Jedni się cieszą z wróżby pozostania u władzy. Inni raczej z faktu, że dwie główne, narzucające wzajemnie nieprzyjazną narrację partie, w sumie nie cieszą się poparciem nawet połowy społeczeństwa. Co pokazuje, że pomimo medialnej presji nie oduczyliśmy się niezależnego i krytycznego myślenia.
Najnowszy sondaż United Surveys, pierwszy od dawna, który daje obecnie rządzącym szansę na sformowanie rządowej większości również po przyszłorocznych wyborach – wywołał euforię demokratycznych polityków i życzliwych im komentatorów. W istocie skoro demokraci mają rządzić z przewagą zaledwie jednego głosu w Sejmie, to nie ma się z czego cieszyć na zapas, bo każdy student pierwszego roku socjologii wie, że to nie Koalicja 15 Października jest niedoszacowana, lecz “czwórka do brydża”: przyznać się do głosowania na PiS to przecież obciach, na obie Konfederacje – wstyd, nawet jeśli podobny zamiar się żywi. Tylko inteligentny okularnik Mateusz Morawiecki podobnej abominacji nie wzbudza, problem w tym, że wydaje się zgraną kartą.
Jeden głos przesądził o tym, że rząd Hanny Suchockiej upadł podczas sejmowego głosowania nad wotum nieufności Alojzego Pietrzyka 28 maja 1993 r. Jeden poseł, jeden przycisk pod palcem mandatariusza rozstrzygnął o tym, że Polskę czekały po dwóch latach nieudolnych rządów “solidaruchów” – aż cztery lata rekomunizacji. Od tamtego czasu nauczyliśmy się każdy głos szanować, zgodnie z duchem i literą parlamentarnej demokracji. Mniejsza o dowcipy, że ten czy ów zatrzasnął się w windzie a innego dolegliwości gastryczne zatrzymały w toalecie, bo poseł przecież ten człowiek.
Trudno jednak zachować powagę, gdy w przewadze jednego głosu w przyszłym Sejmie dostrzega się odwrócenie tendencji w badaniach opinii publicznej, stawiającej w roli pierwszych pretendentów do rządzenia Polską od jesieni 2027 r. “czwórkę do brydża” jaką tworzą: Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego, obie Konfederacje: Sławomira Mentzena i Korony Polskiej Grzegorza Brauna oraz Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Wadzące się nawzajem, ale spocone w pogoni za władzą, w myśl znanego powiedzenia Andrzeja Celińskiego sprzed lat, odnoszącego się do Porozumienia Centrum, dawnej partii Kaczyńskiego, równie jak PiS pazernej, ale nieudanej.
Gdyby wybory do Sejmu odbyły się już teraz a nie w październiku następnego roku, wygrałaby je Koalicja Obywatelska z poparciem 31,5 proc Polaków. Na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowałoby 17 proc z nas, na Konfederację Mentzena -13 proc a na tę Korony Polskiej Brauna – 11 proc. Do Sejmu weszłyby jeszcze Lewica z urobkiem niemal 9 proc oraz Rozwój Plus Morawieckiego uzyskujący niewiele powyżej pięcioprocentowego poparcia, warunkującego posiadanie własnej reprezentacji poselskiej [1]. A skoro o tej ostatniej mowa, to naprawdę każdy mandat się liczy, skoro KO i Lewica mając 231 posłów (partia Donalda Tuska 192 a Włodzimierza Czarzastego 39) zyskałyby możliwość tworzenia rządu a “czwórka do brydża” byłaby tej możliwości pozbawiona.
Przewaga tak nikła o niczym jednak nie przesądza. Sytuacja zmienić się może zresztą na niekorzyść zarówno KO i Lewicy, skoro zwykle partie opozycji są w badaniach niedoszacowane, jak kosztem “czwórki do brydża” – bo zawsze z innych względów (ankieterzy nie docierają jak trzeba na wieś) Polskie Stronnictwo Ludowe w tym sondażu uzyskuje prawie 4 proc, a jeśli przez próg się jednak prześliźnie, wzmocni możliwości KO i Lewicy, aby trwałą większość zbudować.
Nikt za to w komentarzach do tego badania nie podnosi innej, niezmiernie istotnej kwestii. Oto łączny urobek głównych antagonistów z życia politycznego – KO i PiS sięga zaledwie 48,5 proc poparcia. Zaprzecza to opiniom o trwałym dwubiegunowym podziale i plemienności elektoratów najsilniejszych partii. Wynik sondażu oznacza po prostu, że większość Polaków nie popiera ani KO ani PiS. Co, jeśli zważyć na medialną przewagę obu formacji i zdominowanie przez nią większości toczonych publicznie debat – daje do myślenia. Polacy wiedzą swoje i to się chwali.
[1] sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski z 18-20 września 2026