Pokrętne ścieżki demokracji

0
11

Sędziowie powołani przez obecną władzę, zanim jedna z ich grona Anna Korwin-Piotrowska ogłosiła przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, weszli do jego gmachu od strony sąsiedniej Kancelarii Premiera. Przez ogród po prostu. nie od frontu.

Z kolei Karol Nawrocki, co pojawił się tam później po własnej decyzji zawrócenia samolotu, którym udawał się do Senegalu – w tym samym gmachu prezentował siebie jako najważniejszą osobę w państwie, chociaż jak wypomniał mu wicepremier Radosław Sikorski, prezydentowi wolno wiele, ale nie wszystko, nie ma więc prawa wtargnąć do trybunału ani niczyjego mieszkania, a poza tym krajem nie rządzi on, tylko rada ministrów.

Nadążyć za tym wszystkim niełatwo nie tylko zwyczajnym Polakom, nawet widzom 24-godzinnych stacji, których określić można mianem kibiców życia publicznego, a prawnicy podobnie jak politycy różnią się w opiniach.

Nieodwracalne, choć nie wiemy, czy dla władzy opłacalne

Przejęcie ubezwłasnowolnionego uprzednio za sprawą zabiegów Prawa i Sprawiedliwości a potem – gdy partia ta straciła władzę w kraju –  zanarchizowanego Trybunału Konstytucyjnego przez ekipę Donalda Tuska, bo z takim działaniem mamy praktycznie do czynienia od piątku, nie musi się opłacać obecnie rządzącym, ale też, co widać, staje się procesem nieodwracalnym. O “resecie” mającym doprowadzić do kompromisu w tej sprawie, a ściślej powołania nowego Trybunału, mówią dziś kanapowe partie tak opozycyjne (Konfederacja) jak koalicyjne (Polska 2050).

Wariant ten odrzucają zgodnie i ponad podziałami: PiS pomimo groźby śmieszności reklamujący dawnego szefa swoich służb specjalnych a teraz prezesa TK Bogdana Święczkowskiego jako obrońcę niezależności władzy sądowniczej i dążące do zachowania status quo ante (zanim sędzia Anna Korwin-Piotrowska zarządziła jemu oraz jego zastępcy Bartłomiejowi Sochańskiemu przerwę w pełnieniu obowiązków) oraz sam Tusk i szef jego kancelarii Jan Grabiec, który wydał zgodę na wymarsz sędziów z gmachu tej pierwszej.

Nawet jeśli zgodzić się, że ich nietykalność byłaby zagrożona przez rozwścieczonych pisowskich demonstrantów, gdyby juryści zechcieli do TK wkroczyć głównym wyjściem, a takie niebezpieczeństwo jej naruszenia zapewne rzeczywiście istniało, zważywszy na nastrój rozżartego tłumu – tryb desantu nowej większości na Trybunał sprawia kłopot jego zwolennikom, jeśli chodzi o podkreślanie niezależności politycznej wspomnianych sędziów. Tak jak kiedyś ich poprzednikom zaszkodziło, gdy ich uwieczniono, gdy wychodzili z partyjnej siedziby Platformy / Koalicji Obywatelskiej przy Wiejskiej – tak obecna marszruta, poprzedzająca podjęcie obowiązków najlepszego świadectwa im nie wystawia.

Sobie samemu świadectwo wystawił wkraczający do Trybunału Nawrocki. Z wprawą fightera ten czynny miłośnik boksu pokazał, że żadne kompromisy go nie interesują. Głównym poszkodowanym, co stanowi miarę paradoksu, okazuje się w tym wypadku wcale nie Tusk, lecz polityk, który przed dwoma laty desygnował obecnego prezydenta na kandydata do tej funkcji, popartego przez Prawo i Sprawiedliwość choć oficjalnie obywatelskiego: Jarosław Kaczyński.

Kiedy bowiem Nawrocki rozpychał się i szarogęsił w Trybunale Konstytucyjnym, prezes dawnej partii władzy z lat 2015-23 i wcześniej 2005-7 odklepywał w tłumie przed jego siedzibą frazesy i banały o zamachu stanu i “winie Tuska”. Nawrocki pokazał sprawczość, nawet jeśli z jego “wjazdu” – jeśli odwołać się do języka młodości obecnego prezydenta – wynika niewiele dla kompetencyjnego sporu.

