Daltoniści

0
14

Rolą dziennikarza pozostaje z pewnością opisywanie podziałów w życiu publicznym i tłumaczenie ich przyczyn, tego oczekuje opinia społeczna. Jeśli jednak żurnalista sam podziały tworzy, nawet podążając za politykami – staje się propagandystą. Agnieszka Kublik przekracza tę granicę, pochopnie przypisując oponentom barwy brunatne.

Kto zamiast bogactwa kolorów dostrzega tylko rozmaite odcienie szarości, brązu czy jak kto woli koloru brunatnego – tego potocznie nazywa się daltonistą. Nawet jeśli okuliści zaręczają, że kwestia jest bardziej złożona. Jeśli ktoś w jednym kolorze postrzega wyborców Karola Nawrockiego sprzed roku, stanowiących przecież większość głosującego społeczeństwa, niezależnie od nieprawości samego pisowskiego kandydata, który wtedy właśnie został prezydentem – to co najmniej upraszcza problem nader złożony.

Nie jest łatwo się zorientować, o co chodzi publicystce “Gazety Wyborczej”, a wynika to nie tyle ze słabości jej koncepcji, co z bełkotliwego slangu, trudno go nawet językiem nazwać, bo ten służy wszak porozumieniu, w jakim swoje myśli wykłada. Autorka “Wyborczej” zmaga się nie tyle z faktami co z bogatą przecież materią polszczyzny i z obu tych starć nie wychodzi wcale zwycięsko. W “Gazecie..” gdzie na łamach pojawiają się artykuły autorów tak wybitnych i sprawnych jak Wojciech Czuchnowski czy Witold Gadomski – tworzy to dysonans oczywisty, nakazujący martwić się nie tyle o polską demokrację, co o jej fałszywych obrońców, którzy zamiast pomagać jej szkodzą.

“Antybrunatni” – tak już w tytule Agnieszka Kublik określa wyborców ugrupowań demokratycznych [1]. Bez pytania, czy chcą być właśnie tak nazywani i czy rzeczywiście groźbę faszyzmu w Polsce – bo o to przecież chodzi w tej ponurej kolorystyce publicystycznej – uznają za realną ci, w których imieniu jakoby głos zabiera redaktorka. 

“Już nie emocje anty-PiS będą porządkować wyborcze decyzje. Premier RP Donald Tusk rysuje podział na demokratów i brunatnych. Premier stoi więc teraz na czele obozu antybrunatnych, któremu to z kolei chce przewodzić prezydent RP. To nowa, tragiczna odsłona polskiej wojny na górze” – przesądza kategorycznie Agnieszka Kublik w konstrukcji tak logicznie jak składniowo dalekiej od ideału, ale przecież jakoś zrozumiałej [2]. I wzbudzającej sprzeciw.

Politycy od dzielenia, zwykli ludzie od łączenia 

W czasie niedawnych obchodów rocznicy Bitwy Warszawskiej z 1920 r. politycy, zarówno prezydent jak premier, mówili rozmaite rzeczy. Tusk o oponentach, co nam chcą wmówić, że naszym problemem jest Europa, a wrogiem Ukraina. Zaś Nawrocki, co u zawodowego historyka szokuje, komplementował… obrońców Monte Cassino, chociaż wiadomo przecież, że w trakcie słynnej bitwy znanej każdemu Polakowi choćby z piosenki o czerwonych makach – klasztoru bronili Niemcy, a atakowali go bohatersko i zwycięsko, kosztem wielkich strat, polscy żołnierze gen. Władysława Andersa.

To nie politycy jednak generują emocje zbiorowe. Nawet jeśli to na nich bazują ich działania. A oprócz odruchów negatywnych nie są nam obce w tych sierpniowych dniach te wspólnotowe, łączące ponad doraźnymi podziałami.

Właśnie żegnamy odchodzącą na wieczną wartę bohaterkę Powstania Warszawskiego Wandę Traczyk-Stawską. Pamiętam, jak niespodziewanie przyszła do Sejmu, żeby we wzruszającym geście ofiarować protestującym tam wraz z rodzicami za pisowskich rządów dzieciom niepełnosprawnym – maskotkę, która towarzyszyła jej wiernie w niezapomnianych sierpniowych dniach 1944 roku. 

