naszych dziejów ostatnich dziesięcioleci z doświadczeniami narodów bałtyckich, do Związku Radzieckiego na kilkadziesiąt lat włączonych, aż do czasu, gdy się rozpadł.             

[1] Norman Davies. Serce Europy. Krótka historia Polski. Aneks, Londyn 1995, s. 86  

[2] Tadeusz Żenczykowski. Samotny bój Warszawy. SOWA, Skarżysko-Kamienna 1990, s. 46

[3] Jan Nowak-Jeziorański. Kurier z Warszawy. Znak, Kraków 1993, s. 327

[4] Władysław Bartoszewski. Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego. Krąg, Warszawa 1984, s . 16

[5] ibidem, s. 34-35

[6] Facebook, Fundacja Pamięci o bohaterach Powstania Warszawskiego. Rzeź Woli, wspomnienie ocalałego Jana Grabowskiego, mieszkańca domu przy ul. Wolskiej 123, z 5 sierpnia 2021

[7] Jan Kott. Przyczynek do biografii. Aneks, Londyn 1990. s. 77

[8] Powstanie uratowało naszą państwowość. Rozmowa z Andrzej Anuszem. “Opinia” nr 155 wyd. specjalne lato 2026 r. s. 53-54  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here