Prezydent panuje

0
23

Kiedy zacznie uprawiać politykę

Karol Nawrocki zachowuje wysokie notowania w badaniach opinii społecznej. Ponad połowa z nas dobrze ocenia jego prezydenturę, niespełna jedna trzecia negatywnie. Zarazem jego aktywność ogranicza się do przeszkadzania rządzącym – ale to samo czynił jego poprzednik na urzędzie Andrzej Duda – oraz budowania wizerunku współczującego i rozumiejącego obywateli patrona.

Ciekawie zrobi się dopiero, jeśli Nawrocki uczyni realny użytek z prezydenckich uprawnień, nie oglądając się na własny obóz polityczny, symbolizowany przez partyjną siedzibę przy Nowogrodzkiej. Nie widać jednak zdarzeń, które mogłyby go do podobnych działań skłonić a tym bardziej zmusić.

Wszystkich Polaków? Nie ten adres…

Z prezydentury Karola Nawrockiego po jej stu dniach zadowolonych jest 56 proc. Polaków. Źle ocenia ją 31 proc z nas [1]. Lepszymi recenzjami cieszy się w Polsce tylko jedna władza: ta najbliższa obywatelom – samorządowa.   

Z pewnością Karol Nawrocki nie jest prezydentem wszystkich Polaków. Wprawdzie dobrze ocenia go 64 proc mężczyzn, ale tylko 43 proc kobiet. Prawie trzy czwarte obywateli z miast poniżej 50 tys ludności i ponad połowa zamieszkałych na wsi, ale zaledwie 44 proc żyjących w aglomeracjach liczących poniżej ćwierć miliona mieszkańców. Prawie dwie trzecie osób z wykształceniem podstawowym i zawodowym, ale mniej niż połowa absolwentów szkół wyższych.   

Nie są to dla nas, a ściślej dla osób interesujących się polityką czy chociażby bacznych obserwatorów życia publicznego, wiadomości nowe. W wyborach z 1 czerwca 2025 r. zadziałała po raz kolejny fałszywa w znacznej mierze segmentacja, której w 2005 r. dokonali pisowscy koordynatorzy kampanii medialnej i która ich obozowi dała wtedy podwójne zwycięstwo: podział na “Polskę solidarną” i liberalną. Rozproszyło się za to pospolite ruszenie w obronie demokracji, skrzyknięte przez jej zwolenników przed 15 października 2025 r., owocujące rekordową wtedy frekwencją. I symbolizowane przez pizzę z wrocławskiego Jagodna, dowożoną przez ludzi dobrej woli stojącym w długich nocnych kolejkach do urn wyborczych, żeby zdążyli zagłosować przed ich zamknięciem. Potem jednak pizza wystygła a złożonych obietnic nie wypełniono.    

Zwycięski Nawrocki nie zabiega o mieszkańców wielkich miast ani kręgi lepiej wykształcone. Nie dlatego, że obraził się, bo elity warszawskie i krakowskie stosowały przeciw niemu klasizm, jak dość karkołomnie próbuje udowadniać Rafał Woś [2]. 

Okopuje się tam, gdzie poparcie już zdobył. Przed sobą ma prawie pięć lat, czas ponad dwa razy dłuższy niż premier Tusk i jego koalicjanci, zmuszeni martwić się perspektywą wyborów już jesienią 2027 r, w których nawet nie będą faworytami.

Sukcesów brak, odliczamy sto dni

Rząd Jana Olszewskiego dawało się oceniać za pierwszy po zmianie ustrojowej wzrost gospodarczy, bo słynne przełamanie z kwietnia 1992 r. dowiodło, że warto było od komunizmu odchodzić nie tylko ze względu na przywrócone swobody obywatelskie ale i nową dynamikę rozwojową, którą premier zawdzięczał doborowi współpracowników, takich jak ministrowie finansów Andrzej Olechowski i pracy Jerzy Kropiwnicki oraz główny doradca ekonomiczny Dariusz Grabowski. A wywodzili się z różnych szkół i tradycji. Dorobkiem premiera Jerzego Buzka stała się reforma samorządowa, podział na województwa i powiaty do dziś obowiązujący oraz wprowadzenie Polski do NATO. Prezydentura Lecha Wałęsy nie spełniła wielu oczekiwań, ale zapisała się w podręcznikach historii wycofaniem wojsk rosyjskich z Polski po niemal półwieczu ich stacjonowała. Druga kadencja  Aleksandra Kwaśniewskiego – przyjęciem nas do Unii Europejskiej. Wszystko to realne osiągnięcia.

