Na czele brytyjskiej polityki staje właśnie Boris Johnson, były burmistrz Londynu, który obiecuje, że do Halloween wyprowadzi kraj z Unii Europejskiej. Polaków niepokoi inna zapowiedź: – Musimy być bardziej wymagający wobec tych, którzy wykorzystują naszą gościnność.

Łukasz Perzyna

Zaledwie przed miesiącem radiowóz policji, wezwanej przez sąsiadkę do głośnej awantury, której towarzyszył huk i łomot, podjął interwencję w jednym z londyńskich domów. Co w tym nadzwyczajnego? Bohater tej gorszącej awantury domowej 55-letni Boris Johnson właśnie wprowadza się na Downing Street 10, gdzie znajduje się siedziba premiera. Sąsiedzi słyszeli przez drzwi, jak jego młodsza o prawie ćwierć wieku partnerka 31-letnia Carrie Symonds, która wcześniej kierowała działem komunikacji społecznej Partii Konserwatywnej, krzyczała „zostaw mnie” i „wynoś się z mojego domu”. Nie była to nawet gorączka sobotniej nocy, bo policja przyjechała w piątek nad ranem.

Jednak Boris Johnson coraz częściej porównywany jest do Donalda Trumpa nie tylko z powodu ekscentrycznych zachowań i wypowiedzi, ale również faktu, że co dla innego polityka oznaczałoby koniec – im obu wcale nie szkodzi. Znana pozostaje abnegacja nowego premiera, za sprawą której nazywany bywa koszem na brudną bieliznę, chociaż jest doskonale wykształconym absolwentem Oxfordu, aktywnym przez lata również jako dziennikarz najpoważniejszych tytułów. Gdy kierował „Spectatorem”, tygodnik odnotował wzrost sprzedaży. W dwóch rządach Theresy May był 2016-18 ministrem spraw zagranicznych.

Boris Johnson kpi z Unii Europejskiej, że jeśli nałoży ona cła na brytyjskie towary, nawiąże tym samym do blokady kontynentalnej Napoleona. W wyborach przewodniczącego rządzącej Partii Konserwatywnej, zgodnie z brytyjską tradycją oznaczających też wskazanie premiera, dostał dwie trzecie głosów, chociaż nie zgodził się na debatę telewizyjną z rywalem – szefem dyplomacji w rządzie Theresy May Jeremym Huntem. Ustępujący wiceminister tego samego resortu Alan Duncan nazwał Johnsona cyrkowcem. Zarzucano mu też brak poparcia dla brytyjskiego ambasadora w USA, skonfliktowanego z Trumpem na tle przecieku tajnych depesz. Dymisje z jego powodu zapowiedzieli ministrowie finansów, sprawiedliwości i edukacji. Z drugiej strony wiadomo, że Johnson nie poprze Ameryki w wojnie z Iranem, gdyby do niej doszło.

Izba Gmin trzy razy odrzucała przygotowaną przez Theresę May umowę rozwodową z Unią Europejską, bo obliguje ona kraj do podtrzymywania unii celnej z 27 państwami, które po Brexicie pozostaną we wspólnocie. Dodatkowo w pewnym momencie spiker izby – chociaż konserwatysta tak samo jak i May – John Barcow nie zgodził się na powtórne głosowanie tej samej wersji.

Nie są to łatwe decyzje, bo wyjście z Unii bez umowy oznacza dla Wielkiej Brytanii stratę 2 proc produktu krajowego brutto.

Na Brexit bez umowy również zgodzić się musi Izba Gmin a kanclerz skarbu w rządzie Teresy May Philip Hammond już zapowiedział, że jeśli Johnson pójdzie na takie rozwiązanie, to on go obali. Zapędy nowego premiera mogą więc powstrzymać sami konserwatyści, nawet opozycji do tego nie potrzeba.

Jeśli zaś o niej mowa – to labourzyści właśnie opowiedzieli się za referendum w tej sprawie.

