Przekręt “na demokrację bezpośrednią”

0
45

Ujawniona właśnie pisowska afera orlenowa, z przekazaniem pieniędzy z tamtejszej fundacji na kampanię Prawa i Sprawiedliwości przed referendum, którego termin pokrywał się z wyborami parlamentarnymi, wzbudza rozliczne refleksje. Do optymizmu skłania fakt, że nielegalny transfer prawie pięciu milionów złotych okazał się daremny, skoro PiS i tak przegrało wybory z 15 października 2023 r. i musiało po nich oddać władzę. Ostentacja z jaką rzecz rozegrano oraz pewność siebie decydentów, że nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności rodzi natomiast pesymistyczne wnioski. 

Podobnie jak niedawna afera senacka, obciążająca obecną władzę, nawet jeśli jej skala była prawie sto razy mniejsza. Nie o nominały banknotów jednak chodzi, tylko o zasady życia publicznego. W tym wypadku pieniądze przeznaczone na promocję naszej kultury wśród Polonii poszły na reklamowanie hejterów. Tyle, że kiedy zrobił się skandal, udało się je odzyskać.

Przewrotność pisowskiego pomysłu polega na tym, że o przekierowaniu na kampanię propagandową przed referendum (4x NIE), zachęcającą by w nim głosować tak, jak chce PiS – środków fundacji wedle prawa zupełnie czym innym się zajmującej, decyzję podjęła ówczesna prezeska Fundacji Orlen Katarzyna R. Nie można więc za nią represjonować partii Jarosława Kaczyńskiego, na przykład pozbawić PiS tej części dotacji i subwencji, które tytułem sankcji za poprzednie naruszenia prawa nie zostały Prawu i Sprawiedliwości jeszcze odebrane przez Państwową Komisję Wyborczą. 

Co łączy film Machulskiego z machinacjami PiS

Nie ma natomiast immunitetu Katarzyna R. wieloletnia działaczka harcerska i prezes Fundacji Orlen. I chociaż o tym, co podpisywała, decydowali inni – zapewne właśnie ona zostanie kozłem ofiarnym. Jedyną być może osobą, pociągniętą do odpowiedzialności w tej sprawie.

Na razie zabezpieczono decyzją prokuratury jej majątek osobisty. Składa się z ponad stumetrowego i liczącego cztery pokoje apartamentu w Warszawie, plus jeszcze dwupokojowego mieszkania o metrażu powyżej 50 m kw też w stolicy oraz kawalerki tamże. Listę dobytku Katarzyny R. uzupełnia jeszcze działka pod Warszawą, dla odmiany niezabudowana. Zwykli Polacy mają więc okazję prześledzić, jak wielki dobrobyt panował za pisowskich rządów. Skoro tak imponująco mogła się dorobić osoba znająca się wyłącznie na harcerstwie, za to znana z podpisywania się pod cudzymi decyzjami. I to “bez szemrania”, że zacytuję listę dialogową filmu “Girl Guide” Juliusza Machulskiego, w którym przed laty zagrał Paweł Kukiz, później wielki promotor demokracji bezpośredniej, której jednym z przejawów jest instytucja referendum [1]. 

Wedle Kukiza, od jedenastu lat posła, a nie tylko rockmana, to najlepszy sposób na wyrażenie przez obywateli woli, obligującej polityków. Jednak w 2023 r, kiedy to Kukiz wywalczył w barwach PiS kolejny mandat poselski, ta właśnie partia specjalnie ogłosiła referendum w jednym terminie z wyborami, ażeby zatrzeć ograniczenia, w tym finansowe, dotyczące kampanii wyborczej. Billboardy i reklamy, na jakie wydano niemal 4,7 mln zł pochodzące z Fundacji Orlenu, nominalnie zachęcały do głosowania w referendum w taki sposób, jak podpowiadał PiS, a nie w wyborach na tę partię. Termin wyborów i referendum był jednak ten sam, urny stały w tej samej komisji, więc mechanizm “przekrętu na demokrację bezpośrednią” pozostaje czytelny.

Bogatsza od nas Korea też ma kłopot z czebolami

Podobny jak Polska z koncernem paliwowym Orlenem kłopot ma ze swoimi czebolami, wielkimi firmami państwowymi, traktowanymi przez polityków jak łup. od wielu dekad Korea Południowa. Gospodarczo potężniejsza od nas, skoro dopiero do udziału w gronie G-20 aspirujemy, a producenci Kii i Samsunga od dawna pojawiają się jako uczestnicy na szczytach tej właśnie grupy. Żadne to jednak pocieszenie, że podobnych relacji nie potrafią uregulować mocniejsze od nas kraje. Przed wyborami z 2023 r. Fundacja Orlen uprawniona do działalności charytatywnej, szeroko chwaliła się, jak rozdaje pieniądze ochotniczym i państwowym strażom pożarnym i finansuje ekspozycje muzealne, warsztaty “doskonalące” w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego, imprezy sportowe w tym dla niepełnosprawnych, świetlice socjoterapeutyczne oraz kawiarnie społeczne i prowadzi szkolenia dla organizacji pozarządowych. Natomiast dosypanie środków do funduszu kampanii przed referendum, którego termin pokrywa się z wyborami – to już złamanie prawa. Według stawiającej zarzuty prokuratury, prezes nadużyła prawa, bo nie są to działania charytatywne. 

