Pogrom zdrowego rozsądku

0
0

Polska powinna nadal wspierać Ukrainę, stającej na drodze ekspansji Kremla na zachód. Zaś uchodźcy wojenni stamtąd, którzy u nas mieszkają i pracują, gościnnie przez nas przyjęci, w znacznej mierze doskonale sobie radzą. Nie oznacza to jednak, że musimy aprobować ekscesy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, gloryfikującego ludobójczą UPA.

Warto przypominać kwestie oczywiste, w sytuacji, gdy głównie na korzyść Władimira Putina działa rozbuchana narracja antyukraińska, podtrzymywana przez ośrodek prezydencki, Prawo i Sprawiedliwość oraz obie Konfederacje. Podobnie destrukcyjny efekt wywiera jednak histeria przeciwna: straszenie przez kręgi liberalno-demokratyczne pogromami, o których nawet najbardziej niechętni przybyszom z Ukrainy nacjonaliści u nas – na szczęście – nie myślą.

Temat konferencji w Gdańsku pozostaje bardziej istotny od listy obecności oficjeli na jej obradach. Plany odbudowy Ukrainy ze zniszczeń wojennych, realne dopiero, gdy działania zbrojne za naszą wschodnią granicą ustaną – nie mogą pominąć polskich firm. Skoro od pierwszych dni rosyjskiej inwazji na sąsiada nie tylko ze wszystkich sił go wspieraliśmy, ale staliśmy się “hubem” zachodniej pomocy, a roli lotniska w Jasionce nie da się przecenić. Kontraktów na dźwiganie z gruzów Ukrainy nikt nie może łączyć z zawiłościami polityki historycznej, czy dotyczą dokonanej przez UPN na Polakach rzezi wołyńskiej, czy powojennej akcji Wisła w Bieszczadach, w trakcie której przesiedlano ludność ukraińską na ziemie zachodnie i północne. Plemienne pojmowanie polityki przez pryzmat historycznych urazów staje się szkodliwe, gdy udaremnia współdziałanie na rzecz bezpieczeństwa obu krajów i dobrobytu ich mieszkańców. Nikt jednak Polski nie ma prawa zmuszać do wyrzeczenia się pamięci o niewinnych ofiarach masakry na Wołyniu, dokonanej przed ponad 80 laty przez ukraińskich sojuszników niemieckich nazistów. A tym bardziej do przyjęcia narracji, w myśl której to zabójcy z UPA są bohaterami. I patronami jednostek wojskowych, z woli prezydenta Zełenskiego. To nie my sprowokowaliśmy ten konflikt. Nie da się jednak do niego sprowadzić całokształtu sąsiedzkich relacji w ostatnich latach. Okazują się na to zbyt bogate i różnorodne.

Udzielając codziennej pomocy ukraińskim uciekinierom wojennym, w co sam też byłem zaangażowany osobiście, bez pośrednictwa jakichkolwiek instytucji – nie wypytywaliśmy naszych gości o rzeź wołyńską. Ani oni nas o akcję Wisła. Pamiętam Milę, inżynier z Kijowa, która zjadła u nas obiad i nabrała sporo wałówki na zapas, a potem poszliśmy wszyscy z jej psem, uratowaną spod bomb i rakiet wilczycą Norą, do weterynarza, który zwierzaka zbadał i zdiagnozował za darmo oraz na własny koszt wyposażył w niezbędne leki. Kiedy później odprowadzałem naszego gościa do metra, inżynier Mila nie pytała mnie wcale o łuny na Wołyniu ani zasadzkę pod Baligrodem, nie wiem nawet, ile wiedziała o tych rozdziałach historii. Interesowały ją za to szczegóły mojego dawnego pobytu w Paryżu, w którym sama nigdy nie była. Jak wielu innych wojennych uciekinierów szukała dla siebie miejsce w Europie. Tej wspólnej przecież, a nie wzajemnie wrogiej.

Debata o ewentualnym przyszłym członkostwie Ukrainy w Unii Europejskiej – zasadna dopiero wtedy, gdy jej wojna z Rosją się zakończy – musi uwzględnić polski głos, zwłaszcza interes naszych rolników. Pamiętamy ich zrozumiałe niedawne protesty, gdy do kraju pod pretekstem tranzytu masowo wjeżdżała nie przebadana i nie spełniająca żadnych norm, za to rujnująca nasz rynek żywność z Ukrainy. Samego tylko miodu sprowadzono wtedy przez wschodnią granicę tyle, ile wynosi dwuletni urobek wszystkich pasiek w Polsce. A jedyną naszą obroną okazało się poczucie humoru: żartowano wtedy, co akurat pszczelarzy nie było w stanie rozbawić, że słoik takiego miodu świeci po nocy w kuchni.

Na razie jednak w Ukrainie trwa “pełnoskalowa”, jak na Wschodzie mówią, czyli gorąca wojna. Ukraińcy już piąty rok bronią przed Putinem własnej suwerenności, ale również dobrostanu reszty Europy, w tym Polski. Dopóki działania zbrojne trwają, nie ma większego sensu eskalowanie u nas kolejnych starć propagandowych, na użytek głównie wewnętrzny. Niewiele kto się nimi przejmie, w świecie Polska i tak postrzegana jest jako sojusznik Ukrainy, co stanowi zasługę nie tyle kolejnych naszych rządów, co całego społeczeństwa, które po 24 lutego 2022 r. z własnej inicjatywy rozwinęło największą akcję humanitarną od momentu zakończenia II wojny światowej, otwierając przed uchodźcami ze Wschodu serca, drzwi mieszkań i portfele. Siła tej akcji wydaje się wskazywać, że nawet swarliwi politycy z obu krajów nie będą w stanie zniweczyć jej efektów.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here