Barbara Bartel, psycholog z Lekarskiej Przychodni Profesorsko-Ordynatorskiej Waliców 20 w Warszawie, były wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie Łukasza Perzyny
– Dlaczego tak masowo pojawiają się porady psychologiczne w sieci, leczenie dusz nie tyle nawet przez komputer, ale przez telefon komórkowy? Co na ten temat sądzą zawodowi psychologowie, preferujący, jak Pani, specjalista od neurologii, kontakt bezpośredni z pacjentami, diagnozę i poradę poprzedzoną długą czasem rozmową?
– To zjawisko globalne, że się pojawiły. Bierze się stąd, że pewnie nigdzie w świecie młodzież nie czuje się bezpieczna w domu, kochana przez rodziców. Ci ostatni mnóstwo pracują, żeby status materialny utrzymać czy poprawić. Pozostają nieobecni. Brakuje kontaktu emocjonalnego.
– I tę lukę ktoś wypełnia?
– Wchodzi sztuczna inteligencja. Piękna, cudowna i akceptująca. Dzieciaki śpią z komórkami. A sztuczna inteligencja za ich pośrednictwem zawsze dzieciaki chwali.
– Aż nie mogą się od nich oderwać?
– Efektem stają się problemy nie tylko psychiczne. Okazuje się, że szesnastolatka ma poważne kłopoty zdrowotne z tego powodu, że wszystko w sobie dusi. Z rodzicami prawie nie ma kontaktu, chociaż z nimi mieszka…
– Żadna to patologia?
– Rozmawiamy o ludziach z dyplomami i tytułami. Ale więzi z własnym dzieckiem one nie zastąpią. W psychologii znamy taką zabawę z lalką: zawsze przy tobie jestem, zawsze dobra…
– I to AI taką lalką się staje?
– Nie widzimy twarzy sztucznej inteligencji. Nie dowiadujemy się, że w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Sztuczna inteligencja nie zapewni miłości ani zainteresowania. Młodzi ludzie, a zwłaszcza dzieci, tego nie wiedzą. Swobodna zabawa nagle przestaje taką być. Rozmawiamy o dzieciach, bo są najbardziej bezbronne, o młodych ludziach najmocniej podatnych na uzależnienie. To nie lalki, lecz żywi ludzie. Starsi ludzie mają w sobie pewien mechanizm nieufności czy chociażby ograniczonego zaufania, za sprawą naszej trudnej historii najnowszej przekazywany z pokolenia na pokolenie, bo czasem urzędnik był obcy albo nauczyciel komunistyczny. Najmłodszym nikt nie doradzi, że nie powinno się od razu ufać. Zresztą jak miałoby to nastąpić, skoro prawie nie rozmawiają z rodzicami. Chyba, że o stopniach w szkole i wynoszeniu śmieci. Te urządzenia, o których mówimy, powodują szkody. Pojawiła się taka reklama: psycholog wychodzi do pacjentów. Za drugim razem już ich nie ma, poczekalnia pusta. Ale cena wyłącznie internetowej mądrości okazuje się wysoka. Chociaż z początku wydaje się ona tak zachęcająca. Bo nic nie wymaga. Jakby mówiła: cudowna jestem. Ale to nie okazuje się trwałą prawdą. Tłumaczę rodzicom potrzebę częstych kontaktów z dzieckiem. W odpowiedzi słyszę: muszę pracować na dom. I że ten wyjazd zagraniczny jest niezbędny. Deficyt miłości pojawia się od przedszkola. Te dzieci są osamotnione. Możliwości pozyskiwania przez nie wiedzy też to zawęża. Trudniej się nauczyć czegoś ważnego, czy przydatnego, gdy głowę ma się wypełnioną banałami sztucznej inteligencji. Nie chodzi o to, by z nią nie rozmawiać. Ale nie bez przygotowania.
– Kto właściwie znajduje się po tej drugiej stronie? Sztuczną inteligencję programują przecież ludzie. Kim są autorzy tych rozwiązań, co smutki ludzkie mają na odległość rozpraszać?
– To są dziwni ludzie, gdy im się przyjrzeć. Jakbyśmy ich zaprosili na badanie – wyszłoby na pewno, że nie mieli ciepłego domu. Przerzucają wszystko na piękną lalkę, która daje optymizm. I nie wyznacza granic. Warto oczywiście się zastanawiać, kto to robi i po co. Nie ma wątpliwości, że to jest złe. I nie pokazuje twarzy. Tylko mechanizm.
– A efekt okazuje się groźny?
– Cyborgi nam rosną. Pewien sposób funkcjonowania, oparty na mylnych podpowiedziach, którym się ufa, pociąga za sobą zaburzenie równowagi. Co może zostać na całe życie.
– A co prawdziwy psycholog, nie ten sieciowy z AI, ma robić w odpowiedzi, jak pomóc, gdy pacjent już do niego trafi?
– Psycholog ma zniwelować odchylenia od stanu pożądanego, dąży do pewnej harmonii. Trzeba przekonywać rodziców, że to potrzebne. Jak się nie uda, potem dowiadujemy się, że młody jeszcze człowiek dostał wylewu…
– …bo jak tamta dziewczyna, o której Pani opowiadała, wszystko w sobie… dusił?
– To przykład najdalej idący. Albo rozmowa z rodzicami pacjentki: nikt w rodzinie nie miał chorej tarczycy, a tu mamy raka i to złośliwego. Wynika to z zaburzenia gospodarki hormonalnej. Pojawia się wtedy, kiedy nic nie działa… tylko hamburger. Przykuci do różnych komunikatorów młodzi ludzie jedzą byle co i w porach też byle jakich, kiedy popadnie. I nagle lądują w szpitalu lub zakładzie zamkniętym, a bliscy upierają się, że nic tego nie zapowiadało. Rodzice czasem płacą za szkołę prywatną, a młody człowiek nie jest towarem. Również prywatna szkoła nie rozwiąże problemu, gdy mamy objawy depresji, izolację i utrudnienia w nawiązywaniu kontaktów, rzeczywistych, a nie wirtualnych. Niby wszystko gra, a naprawdę, gdy przychodzi do badania, okazuje się, że stosunki międzyludzkie są powierzchowne w tym lepszym wariancie, a w gorszym po prostu tragiczne.
– Wróćmy do tych, co doradzają i robią to źle. Problem- tak ich nazwijmy – szamanów, nie dotyczy wyłącznie tych, co sztuczną inteligencję zaprogramowali?
– Na rynku pojawiają się terapeuci po trzyletnich studiach prywatnych. Nie tak myśmy studiowali… Nikt nie zastąpi specjalistów, zwłaszcza tych, którzy kochają to, co robią…
