Tag: Wybory 2025

Debatę wygrał, wyborów nie musi

Karol Nawrocki, chociaż nie przekonał wielu, że jest prawym człowiekiem ani samodzielnym politykiem, wygrał piątkową debatę prezydencką. Do wahających się, czy pójść na wybory i kogo w nich poprzeć, mocno przemówi jedyna konkretna zapowiedź, jaka w całej dyskusji padła: jeśli wygra, będzie kontrolował władzę. Wpisuje się to w rozczarowanie półtorarocznymi rządami Koalicji 15 Października, których początkom towarzyszyły uzasadnione nadzieje, związane w utratą władzy przez partię Jarosława Kaczyńskiego, przez osiem lat rządów deprawującą polskie życie publiczne i osłabiającą nasz prestiż w świecie.

Bez arbitra i rozjemcy

Zwykłych Polaków, dalekich od zacietrzewienia, razi za to brak debaty o problemach znaczniejszej trwałości. Nawet jeśli wchodzą one w zakres ograniczonych wprawdzie, ale w paru dziedzinach istotnych prezydenckich uprawnień, jak polityka obronna i dyplomacja.

Stłuc termometr, gorączka zniknie

Pomysł odebrania Polakom prawa wyboru prezydenta w powszechnym głosowaniu obywatelskim z pewnością zostanie odrzucony przez opinię publiczną. Ale też nie ma co się obawiać, że politycy wprowadzą ponad jej głowami zasadę, że głowę państwa zamiast wyborców wyłaniają obie izby parlamentu: wymagałoby to bowiem większości niezbędnej do zmiany Konstytucji, a klasa polityczna nie umie się dogadać w dużo prostszych sprawach. Pomysł został jednak zgłoszony, przez byłego premiera Leszka Millera i chociaż na szczęście wydaje się nie do zrealizowania, znów pozostawi obywateli z wrażeniem, że ktoś chce ich uprawnienia uszczuplić. 

Hołownia wprowadza wyższe standardy

Z Pawłem Ślizem, przewodniczącym Klubu Parlamentarnego Polska 2050 - Trzecia Droga, rozmawia Łukasz Perzyna - Jeśli trafnie odczytuję koncepcję Trzeciej...

Koszmar inteligenta

Politycy ubiegający się o urząd prezydenta zwracają się do nas w sposób uwłaczający naszej inteligencji a nie tylko ich własnej. Trudno o...

Nożyce kampanii

W roli faworyta nie czuje się wcale pewnie Rafał Trzaskowski. Zachowuje się nerwowo, skoro w odpowiedzi na pytanie jednej z pisowskich stacji zadane mu jako wiceprzewodniczącemu Platformy Obywatelskiej (funkcję tę naprawdę pełni, czyżby się jej wstydził?) nakazuje się tytułować prezydentem, bo takie stanowisko zajmuje w Warszawie. Nie  pasuje podobna małość ani śmieszność kandydatowi na głowę państwa ponad 35-milionowego.