Za to ocenianie prezydenta, bo sto dni minęło od chwili jego wyboru – to tylko medialny rytuał. Zwykłych ludzi nie obchodzi wcale. Podobnie było ze 100 dniami premiera Donalda Tuska: politycy i komentatorzy kłapali w telewizjach 24-godzinnych, a niewiele osiągnięć dało się przy tej okazji przywołać. Wielkich błędów też nie, bo zwycięzcy obu głosowań obywatelskich z ostatnich lat: 15.10.2023 oraz 1.06.2025 wykazują się niewątpliwie instynktem samozachowawczym. Od niego jednak do nowej jakości… daleko.

Przy okazji stu dni od powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego wydano nawet osobną książkę z bilansem jego dokonań [3], co wcale nie zapobiegło późniejszej porażce premiera – który tym samym nie wszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich – z egzotycznym Stanisławem Tymińskim, Polakiem z Kanady z żoną z Peru i dziwacznymi powiązaniami z ludźmi dawnego ustroju (jak specjalista od imperializmu amerykańskiego, cybernetyk społeczny doc. Józef Kossecki czy korespondent “Trybuny Ludu” Roman Samsel), a prezydentem i tak został wtedy laureat Pokojowej Nagrody Nobla i wieloletni przewodniczący NSZZ “Solidarność” Lech Wałęsa. 

Jak król elekcyjny trochę

O stylu pracy Nawrockiego – bardziej panowaniu w stylu króla elekcyjnego niż rządzeniu – sporo mówi jego niedawne spotkanie w Sochaczewie. W rozmowie z seniorami wypadł korzystnie, okazał się do niej przygotowany, wtrącił też parę uwag obrazujących, że wie, gdzie się znajduje, co wśród polityków z pierwszych stron gazet… wcale nie stanowi reguły. W obecności zainteresowanych podpisał projekt ustawy “godna emerytura”. Zakłada rozszerzenie waloryzacji świadczeń, by obligatoryjnie wzrastały co najmniej o 150 zł. Tyle, że o losie prezydenckiego przedłożenia zadecyduje obecna większość rządowa.  A wiadomo, że jak Kuba Bogu… Dr Nawrocki własny współczujący wizerunek przedkłada nad polityczną sprawczość albo liczy, że z czasem poza Sochaczewem – dla każdego 30-tysięcznego miasta wizyta głowy państwa stanowi wydarzenie – nikt o obietnicy nie będzie pamiętał.     

Z kolei odmowa powołania sędziów ze względu na ich poglądy na to, co jest a co nie pozostaje legalne w wymiarze sprawiedliwości – na pewno nie wydaje się decyzją elektryzującą opinię publiczną. Nie tym Polacy żyją na co dzień. Zaś krytycznie przez nich oceniana jakość pracy sądownictwa nie poprawiła się ani za ministra Adama Bodnara ani bez porównania bardziej energicznego jego następcy: byłego KPN-owca Waldemara Żurka.

Znaczną część głosów, jakie pozwoliły Nawrockiemu wygrać czerwcowe wybory prezydenckie oddali przeciwnicy skupienia nadmiaru władzy w ręku jednej formacji. Jego konkurent Rafał Trzaskowski ze względu na brak osobowości odbierany był głównie jako zastępca Donalda Tuska w partii rządzącej. Tych wyborców obecne przeszkadzanie przez prezydenta premierowi w jego działaniach, nawet jeśli nie znają szczegółów, utwierdzi w poczuciu, że ich decyzja okazała się właściwa.   

