Andrzej Kieryłło, strateg polityczny, w rozmowie Łukasza Perzyny
– W obecnej sytuacji rządzący zwłaszcza Koalicja Obywatelska zmuszeni są manewrować pomiędzy dwiema rafami: aferą w Szpitalu Południowym i problemem z Ukrainą przez sąsiadów spowodowanym upamiętnianiem UPA. Jak uniknąć rozbicia się o skały?
– To dwie kategorie zagrożeń. Pierwsze, jeśli chodzi o aferę szpitalną – poza zrozumiałym oburzeniem wygórowanymi zarobkami za fikcyjne dyżury, łączy się z pewnego rodzaju histerią. Nie chodzi już o złamanie zasad, ale udział funkcjonariuszy partyjnych w całym procederze.
– Emocje są zrozumiałe, jednak z dnia na dzień ochrony zdrowia się nie uzdrowi?
– System finansowania służby zdrowia pozostaje patologiczny, co stanowi oczywiste wyzwanie. Ile pieniędzy by służba zdrowia nie dostała, tyle przepali, wyda pospiesznie i dalej szpitale będą zadłużone. Dlatego skoro ludzie wiedzą, że w ogóle w służbie zdrowia dzieje się źle, bulwersują ich konkretne sprawy, w których dostrzegają złą wolę. Salonik VIP w Szpitalu Południowym, nawet jeśli tak naprawdę była to bardziej osobna poczekalnia niż cały SOR dla wybranych, za żółtymi firankami – to rzecz, której istnienie uderza w ambicje elektoratu liberalnego, demokratycznego. Taki wyborca nie lubi, kiedy ktokolwiek się bezzasadnie wywyższa, nigdy nie zaakceptuje, by przedstawicieli władzy czy centralnej czy samorządowej traktowano specjalnie. Widzą zresztą, jaka to władza. Inny poziom reprezentowali rządzący, gdy wśród sprawujących władzę znajdowali się bohaterowie zwycięskiej walki o wolność, znani z opozycji antykomunistycznej. Z czasem zastąpili ich jednak ci, którzy przez wyborców uznawali są za spryciarzy. Mężów stanu nie widać.
– Nie pojawią się z dnia na dzień. Jak w tej sytuacji władza ma postępować, żeby nie oddać władzy PiS za półtora roku?
– Gdybym miał obecnej władzy doradzać, radziłbym jej ludziom, żeby stanęli na czele odnowy. Nawet jeśli z dzisiejszej perspektywy wydaje się to trudne. I widzimy, że odwołanie dwóch zastępczyń Rafała Trzaskowskiego, pań wiceprezydent Warszawy – nastrojów nie tonuje, bo ludziom nie wystarcza. Najdalej idący scenariusz pozytywny mógłby zakładać, że to ludzie Koalicji Obywatelskiej stają na czele akcji społecznej na rzecz zorganizowania w Warszawie referendum w celu odwołania Trzaskowskiego. Skoro to ostatnie i tak nastąpi, a po tym, co stało się w Krakowie gdzie prezydent Aleksander Miszalski stracił stanowisko w referendum po wezwaniach KO do bojkotu głosowania- wiemy, że tak się zdarzy także w stolicy. W tej sytuacji warto poświęcić Trzaskowskiego, by w przyszłym roku nie oddać Prawu i Sprawiedliwości władzy w kraju. Spryt, jaki cechuje dominujące obecnie pokolenie polityków, pozwala na realizację podobnego scenariusza.
– Sprawa z nadaniem przez Wołodymyra Zełenskiego jednemu z batalionów imienia “bohaterów UPA” wydaje się zupełnie inna, bo nie wynika z błędów osób rządzących Polską? Jest odbierana jako naruszenie naszej godności narodowej, uwłaczanie pamięci ofiar rzezi wołyńskiej?
– Jest odbierane… bo tak musi być odbierane. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której wdzięczność Ukraińców zamieniona została ma pretensje. Problem Zełenskiego polega na tym, że u nich w Ukrainie akurat UPA nie jest odbierana przez pryzmat Polski i Polaków ani naszych stosunków wzajemnych. Dla nich to obok wielkiego głodu lat 30. jako doświadczenia martyrologicznego – kolejny symbol, tym razem walki militarnej z Sowietami. A kolejne posunięcia, zaogniające spór, tracą wartość. Trudno przesadnie grać na ambicjach narodowych, bo interes Polski wciąż wiąże się z sojuszem z naszym wschodnim sąsiadem, co niezbędne, by powściągnąć rosyjską ekspansję. Sojusz Polski z Ukrainą tak jak wcześniej w historii daje nam szansę, żeby stać się mocarstwem na regionalną miarę w Europie Środkowo-Wschodniej. Dzięki niemu stać się możemy z czasem potentatem o silnej armii, na tyle mocnej, żeby ani Władimir Putin ani żaden jego następca u władzy na Kremlu, żadnego z naszych państw nie odważył się w przyszłości atakować. Taki kierunek jest jednak nie na rękę wszystkim. Zarówno Niemcy jak Amerykanie wolą Polskę słabszą i bardziej od nich uzależnioną, także jako przedmiot ekonomicznej eksploatacji. Pozostaję przekonany, że prezydent Karol Nawrocki swoje decyzje, zwł. dotyczące odebrania Zełenskiemu orderu Orła Białego, konsultował z Amerykanami, trudno wręcz sobie wyobrazić, żeby było inaczej. Ale to, co najlepsze dla USA, niekoniecznie musi być zarazem dobre dla Polski. Ze smutkiem patrzę na kolejne posunięcia Nawrockiego w tej sprawie. Oczywiście głównym beneficjentem każdego sporu Polski z Ukrainą, również tego o historię z lat. 40, pozostają Rosjanie. Trudno się więc dziwić, że tak wiele pojawia się dziwnych elementów wyostrzenia sytuacji, politycznie bezsensownych i nie wiadomo, przez kogo inspirowanych. Gdy powstanie trwały polsko-ukraiński sojusz geopolityczny, Rosja, przynajmniej ta putinowska, zaczepna i imperialna – zostanie wypchnięta z Europy. Na Kremlu doskonale o tym wiedzą, więc starają się do tego nie dopuścić. Aż wyją, żeby tylko polsko-ukraiński spór podgrzewać. Zaś my nie musimy im w tym pomagać albo wręcz wyręczać.