Keir Starmer, labourzystowski premier Wielkiej Brytanii, z którą dopiero co zawarliśmy układ sojuszniczy, podał się do dymisji. We Francji, z którą podobną umowę podpisaliśmy przed rokiem jej sygnatariusza Emmanuela Macrona może w prezydenckim fotelu zastąpić Jordan Bardella z prorosyjskiego Zjednoczenia Narodowego: kiedy w piątek przybył do Polski, ostentacyjnie podejmowali go politycy Konfederacji.
Nasi sojusznicy mają prawo wybrać sobie demokratyczną drogą takich przywódców, jakich tylko chcą. Sternicy naszej z kolei polityki muszą natomiast działać w taki sposób, żebyśmy -w sytuacji, gdy przyjaźni nam politycy zaczną się wykruszać – nie zostali sami wobec kremlowskiej nawały, a ściślej ekspansji Władimira Putina.
Order odesłał jak wadliwy towar
Poczucie bezpieczeństwa Polski słabnie, odkąd w Białym Domu Demokratę Joe’go Bidena, który już po putinowskiej napaści na Ukrainę dwa razy na polskiej ziemi potwierdzał aktualność artykułu 5. Traktatu Waszyngtońskiego zobowiązującego wszystkie państwa NATO do solidarnej obrony wzajemnej w razie ataku na którekolwiek z nich – zastąpił Republikanin Donald Trump, dla odmiany rozpościerający w Anchorage na Alasce przed Putinem czerwony dywan, zamiast go tam aresztować za zbrodnie wojenne, bo postanowienia międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości stwarzały ku temu podstawę. Na Trumpa, nawet jeśli podczas pierwszej kadencji zniósł wizy dla Polaków, za co mu się wdzięczność należy – nie ma co liczyć jako na obliczalnego alianta. Jego priorytety to Iran, Wenezuela i oś Pacyfiku. Nie chodzi nawet o właściwą mu wiarołomność, o której przekonał się ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski, ale o brak głębszego pojęcia o sprawach łączących się ze “wschodnią flanką Sojuszu Atlantyckiego”.
Zełenski z kolei, pomimo ogromnej pomocy jakiej w ostatnich pięciu latach udzieliły Ukraińcom nie tylko oba kolejne polskie rządy ale całe nasze społeczeństwo, wspólnym wysiłkiem goszcząc i wspierając masowo wojennych uchodźców – przyjmuje teraz wobec Polski narrację agresywną. Kiedy nadawał jednej z jednostek wojskowych imię “bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”, która jak wiemy kolaborowała z hitlerowskimi Niemcami i mordowała polską ludność cywilną na skalę “czystki etnicznej” – wiedział, że zaogni kontakty między obydwoma słowiańskimi krajami. W reakcji na odebranie mu Orderu Orła Białego przez Karola Nawrockiego, Zełenski odesłał odznaczenie za pośrednictwem prywatnej firmy kurierskiej “Nowa Post” (“Nowa Poszta”), wykorzystując procedurę stosowaną przy zwrocie wadliwego towaru, jak zauważają znawcy.
Warto się uczyć na błędach
Nie brak oczywiście również optymistycznych sygnałów jeśli o geopolitykę chodzi. Pozostaje nimi niedawny wynik wyborów na Węgrzech, gdzie prozachodnia formacja Petera Magyara pokonała sprawujący władzę nieprzerwanie od 16 lat Fidesz prokremlowskiego Viktora Orbana. Podobnie korzystne dla nas rozstrzygnięcie zapadło w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich w Rumunii: Nicusor Dan wygrał tam, pomimo matactw ze strony ingerującego w kampanię Kremla, z prorosyjskim Georgem Simionem. Także w Armenii zwyciężyli w wyborach parlamentarnych demokraci Nikola Paszyniana, chociaż z racji tak odległości czy proporcji rozmiarów obu naszych państw nie da się utrzymywać, że ten fakt zrekompensuje nam ewentualne porażki życzliwych nam polityków w Europie.
Sytuacja komplikuje się, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, w polityce zagranicznej trzeba mozolnie budować wielostronne porozumienia również na wypadek kryzysu amerykańskiego zaangażowania w NATO. Szansą pozostaje stopniowe przekształcanie Unii Europejskiej ze wspólnoty gospodarczej w również polityczno-obronną, z uwzględnieniem państw spoza niej ale aktualnie sojuszniczych jak Wielka Brytania, Turcja czy Norwegia. W grę wchodzi także ewentualna odbudowa koncepcji Międzymorza przynajmniej na skalę, która uniemożliwi tak Niemcom jak Amerykanom porozumiewanie się z Kremlem ponad głowami i wbrew interesom państw pomiędzy nimi położonych. Wymaga to wszystko myślenia nieszablonowego i wolnego od stereotypów. Składając przyszłe układy sojusznicze, trzeba pamiętać, jak niedawno zawiedliśmy się zarówno na Amerykanach (wciąż nie znamy konkretów dotyczących dalszej obecności ich żołnierzy u nas) jak Ukraińcach. Nie na narodach zresztą, tylko ich przywódcach.
Artyści czasem wiedzą więcej
Tytuł tego skromnego szkicu nawiązuje do sugestywnej pracy znakomitego artysty, architekta z wykształcenia i znawcy pop-kultury. Jakub Jezierski “Pionty” (ur. 1976) w niedawnym dziele powstałym techniką wypalania na drewnie, znanej naszym rocznikom z zajęć praktyczno-technicznych w szkole podstawowej – wpisał w kontur granic Polski stylizowane litery “Niemal mocarstwo”.
Słowa te nawiązują do określenia międzywojennej Polski autorstwa brytyjskiego pisarza Bernarda Newmana (1897-1968), który zwiedzał nasz kraj na rowerze w 1934 a więc na rok przed odejściem na wieczną wartę Marszałka Józefa Piłsudskiego. Angielski dżentelmen Newman, znawca również strategii i dysponent informacji niejawnych – w trakcie I wojny światowej pomagał bowiem francuskim sojusznikom w pracach ich kontrwywiadu a potem pozostawał w gestii służb brytyjskich – kiedy to pisał, wiedział, przed czym ostrzega. Dzisiaj inny wybitny artysta do tego memento nawiązuje. Przenikliwość innego proroctwa ze sfery kultury, jakim okazało się wydane w 1930 r. “Nienasycenie” Stanisława Ignacego Witkiewicza (kiedy się ukazała, uchodziła za fantastykę, ale w dziewięć lat stała się realnością) pokazuje, że politycy powinni poznawać nie tylko dyplomatyczne raporty, by zrozumieć reperkusje decyzji, które im przychodzi podjąć. Teraz ważące nie tylko dla losów kolejnych parlamentarnych większości ale również cywilizacji, do której się przyzwyczailiśmy tak bardzo, że jej dobrodziejstwa z pokojem i demokracją włącznie uznajemy za trwałą zdobycz.
Od czasu pandemii koronawirusa historia bowiem przyspieszyła. Czego wyrazistym przykładem stało się wszystko, co wydarzyło się od momentu rosyjskiej inwazji na Ukrainę 24 lutego 2022 r. Przez ten czas nie tylko w Europie zmieniło się więcej, niż przez poprzednie ćwierć wieku. Trafnie przewidział tę tendencję amerykański analityk i ekonomista pochodzenia arabskiego Nassim Taleb, już w kilka lat po zamachach na World Trade Center prognozując w “Czarnym łabędziu”, że na los świata ogromny wpływ mieć będą wydarzenia… nie dające się przewidzieć. Co nie zwalnia nas jednak z tego, żeby przynajmniej próbować…