Za sprawą nieudolności jaką wykazała w trakcie ustaleń dotyczących Brexitu Theresa May bywa nazywana najgorszym premierem Wielkiej Brytanii od czasów Chamberlaina, który 81 lat temu w Monachium oddał Hitlerowi Czechosłowację [1]. To jej porażki utorowały Johnsonowi drogę na Downing Street 10. Trzeba też pamiętać, że w kwestii Brexitu efekty działań konserwatystów brytyjskich zwykle różniły się od zamierzeń. David Cameron opowiedział się za referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej, bo był przekonany, że Izba Gmin go nie rozpisze, a jeśli nawet – wygrają zwolennicy pozostania we Wspólnocie. To on zafundował następcom obecny problem z Brexitem. Trzy lata temu zwolennicy opuszczenia Unii nieznacznie zwyciężyli w głosowaniu powszechnym.

Musimy być bardziej wymagający wobec tych, którzy wykorzystują naszą gościnność – ogłasza Boris Johnson. W jego żyłach płynie krew turecka i indyjska. Pradziadek nosił nazwisko Kemal, zmienił je po przybyciu na Wyspy. Sam Johnson, syn eurokraty, deputowanego do Parlamentu Europejskiego i pracownika Banku Światowego wychowywał się tak w Brukseli jak i w Londynie. Ale gdy po latach pokonał tam Kena Livingstone’a i został burmistrzem sprzyjającej zwykle labourzystom stolicy, okazało się, jak doskonale umie iść za nastrojami społecznymi. Te nie są dziś Polakom przyjazne.

Johnsonowi marzy się system punktowy, wzorowany na australijskim. Przybyszów z krajów Unii, pragnących pracować na Wyspach czekać będzie zapewne obowiązkowy egzamin po angielsku, będą kwalifikowani pod kątem zawodowej przydatności dla gospodarzy. Imigranci stracą możliwość pozyskiwania świadczeń społecznych zaraz po przyjeździe do kraju, z której Polacy masowo korzystali. Według GUS 793 tys. naszych rodaków z końcem 2017 r. przebywało w Wielkiej Brytanii w charakterze imigrantów zarobkowych. Większy problem czeka nowych przyjezdnych, mniejszy tych, którzy już tam mieszkają.

Paradoks Borisa Johnsona polega na tym, że w pewnym momencie musi się zatrzymać w swoim radykalizmie, za sprawą którego zyskuje rozgłos i poparcie. Zupełny chaos przy bezumownym Brexicie oznacza bowiem przedterminowe wybory [2]. I niemal pewny koniec jego władzy. Sprytny i cyniczny Johnson wie, że nie może powtórzyć błędu innego konserwatywnego premiera Davida Camerona, na własną zgubę forsującego politykę, w którą sam nie wierzył. W tym tkwi również nadzieja Polaków na Wyspach, a zwłaszcza tych, którzy dopiero się tam za chlebem wybierają – bo w wypadku twardego Brexitu właśnie oni okażą się głównymi poszkodowanymi. Nie obroni ich przecież nieudolna pisowska dyplomacja, która zresztą w żaden widoczny sposób kwestią ich praw się nie zajmuje.

[1] por. Barbara Wesel. Theresa May. Najgorsza premier Wielkiej Brytanii? Deutsche Welle dw.pl z 7 czerwca 2019
[2] por. Michał Broniatowski. Czy zdrowy rozsądek Brytyjczyków zatrzyma populizm Borisa Johnsona? Onet z 23 lipca 2019

Jak sądzisz?

Czy Brexit spowoduje masowy powrót Polaków z W. Brytanii?
  • dodaj swoją odpowiedź

Czytaj teksty Łukasza Perzyny:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 11

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

PRZEZzdjęcie: Twitter Borisa Johnsona
Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

2 KOMENTARZE

  1. W odpowiedzi na wnikliwy zresztą komentarz spodlasa: Premier Wielkiej Brytanii powinien być lojalny wokół wszystkich tamtejszych podatników. co jego urząd utrzymują – a wśród nich znajduje się kilkaset tysięcy Polaków, licząc z rodzinami i z VATem płaconym przez nie w sklepach dużo więcej. To fakty twarde jak brexit w marzeniach eurosceptyka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here