Mistrz Wajda nie lubił słowa forsa

0
2

Trudno zrozumieć, dlaczego Senat wystawę ku czci Andrzeja Wajdy finansuje nie z własnego budżetu, skoro mistrz filmu był również – po 4 czerwca 1989 r. – senatorem, tylko w większości z dotacji celowej Narodowego Centrum Kultury. Chociaż jedne i drugie środki pochodzą z naszych podatków, mamy do czynienia z co najmniej niezręcznością. A po wcześniejszej aferze z marnotrawieniem na hejterów pieniędzy przeznaczonych na promocję naszej kultury wśród Polonii… warto na zimne dmuchać. Czyż nie tak?

Uhonorowanie wielkiego reżysera Andrzeja Wajdy w 100-lecie urodzin nie powinno wzbudzać kontrowersji nawet w podzielonym i swarliwym parlamencie. Jednak za kadencji obecnej marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która zresztą sama ze środowiska filmowego się wywodzi, wedle ukutej przez jej podwładnych rymowanki, tam gdzie łączą się pieniądze i kultura zawsze rodzi się… awantura. Tak było w ub. r, kiedy środki przeznaczone na promocję artystów wśród Polonii poszły na reklamę wspierających władzę hejterów, a gdy zaczęła się afera, do budżetu senackiej kancelarii wróciły. W niesławie, chciało by się dodać. Wcześniej kombinację ujawnił dziennikarz śledczy Szymon Jadczak. Ten sam, co przedtem zdemaskował powiązania kiboli krakowskiej Wisły ze zorganizowanymi grupami przestępczymi. Nawet gdy ogłoszono, że 58 tys zł zamiast na popularyzowanie kultury z kraju wśród Polaków za granicą poszło na lans Klementyny Suchanow nie będącej artystką przynajmniej z górnej półki i podobnych jej gwiazdeczek przemysłu propagandowego – “marszałkini” Kidawa-Błońska z zimną krwią klientki Lidla tłumaczącej ochroniarzom, że butelka perfum znalazła się w kieszeni jej płaszcza wyłącznie z powodu roztargnienia, a nie ze złej woli, wyłuszczała, że sprawy nie ma, bo przecież z czasem pieniądze do budżetu zwrócono.

Czy Senat stać na to, by uczcić laureata Złotej Palmy i… dawnego senatora I kadencji                            

Widać pomimo wspomnianego już marnotrawstwa budżet senacki jest mały, malutki skoro “izby refleksji” nie stać na to, by wyłącznie z własnych środków uhonorować pośmiertnie i w setną rocznicę urodzin Andrzeja Wajdę. Nie tylko laureata Złotej Palmy festiwalu w Cannes za “Człowieka z żelaza” z 1981 r. ale również senatora wybranego 4 czerwca 1989 r. z poparciem Komitetu Obywatelskiego, wtedy politycznej emanacji ponownie zalegalizowanej Solidarności. Na rodzinnej Suwalszczyźnie uzyskał poparcie dwóch trzecich wyborców. Nie pomogło demagogiczne hasło jednego ze wspieranych przez PZPR kontrkandydatów mistrza: “Czy reżyser z daleka zrozumie prostego człowieka?”. 

Zrozumiał. Swój mandat Wajda sprawował aż do 1991 r, związane z nim powinności traktował poważnie, bez dezynwoltury, którą zapewne wybaczono by artyście o tak światowej renomie. Nie znał jednak pojęcia taryfy ulgowej, również w odniesieniu do siebie samego. Pracował w dwu komisjach: kultury oraz ds. Polaków za granicą.

Zrzutka na uhonorowanie artysty. Ale tak czy owak płaci podatnik

Teraz skromnej wystawie fotogramów obrazujących drogę życiową i artystyczną Wajdy, kostiumów z jego filmów od surduty w którym Daniel Olbrychski zagrał Gerwazego po sukienkę Kazi jednej z Panien z Wilka, gdzie jest też monitor ze sklładanką filmów mistrza, jednym słowem całej prezentacji przygotowanej przez pracowników krakowskiego centrum Manggha, którego był założycielem, a stanowiącej realizację zamysłu wdowy po nim Krystyny Zachwatowicz – towarzyszy tabliczka, powiadamiająca, że koszt ekspozycji wyniósł 130 tys zł, z czego 70 tys. pokryła dotacja celowa Narodowego Centrum Kultury.  Zapewne byłoby lepiej, gdyby NCK, zamiast dosypywać Senatowi do budżetu, zużyła te same środki na popularyzację postaci i twórczości Wajdy choćby w domach kultury na jego rodzinnej Suwalszczyźnie i gdzie indziej w Polsce regionalnej, gdzie samorząd nie zawsze znajduje pieniądze na podobne wydarzenia.  

Mistrz Andrzej Wajda nie lubił słowa “forsa”. I jak widać miał rację. Pewnie też zgodziłby się z taką wykładnią sytuacji, że zrzutka na upamiętnienie mistrza w miejscu, gdzie z woli 105 tysięcy wyborców z Suwalszczyzny pełnił swój senatorski mandat – to zwyczajny obciach. Zwłaszcza, gdy Senat pod wodzą Kidawy-Błońskiej oszczędza pieniądze, których przecież na loterii nie wygrał, bo z naszej, podatniczej kieszeni one pochodzą. I łatanie finansów dotacją z innej kasy, zresztą też przez podatnika napełnianej, wydaje się  czymś, co samego Wajdę, znanego ze sporej wyrozumiałości wobec ludzi, raczej by rozbawiło niż zgorszyło. Na pewno jednak eleganckie nie jest.

Dziadując w tej kwestii Senat zaoszczędził równowartość używanego samochodu: nieco więcej, niż przed rokiem zainwestował – nieskutecznie, dzięki refleksowi red. Jadczaka  – w zagraniczną promocję siewców nienawiści zamiast propagowania wśród Polonii rodzimej kultury i sztuki.  Niektórzy, jak widać, nawet z szansy, by się zrehabilitować, skorzystać nie umieją. Na razie pracownicy senackiej kancelarii głośno utyskują, że fotel marszałka tam nie jest rotacyjny jak w Sejmie. Przez chwilę krążyła wersja, że Kidawę-Błońską zastąpi w nim intelektualista i jej obecny zastępca Rafał Grupiński, ale jak podsumowują moi rozmówcy, a podwładni ich obojga, okazało się to marzeniem ściętej głowy…  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here