Czego się jeszcze dowiemy o Nawrockim

0
8

Zarzut, że Karol Nawrocki dorabiając przed laty w ochronie sopockiego Grand Hotelu sprowadzał jego gościom dziewczyny do towarzystwa, pojawił się już przed drugą turą ubiegłorocznych wyborów prezydenckich i nie udaremnił zwycięstwa, które wtedy odniósł. Teraz powraca na sali sądowej, w trakcie procesu, jaki prezydent w trybie cywilnym wytoczył niemieckiemu koncernowi prasowemu Ringier Axel Springer, wzmocniony szczegółami obyczajowymi, które zmuszają znaczną część Polaków do zastanowienia się nad moralnością głowy ich państwa. Chociaż cynicy powiedzą nam: takiego prezydenta żeście sobie wybrali.

Paradoks polega na tym, że zarówno w kampanii jak obecnie kolejne afery Nawrockiego: przejęcie kawalerki po starszym panu bez dotrzymania złożonej mu obietnicy opieki czy tajemnicza delegacja do Moskwy po której nie pozostał należyty ślad w dokumentach – wydają się stanowić problem wyłącznie dla połowy z nas.

Witajcie w naszej bańce

Co drugi Polak bowiem po prostu ufa prezydentowi Nawrockiemu, nawet jeśli mniej z nas aprobuje jego szczegółowe decyzje (jak zawetowanie programu obronnego SAFE czy ustawy pozwalającej na kontrolę branży kryptowalut).

Karola Nawrockiego wciąż obdarza zaufaniem podobny procent Polaków, jaki poparł go przed rokiem i umożliwił mu zdobycie prezydentury po pokonaniu kandydata obozu władzy Rafała Trzaskowskiego.

Nie stanowi to wielkiego zaskoczenia, zbieżność wskaźników poparcia sprzed roku i teraźniejszego zaufania wskazuje na zaistnienie reakcji, jaką psychologowie nazywają redukcją dysonansu poznawczego. Ci, co ponad rok temu zagłosowali na Nawrockiego, szukają wciąż uzasadnienia dla swojej decyzji. Dlatego nawet jeśli nie odpowiadają im szczegółowe zachowania prezydenta (weto wobec programu SAFE czy ograniczeniom rynku kryptowalut) – trwają przy swoim wyborze, bo po prostu jest ich własny i innym nic do niego.

Trudniej pewnie zrozumieć, dlaczego zwolennikom Nawrockiego nie przeszkadzają kolejne jego afery w tym najbardziej obyczajowo drastyczna hotelowa z dziewczynami dla gości.

Najprostszą odpowiedzią pozostaje, że ci, którzy Nawrockiego na prezydenta wybrali, a i teraz darzą go zaufaniem – po prostu w prawdziwość zarzutów wobec niego nie wierzą.

Nasuwa się tu analogia z polaryzacją, już nie tylko polityczną, ale poznawczą w Stanach Zjednoczonych, związaną od dekady z postacią, postrzeganiem i oceną Donalda Trumpa.

Już po jego pierwszym zwycięstwie wyborczym wnikliwy ale i krytyczny biograf Trumpa, Michael Wolff zauważył, że osobę prezydenta opisują dwie narracje. Niczym proste równoległe w geometrii euklidesowej – nie przecinają się one ani nie spotykają w żadnym punkcie. W opinii mniej więcej połowy Amerykanów Trump łamie prawo w tym Konstytucję Stanów Zjednoczonych. Pozostali uważają, że wzmacnia Amerykę i karci jej wrogów a zarzuty mu stawiane fabrykują nieprzychylne prezydentowi media. Obrazowo rzecz da się ująć w ten sposób, że oba wielkie elektoraty: republikański i demokratyczny funkcjonują w osobnych bańkach. Wzajemna komunikacja między innymi oczywiście istnieje, ale nie odnosi się do kampanii wyborczej ani decyzji podejmowanej przy urnach. Wyborców się nie kaptuje ani nie przekonuje, tylko umacnia się ich w wierze. Media zaś występują jako “tożsamościowe”, wzmagając już istniejące poczucie wspólnoty, a nie jak w czasach Watergate – informują i alarmują. Richarda Nixona za sprawą demaskatorskich reporterów Boba Woodwarda i Carla Bernsteina pozbawiono prezydentury w trakcie kadencji (impeachment) nawet nie z tego powodu, że przystał na zamontowanie podsłuchu w konkurencyjnym sztabie, tylko dlatego, że w tej kwestii okłamał naród amerykański. Natomiast Trumpowi nie zaszkodziły dziwaczne kontakty z Rosjanami: własne, otoczenia ani rodziny. Okazał się też dwa razy silny słabością kontrkandydatek: najpierw aroganckiej Hillary Clinton potem pozbawionej zupełnie polotu Kamali Harris.     