Dla reszty “kohabitacja” z jej problemami to w znacznej mierze sprawa egzotyczna. Tusk i Nawrocki wystarczają sobie nawzajem. Premier potrzebuje prezydenckich wet jako alibi, dlaczego Koalicja 15 Października nie uchwala obiecanych przed tą datą w 2023 r. zmieniających Polskę na korzyść ustaw. Póki nie odbywa się to kosztem bezpieczeństwa państwa, nie wzbudza wielkiego sprzeciwu. Jednak w tej ostatniej kwestii to Nawrocki stwarza problem, sugerując się sondażami.     

Wyraźny regres zaznacza się w kontaktach z Ukrainą. Ceniony w Kijowie Andrzej Duda ustanowił z nią swego rodzaju specjalne stosunki, a przez ukraińską opinię publiczną pozostawał lepiej oceniany niż przez polską, co oczywiście trudno uznać za komplement. Nawrocki na podobną promocję nie ma co liczyć. Stara się raczej uprzedzać powszechne nastroje pogłębiającego się sceptycyzmu, wywołanego roszczeniowymi postawami naszych ukraińskich gości w kraju i brakiem elastyczności kijowskich władz w kwestii ocen najnowszej historii. Bilans jednak wydaje się ujemny. Wiadomo, co tracimy. A na razie nic nie zyskujemy. Na wzajemnych połajankach raczej Kreml skorzysta.

Z kolei w relacjach z Ameryką nie do odparcia okazuje się argument przez pisowców używany: dopóki rządzi tam Donald Trump, to Nawrocki ma do niego drogę krótszą niż przedstawiciele obecnej koalicji rządzącej. Trudniej natomiast ocenić, ile z czasem kosztować będzie publiczne afiszowanie się Nawrockiego z prokremlowskim kandydatem na prezydenta Rumunii Georgem Simionem, który w dodatku wybory tam przegrał z Nicusorem Danem – lepszą i bardziej męską wersją Trzaskowskiego (zanim wygrał, był burmistrzem Bukaresztu).           

Duda bis czy z czasem samodzielny gracz

Na razie sondaże wróżą powrót Prawa i Sprawiedliwości do władzy. Jeśli okaże się samodzielny – Nawrocki nie będzie miał nic do gadania. karty rozda jak zwykle Jarosław Kaczyński. Inaczej, gdy niezbędna do rządzenia okaże się koalicja z jedną Konfederacją (Sławomira Mentzena)  a zwłaszcza obiema: druga to ta Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Wyborcy obu z nich głosowali w czerwcu br. w drugiej turze na Nawrockiego. Co więcej – przesądzili o jego zwycięstwie. Obecny prezydent potrafi rozmawiać z ich liderami, którymi Jarosław Kaczyński pogardza niemal otwarcie. 

Czas Nawrockiego nadejść może wcześniej, gdy zdecyduje się – choćby na zasadzie testu, jak zareagują na to inni – na samodzielne zachowania. Ale może też, pomimo różnic temperamentów, wychowania i wykształcenia – zdarzyć się tak, że podąży ścieżką wytyczoną przez Andrzeja Dudę. Poprzednik Nawrockiego na urzędzie przez dziesięć lat jego sprawowania nie objawił żadnej samodzielności. Jakby żywa polityka go nie interesowała. A gdy druga kadencja się skończyła, poszedł do biznesu.

Istnieje jeszcze jedna możliwość: Nawrocki wciąż jeszcze nie zorientował się, że prerogatywy prezydenckie w Polsce wcale nie są  tak iluzoryczne, jak utrzymują dyżurni publicyści. Gdy się o tym przekona, dozna iluminacji. I wtedy naprawdę wszystkich nas zaskoczy…    

[1] sondaż IBRIS dla dziennika “Rzeczpospolita” z 7-8 listopada 2025 

[2] por. Rafał Woś. Nagonka “uśmiechniętych” na Nawrockiego to czystej wody klasizm. I nic innego. Interia.pl z 29 maja 2025 

[3] por. Zbigniew Domarańczyk. 100 dni Mazowieckiego. Wyd. Andrzej Bonarski, Warszawa 1990

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here