czyli kto nas obroni, gdy kampania prezydencka się skończy 

Zdominowanie kampanii wyborczej przez sprawę kawalerki pozyskanej przez ”kandydata obywatelskiego” Karola Nawrockiego od schorowanego seniora w oczywisty sposób zubożyło debatę poprzedzającą wybór głowy państwa. Jednych razi natrętna wszechobecność tego tematu, wykluczająca dyskusje o gospodarce i demografii czy nawet obronności i bezpieczeństwie, jeśli pominąć licytowanie się w orientacji proeuropejskiej (zwolennicy Rafała Trzaskowskiego) i proamerykańskiej (stronnicy pretendenta PiS). Innych bulwersuje natomiast zdumiewająca wyrozumiałość wyborców Nawrockiego wobec ujawnionych przez media słabości jego charakteru od cwaniactwa po permanentną skłonność do mijania się z prawdą, co obrazują kolejne zmieniające się niemal na poczekaniu wersje całej historii. Pisowskiego elektoratu to nie razi, bo nie ufa żadnym środkom masowego przekazu poza własnymi, hołdowniczymi wobec liderów partii i ich przekazów dnia.

Zwykłych Polaków, dalekich od zacietrzewienia, razi za to brak debaty o problemach znaczniejszej trwałości. Nawet jeśli wchodzą one w zakres ograniczonych wprawdzie, ale w paru dziedzinach istotnych prezydenckich uprawnień, jak polityka obronna i dyplomacja.

Ta druga pojmowana nie tylko na poziomie z jakiego kręgu mają się wywodzić ambasadorowie, z Fundacji Batorego czy Klubu Jagiellońskiego ani czy urzędnicy z MSZ będą oglądać na laptopach odcinki ”Resetu” Michała Rachonia czy raczej Superwizjera TVN o aferze wizowej rządu Mateusza Morawieckiego. Chodzi bardziej o elastyczne ale i konsekwentne reagowanie na zmieniający się od ponownego zaprzysiężenia Donalda Trumpa układ sił w świecie. 

Czas polskiej kampanii prezydenckiej pokrywa się zarówno z zaplanowanymi z góry zdarzeniami na arenie międzynarodowej jak nasza rotacyjna prezydencja w Unii Europejskiej, jak z takimi, których przewidzieć się nie dało, jak powtórzone wybory w Rumunii, rozmowy w Turcji w sprawie pokoju na Ukrainie czy gorąca wojna między dwoma państwami atomowymi: Indiami i Pakistanem, uśmierzona na razie tylko kruchym rozejmem.

Tylko przez ostatnie pół roku zmieniła się władza nie tylko w Stanach Zjednoczonych ale również w Niemczech i Kanadzie, czyli w prawie połowie krajów Grupy G-7 skupiającej najpotężniejsze państwa świata. I są to zarazem nasi strategiczni militarni alianci w NATO.

Głębszych rozważań jak te zmiany wpłyną na nasze bezpieczeństwo jednak w tej kampanii nie usłyszymy, chociaż problem zalicza się do prezydenckich kompetencji. W odróżnieniu od kwestii asystencji osobistej i finansowania Kościoła, o których tak wiele mówił w końcówce kampanii kandydat Szymon Hołownia. Bo zdominowanie przekazu przez to, co do uprawnień głowy państwa nie należy nie okazało się przywarą wyłącznie dwóch przewodzących sondażom kandydatów.

Szukali dróg porozumienia… lub przynajmniej ścieżek

Nawet Lech Wałęsa, chociaż drogę do prezydentury utorował sobie wszczęciem zimnej na szczęście, jak na pokojowego noblistę przystało, “wojny na górze” – już w roli głowy państwa zorganizował słynną belwederską naradę ekspertów w kwestii kierunku zmian gospodarczych. Nie spełniła pokładanych w niej nadziei, ale pewien wysiłek uwidoczniła i “burzę mózgów” skumulowała. Podobnie Aleksander Kwaśniewski, pomimo balastu kłamstwa magisterskiego z kampanii wyborczej, już jako prezydent dowiódł, że jest w stanie nie tylko rozmawiać, ale i dogadywać się w kręgu szerszym niż tylko własne zaplecze. I to w sprawach tak pierwszorzędnej wagi jak reforma samorządowa i nowy – obowiązujący do dziś bez zmian, choć minęło ponad ćwierć wieku – podział na województwa, uzgodniony w kompromisowy sposób, gdy każda ze stron dla dobra wspólnego ustąpiła z części postulatów. 