Jak co roku, również teraz spotykaliśmy się w “Godzinie W” na Powązkach. Ponad podziałami i różnicami. Za chwilę obchodzimy kolejną rocznicę Sierpnia 1980 r, kiedy to zwycięstwo okazało się nie tylko wspólne, ale i bezkrwawe. Wciąż nie brak spraw, które ogół Polaków łączą.

Świat ani Polska nie są czarno-białe. Tak widzą je tylko daltoniści.    

Debata u nas toczy się w demokracji, z której dobrodziejstw wszyscy korzystamy. W czym zasługa tych, których upamiętniamy przy okazji rocznic wydarzeń z 1980 czy 1944 roku, również obrońców ojczyzny z roku 1920, którego nikt z nas nie może pamiętać.

Niepokój, uzasadniony możliwością powrotu do władzy tych, którzy w latach 2015-23 sprawowali ją w sposób gorszący, traktując państwo jak zdobycz partyjną, uzależniając od siebie telewizję czy sądy – nie usprawiedliwia prób wykluczania z demokratycznej wspólnoty tych, którym nie podoba się obecny układ rządzący. Warto raczej walczyć o ich przychylność. Bez nich Polski nie naprawimy.

Teza o brunatnej większości – bo do takiej konkluzji musi prowadzić zestawienie argumentów red. Kublik z wynikami wyborów prezydenckich sprzed roku czy obecnych badań opinii publicznej – okazuje się obraźliwa dla Polaków. Choćby ze względu na ofiary, poniesione podczas II wojny światowej w walce z rzeczywiście brunatnym okupantem. Polska okazała się jedynym podbitym przez hitlerowskie Niemcy krajem, w którym nie powstał nawet zalążek władzy kolaboranckiej, bo nie miałby w nikim oparcia – a opór wobec najeźdźcy pozostał powszechny. 

Historyczne kategorie przykładane do współczesnej rzeczywistości zawodzą w sposób oczywisty, skoro idąc za podziałem przez red. Kublik z powołaniem się na Tuska zarysowanym, do obozu demokracji zaliczyć wypadałoby Romana Giertycha, dawnego zastępcę Jarosława Kaczyńskiego w pisowskim rządzie, wcześniej lidera Młodzieży Wszechpolskiej i autora totalistycznej “Kontrrewolucji młodych”, później zaś masowego producenta protestów przeciwko wyborowi Nawrockiego na prezydenta, demokratycznemu przecież, chociaż dla wielu Polaków stanowiącego wydarzenie zasmucające czy zatrważające.   

“Gazeta” “Wyborczej” nierówna, czyli jak tu nie być łowcą paradoksów 

W tytule piszę o daltonistach, w liczbie mnogiej, bo wiadomo, że artykuł red. Kublik nie jest wybrykiem oddającym wyłącznie jednostkowy punkt widzenia. Z satysfakcją odnotować natomiast wypada, że ten sposób myślenia, nazwijmy go hejterskim, nie jest reprezentatywny nawet dla całej redakcji “Gazety Wyborczej”.

Nieco wcześniej pojawił się bowiem na tych samych łamach  tekst Tomasza Nyczki, wskazujący na gotowość zawarcia przez Konfederację ewentualnej powyborczej koalicji z demokratami [3]. Nie chodzi o Sławomira Mentzena, któremu przypisuje się tam otwartość na dowolne sojusze wedle zasady, kto da więcej. Bardziej o demokratycznych wyborców, których warto na podobną, dziś szokującą ewentualność przygotować, jeśli trafnie intencje odważnego autora odczytuję.

Nieważne – zauważę może paradoksalnie – czy to pomysł dobry czy zły. Tylko o zasadę, że w demokracji z każdym warto dla dobra Polski rozmawiać. Cieszyć się wypada, że ten pogląd przebija się również na łamy jedynego profesjonalnego dziennika prasowego w kraju. Aż dziw, że w 46. rocznicę Sierpnia trzeba przypominać prawdę tak oczywistą. Ważniejszą zapewne, niż sztucznie hodowana i podsycana plemienna wrogość.   

[1] Agnieszka Kublik. Antybrunatni. “Gazeta Wyborcza” z 17 sierpnia 2026

[2] ibidem

[3] por. Tomasz Nyczka. Konfederaci myślą o powyborczych sojuszach. “Gazeta Wyborcza” z 10 sierpnia 2026

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here