Duzi mogą więcej

Mniejsze partie dbały o propagowanie własnej roli w zaostrzającym się kryzysie. Od Konfederacji dziennikarze w piątek jeszcze o godz. 20 otrzymali precyzyjnego smsa, którego treść warto przytoczyć w całości, więc to czynię: “wicemarszałek Krzysztof Bosak zmierza pod Trybunał Konstytucyjny, planowany dojazd około godz. 21:00”. Podobnie celebrowano udział konfederackich liderów w konsultacjach zorganizowanych przez głowę państwa już nie w Trybunale lecz we własnym pałacu.

Z kolei wchodząca w skład koalicji prorządowej, chociaż nie będąca sygnatariuszką umowy koalicyjnej partia Centrum złożyła zawiadomienie o przestępstwie, jakie popełnili urzędnicy prezydenta, w tym szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki, wkraczając bezprawnie na teren Trybunału Konstytucyjnego. Samego Nawrockiego doniesienie oczywiście nie objęło.

Wszystko na próżno, podsumować można. Drobniejsze partie wobec eskalacji stają się wyłącznie przystawkami tych wielkich: KO i PiS, niczym młyńskie kamienie, wydają się zgniatać wszystko, co znajduje się między nimi. A ściślej, zapewne w zgodzie z intencjami tak Tuska jak Nawrockiego, pomniejsze siły zostają przez potentatów zwasalizowane.

W tej sytuacji nie będzie miał premier kłopotów z dyscyplinowaniem koalicjantów ani zachowaniem przez rząd większości w Sejmie. Ani prezydent ze zbudowaniem paktu senackiego, któremu miałby patronować (bo wyborcy Grzegorza Brauna czy Krzysztofa Bosaka zwykle nie trawią Kaczyńskiego, za to na Nawrockiego głosowali przed ponad rokiem w drugiej turze) ani przyszłej większości rządowej, której akuszerem podobnie stałby się polityk jeszcze dwa lata temu znany tylko jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej, a teraz cieszący się w sondażach zaufaniem 53 proc Polaków.

Dla porównania: prezesowi Kaczyńskiemu ufa 22 proc z nas [1]. Kpiące porównanie Nawrockiego do Supermana w studiu TVN 24 [2] nie przemawia więc do nieznacznej wprawdzie, ale jednak większości Polaków, albo nawet jeśli bawi, nie redukuje ich zaufania do głowy państwa. Rząd zaś pozostaje wobec tej popularności bezradny.

Gdy kurz bitewny opadnie

Napięcie nie potrwa jednak w nieskończoność, bo nie da się go bez końca eskalować. Z czasem emocje opadną, chociaż nie wśród harcowników z obu stron. I wtedy pojawi się pogoda dla umiarkowanych, chociaż wątpliwe, czy akurat dla tych, co teraz tak łatwo pozwolili się zdominować radykałom z obu stron.

Charakterystyczne, że co bardziej obiektywnym materiałom medialnym, dotyczącym zagranicznych reakcji na polski kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego, towarzyszą uwagi, że wiadomości na ten temat nie znajdują się w czołówkach serwisów telewizyjnych ani na pierwszych stronach gazet.

Chociaż kordony policji na Szucha ani napierający na nie pełni złości zwolennicy PiS nie wystawiają Polsce, choćby ze względów estetycznych, dobrego świadectwa – Francuzi i Hiszpanie mają w tych dniach liczniejsze i ostrzejsze demonstracje na ulicach, z kolei Niemcy kłopot ze znacznie gorszymi niż u nas radykałami, co już wygrywają wybory landowe, zaś z czasem szturmować będą nie żaden Trybunał w Karlsruhe, tylko Bundestag. Zaś Ameryka żyje wyborami, a nie sporami u sojusznika, nawet jeśli czasem tytułuje go najlepszym. Polskie problemy pozostają więc wyłącznie naszą sprawą i nikt ich za nas nie rozwikła. 

[1] sondaż Centrum Badania Opinii Społecznej z 1-11 października 2026

[2] TVN 24 z 2 listopada 2026, godz. 18.54

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here