Czemu zawdzięczamy wspólnotę najsprawniej w Polsce działającą i najkorzystniej w sondażach ocenianą: samorząd terytorialny. Podobnie odważnych i trwałych rozwiązań wart jest Powszechny Samorząd Gospodarczy, któremu ustawodawcy wciąż nie stwarzają szansy, żeby się odrodził, chociaż Polacy od tak wielu już lat pracują na swoim i podejmują ryzyko. Nie widać jednak takich rozwiązań w tegorocznych programach kandydatów. Za to niektórzy z nich, jakby licząc na mannę z nieba, zamierzali czas pracy skracać. Z kolei obniżka składki zdrowotnej, lansowana przez Hołownię i Trzaskowskiego a zawetowana przez kończącego kadencję prezydencką  Andrzeja Dudę okazałaby się wprawdzie korzystna dla samozatrudnionych ale już nie dla tych, co miejsca pracy tworzą dla innych.

Przez pierwsze kilkanaście lat odrodzonej demokracji normą pozostawało podkreślanie, tak przez osoby ten urząd pełniące jak tylko w miarę serio ubiegające się o niego, że zamierza się być prezydentem wszystkich Polaków. Jeśli trzeba, ponad podziałami. Mediatorem i arbitrem.

Ról tych nie pełnią dzisiaj żadne instytucje polityczne ani nawet,jeśli tak rzec można, pośredniczące. O przyczynie słabości mass mediów była już mowa. Skoro ludzie im już nie wierzą, media niczego nie zobiektywizują, nie dadzą rzetelnej wykładni, nawet gdyby taką intencję przejawiały. Zresztą specjalnie jej nie widać. Dominują racje polityczne, bo nie komercyjne nawet. Chlubnym wyjątkiem okazuje się Wirtualna Polska, która sprzyjając kandydatom demokratycznym, ujawniła zarazem matactwa zakulisowo i poza rozliczeniami oficjalnymi wspierających Trzaskowskiego hejterów powiązanych z firmą Estratos Digital, wcześniej Datadat, byłego węgierskiego ministra koordynatora służb specjalnych Adama Ficsora w lewicowym rządzie Gordona Bajnaia bezpośrednio poprzedzającym ten Viktora Orbana. Wykryli to Szymon Jadczak, wcześniej demaskator Tomasza Lisa oraz kiboli krakowskiej Wisły oraz wytrawny analityk polityki Patryk Słowik [1].

Za co my płacimy

Za to Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Marcin Wiącek, chociaż do dotychczasowej jego działalności trudno zgłaszać zastrzeżenia, nie wystąpił dotychczas, aczkolwiek aż się o to prosiło w obronie ani nawet o wykładnię praw seniora pozbawionego mieszkania przez prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, choć tak się złożyło, że przed czterema laty w Sejmie obaj, Nawrocki i Wiącek składali ślubowanie tego samego dnia. Teraz jednak RPO żadnego ruchu nie wykonał, przynajmniej do momentu, w którym piszę te słowa, chociaż jego i cały urząd utrzymujemy z naszych podatków. Nie dla abstrakcji ani fasady przecież.

Nie powściągnęło by to natrętnej i nadmiarowej, bo kosztem strategicznych kwestii podawanej, narracji polityków w tej sprawie. Nie zastąpiłoby kampanijnej obłudy szczerą troską o człowieka. Ale taka interwencja w obronie własności i godności, praw człowieka i obywatela przecież, o czym dzięki ludziom odważnym wiemy już od pół wieku, kiedy to w Polsce ducha Helsinek podjęli korowcy i działacze ROPCiO – stanowiłaby dla zwyczajnych ludzi sygnał drobny lecz istotny, że ich państwo działa jak należy. I ma się kto w razie czego o nich upomnieć.

Bo kandydaci na prezydenta tego nie zrobią, co nam w tej kampanii udowodnili. Na razie zwykli ludzie mają dowód, że dla polityków z pierwszych stron gazet prosty człowiek jest coś wart wtedy, kiedy można się za nim ująć w świetle kamer telewizyjnych i wyłącznie w ten sposób, by zaszkodzić konkurentowi. Co nie oznacza oczywiście, że w kwestii trójmiejskiej kawalerki i związanej z nią pożyczki na lichwiarski procent kandydat Nawrocki zachował się jak powinien a tym bardziej, że szlachetnie. 

[1] por. Szymon Jadczak, Patryk Słowik. Ujawniamy. Ingerencja w wybory, spoty bez autora i Akcja Demokracja. Wirtualna Polska wp.pl z 15 maja 2025

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here