Wiele też mówi porównywanie wyasygnowanych kwot. Na kampanię “4x NIE” poszło z Fundacji Orlen, o czym już była mowa – prawie 4,7 mln zł. Natomiast na stypendia dla kształcących się u nas studentów z polskich rodzin na Wschodzie orlenowa fundacja pani Katarzyny, gdy koncernem rządził prezes Daniel Obajtek, przeznaczała  co miesiąc po 800 zł dla każdego z 44 beneficjentów programu. Jeszcze jakieś pytania?  – chciałoby się podsumować.  

Prezeskę Fundacji Orlen musimy nazywać Katarzyną R. Prawo polskie chroni bowiem absurdalnie nawet schwytanych niemal wprost za rękę sprawców przestępstw gospodarczych, podobnie jak patologicznego mordercę portierki z Uniwersytetu Warszawskiego każe tytułować Mieszkiem R, chociaż wszyscy i tak wiedzą, o kogo chodzi. Za to nazwiska osób, które przeszły przez upadłość konsumencką, zezwala podawać w ogłoszeniach w pełnym brzmieniu, chociaż nie są skazane ani nawet obwinione co najwyżej przeliczyły się z własnymi siłami. Dziennikarz jednak, nawet jeśli szczegółowy przepis prawny uznaje za absurdalny, występując w interesie publicznym nie powinien  prawa łamać. Co nie znaczy, że nie wolno nam się odwołać do inteligencji Państwa Internautów oraz możliwości współczesnej informatyki, bo popularny wujek Google też strażnikiem demokracji pozostaje. Nie złamie reguł prawa a pewną podpowiedź stanowi wskazanie, że zapewne pisowscy bossowie od kampanii wykorzystujący w niej fundację i prezeskę  wyszli z założenia, że nie czas żałować róż, gdy płoną lasy.

Reszta należy już do wyszukiwarki.   To taki rebus, powiedzmy. Jakie prawo, taka zagadka.  Mechanizm afery odtworzył. a to, co ustalił, podał do wiadomości publicznej czołowy dziennikarz śledczy Wojciech Czuchnowski (w “Gazecie Wyborczej” z 4 marca 2026).  Opinia, że zmierzamy do happy endu nie tylko w tej sprawie, wydaje się jednak na wyrost. Pomimo niekorzystnego dla PiS wyniku wyborów z 15 października 2023 r. i nieudanego referendum w tym samym dniu – co oznacza, że obywatele potrafią ziarno od propagandowych plew oddzielić – naganne praktyki, które wtedy doprowadziły do szerokiego społecznego sprzeciwu oraz obywatelskiego, z duchem i literą demokracji zgodnego, buntu przy urnach, owocującego rekordową 74-procentową frekwencją w głosowaniu do Sejmu, nie przeszły wcale do historii. Podobne zachowania decydentów wciąż infekują życie publiczne. Nie ma co się pocieszać, że mniejsze pieniądze wchodzą w grę. Nawet jeśli tak jest rzeczywiście.

Promocja hejtu zamiast literatury, a pisarze sobie poradzą, czyli mecenat Kidawy-Błońskiej

 Senat, już obecnej kadencji, przyznał prawie 58 tys zł przeznaczonych na promowanie naszej kultury wśród Polonii na zorganizowanie spotkań w Londynie, w trakcie których nie będąca pisarką Aleksandra Sarna prezentowała publikacje pod tytułem “Alfons” (o obecnym prezydencie) i “Debil” (o poprzednim), nie mające z literaturą piękną nic wspólnego. Brylowała także wśród tamtejszych Polaków Klementyna Suchanow, nie twórczyni, lecz aktywistka radykalnych ruchów antypisowskich. Aby wyłudzić pieniądze, organizatorzy tych pseudoliterackich londyńskich czwartków, we wniosku o przyznanie dotacji posłużyli się nazwiskami prof. Normana Daviesa, który udziału w spotkaniach odmówił (bo obawiał się, że ich cele są niecne) oraz Jakuba Żulczyka, który nic o nich nie wiedział, podobnie jak jego agent literacki, ani nikogo do użycia go nie upoważniał. Gdy aferę senacką ujawnił dziennikarz śledczy Szymon Jadczak, wcześniej demaskator gangsterskich praktyk kiboli krakowskiej Wisły, pieniądze zwrócono [2]. 