Wyczerpująca odpowiedź na pytanie, czego się jeszcze dowiemy o Nawrockim, nie wydaje się dziś możliwa. Natomiast niemal z pewnością graniczy przewidywanie, że cokolwiek by to nie było – nie zmieni zapatrywań jego zwolenników. Tylko połowa z nas uważa obecnego prezydenta za problem dla Polski, pozostali uznają go za swojego.

Dlaczego został prezydentem, czyli kampania konkurenta niczym worek kartofli

Artykuł Onetu, opiniotwórczego portalu internetowego należącego do niemieckiego koncernu Springera, w którym znalazły się informacje, że Nawrocki dorabiając w studenckich czasach sprowadzał dziewczyny dla gości Grand Hotelu, ukazał się w maju 2025 r, przed drugą turą wyborów prezydenckich. Pomimo to wygrał ją właśnie Karol Nawrocki. Poparło go 10,6 mln Polaków czyli 50,89 proc głosujących, przy wysokiej frekwencji 72 proc. Prawie nieznany w chwili poparcia jego kandydatury przez Prawo i Sprawiedliwość prezes Instytutu Pamięci Narodowej skorzystał na zmęczeniu wyborców dwoma wtedy latami rządów Koalicji 15 Października oraz słabości kontrkandydata i jego kampanii. Rafał Trzaskowski nie wykazał się osiągnięciami jako prezydent Warszawy. W rządzącej Koalicji Obywatelskiej pozostaje zastępcą Donalda Tuska. Zaś jego nieudolna kampania obrażała ludzi, zamiast ich zjednać – jak wówczas, kiedy posłanka KO Kinga Gajewska na spotkanie z seniorami z Domu Pomocy Społecznej przydźwigała w prezencie worek kartofli. Przyćmiło to w oczach opinii publicznej inny DPS, do którego kontrkandydat Trzaskowskiego Nawrocki odesłał innego seniora, chociaż za przekazanie kawalerki gwarantował mu opiekę. Zwykle w każdej kampanii kandydata obozu władzy – a tak odbierany był Trzaskowski – recenzuje się surowiej niż oponenta. 

W efekcie Nawrocki objął prezydenturę, zaś Trzaskowski pozostał “przegrywem”: etykieta ta przylgnęła do niego, kiedy w 2020 r. pokonał go Andrzej Duda.

W trakcie procesu, jaki Nawrocki sam wytoczył niemieckiemu wydawcy  Onetu jego dawna koleżanka z pracy w Grand Hotelu, dziewiętnastoletnia wtedy Natasza Geldon potwierdziła, że przyszły prezydent nie tylko powiedział do niej: “można sobie dorobić, doprowadzając dziewczyny do gości”, ale proponował jej, by sama się również tym zajęła. To co innego, niż suchy i lakoniczny tekst sprzed ponad roku. Jednak zakładać można, że nie zmieni to zapatrywań Polaków na bohatera tak bulwersującej opowieści.

Prezydentowi Karolowi Nawrockiemu ufa 47 proc z nas, nieufnych wobec niego pozostaje 44 proc, tylko dla 8 proc jest on obojętny, nie zna go zaledwie 1 proc. Spośród polskich polityków, których postrzeganie zbadał w sondażu z 19-20 września Instytut Badań Rynkowych i Społecznych – Nawrocki okazuje się liderem rankingu zaufania. 

Drugiemu w nim Radosławowi Sikorskiemu ufa 46 proc Polaków, tyle samo deklaruje nieufność wobec niego. Nieco gorszy wynik ma inny wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz: cieszy się zaufaniem 43 proc, nie ufa mu 44,5 proc. Szef rządu Donald Tusk liczyć może na zaufanie 41 proc z nas, ale u większości (55 proc!) spotyka się z nieufną postawą.      

Zwolennicy Nawrockiego, jego wyborcy sprzed roku, okazują się nie tyle wyrozumiali wobec prezydenta, co wręcz impregnowani na zarzuty, jakie mu się stawia. Jeśli z kolei jego oponenci nie znajdą sposobu, żeby ten mechanizm przełamać, a na to dziś zupełnie się nie zanosi – zwycięzca z 2025 r. przysporzy im jeszcze wielu kłopotów.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here