Marszałkini Małgorzata Kidawa-Błońska uznaje, że to kończy sprawę, my jesteśmy innego zdania. O złowrogich zachowaniach w Senacie mówił w tej kadencji zastępca Kidawy, tyle, że z Polskiego Stronnictwa Ludowego a nie Koalicji Obywatelskiej, Michał Kamiński. Nietrudno prześledzić, jak praktyka odbierania pieniędzy na kulturę artystom i rozdawania ich zawodowym nienawistnikom, byle z własnej opcji politycznej, ma się do wcześniejszych zapowiedzi polityków obozu obecnie rządzącego, w tym samej Kidawy-Błońskiej [3].      

W obecnym Sejmie marszałkiem z woli demokratycznej większości, chociaż zupełnie nie jej wyborców (poparcie dla Lewicy w sondażach waha się bowiem od 4 do 8 proc) pozostaje bohater afery Lwa Rywina – Włodzimierz Czarzasty. Zaś ulubieńcem premiera Donalda Tuska oraz jego faworytem w klubie parlamentarnym Koalicji Obywatelskiej – adwokat jego rodziny i bohater afery Polnordu Roman Giertych.  Nie wróży to skutecznego rozliczenia poprzednio sprawujących władzę ani rozplątania pisowskiej pajęczyny korupcyjnej, bo też tytuł moralny do podobnych działań wydaje się znikomy.                                                                                          

Kruk krukowi… czyli Kurski na wolności, zamiast tam, gdzie być powinien

Nawet Jackowi Kurskiemu, nie korzystającemu z immunitetu, bo wyborcy PiS nie chcieli go w Parlamencie Europejskim,  powszechnie znienawidzonemu byłemu prezesowi TVP – nie postawiono zarzutów, chociaż powodów nie brakuje. Wraz z emigrancką prosperity byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz jego zastępcy Marcina Romanowskiego na Węgrzech, autorytarnie rządzonych przez dawnego stypendystę George’a Sorosa – Viktora Orbana, wytwarza to wrażenie, że obie główne partie, głośno się zwalczające, chronią zarazem dyskretnie siebie nawzajem. Kruk krukowi…   Napędza to zwolenników obu Konfederacjom, które zachowują ten walor, że jeszcze nie rządziły.Znany song Wojciecha Młynarskiego, pochodzący jeszcze z czasów PRL głosił, że najtrudniej rozpoznać bandytę, gdy dokoła są sami szeryfi. Kiedy patrzy się na Ziobrę, co czmychnął na Węgry, Giertycha jako szefa samozwańczego zespołu do zbadania pisowskich afer, chociaż niedawno ten sam mecenas był zastępcą Jarosława Kaczyńskiego w rządzie PiS – słowa te przybierają kształt realny. I przypominają się “Terroryści”, wnikliwa sztuka Ireneusza Iredyńskiego, gdzie jak pamiętamy szef służb bezpieczeństwa i lider partyzantki miejskiej spotykają się po godzinach pracy, by ze spokojem i rzeczowo podzielić wpływy i rozprowadzić życie publiczne. 

Nawet jeśli “w realu” rzecz nie wygląda w podobny sposób, zwykli ludzie tak to właśnie odbierają. Demokracja, zwłaszcza słaba, wcale podobnych mechanizmów nie eliminuje. Naiwnością byłoby przeświadczenie, że obecni działacze partyjnych młodzieżówek wzorują się na Janie Pawle II czy choćby Lechu Wałęsie, Nelsonie Mandeli czy Vaclavie Havlu, jednym słowem charyzmatycznych przywódcach, którzy na lepsze zmienili oblicze świata. Obawiać się wypada, że do ich wyobraźni mocniej przemówi bardziej przyziemny przykład dawnej działaczki harcerskiej z trzema mieszkaniami w stolicy i działką tuż obok. Wszystko to za jeden podpis pod cudzą decyzją. Widzimy, co się najlepiej opłaca w polityce…      

[1] Girl Guide, film fab. prod. pol z 1995, data premiery 8 lutego 1996, reż. Juliusz Machulski, wyk. Paweł Kukiz, Renata Gabryjelska, Tomasz Tomaszewski, Władysław Trebunia-Tutka i in.

[2] por. Szymon Jadczak. Literatura bez literatów czyli jak Senat wydał pieniądze na spotkania-widmo. Wirtualna Polska wp.pl z 26 października 2025; zob. też: Afera senacka PNP 24.Pl z 26 października 2025[3] por. m.in: Iwo Kijewski, Łukasz Perzyna, Julia Krakowiak. Rozmowy z ideą. Wydawnictwo Naukowe FNCE, Poznań 2021

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 5

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here