Po zamachu na krakowskim Rynku Głównym wiemy wystarczająco wiele, żeby stwierdzić, że Polska po raz pierwszy w swojej historii stała się celem ataku terrorystycznego. Dotychczas Polacy ginęli z rąk terrorystów, ale za granicą: w nowojorskich wieżach WTC, pociągach w Hiszpanii czy w Londynie. Na wszelkie władze i służby nowa sytuacja nakłada oczywiste nowe obowiązki, a od polityków oczekiwać należy porzucenia tematów zastępczych.
W chwili gdy piszę te słowa wiemy, że zginęło pięć osób, zwyczajnych przechodniów. Zabił ich z broni długiej ubrany po wojskowemu morderca kierujący czarnym Subaru, w aucie miał więcej sprzętu do zabijania. Został zraniony i zatrzymany, obezwładnił go bohatersko ranny wcześniej policjant.
Wiemy wystarczająco dużo, aby wszelkie swary wewnętrzne składające się jeszcze dzień wcześniej na polską politykę przestały mieć znaczenie, co i tak oczywiste dla wstrząśniętej zdarzeniami na krakowskim rynku opinii publicznej.
Zabójca został schwytany, teraz badać przyjdzie jego powiązania. Nie motywacje, bo te pozostają oczywiste: wzbudzenie strachu w nas wszystkich. Przypomnieć wystarczy słynny wiersz mieszkanki Krakowa i laureatki Literackiej Nagrody Nobla Wisławy Szymborskiej “Terrorysta, on patrzy”.
Policjanci nie pozwolili uciec zabójcy. Ludzie po tragedii nie tratowali się nawzajem w panice. Pokazuje to, że Polacy w całkiem nowej sytuacji potrafią zachowywać się roztropnie, co stanowi czytelny sygnał dla tych, co mordercę wysłali, że pełni zamierzonego celu nie udało im się osiągnąć.
Służbom pozostaje teraz odtworzenie i ujawnienie powiązań mordercy. Na władzy spoczywa obowiązek zabezpieczenia obywateli przed kolejnymi atakami. Od mediów z kolei warto oczekiwać nazywania rzeczy po imieniu, czemu nie służą eufemizmy już się pojawiające. Śmierć na Rynku w Krakowie siał nie żaden “sprawca”, bo tak określa się kierowcę, który spowodował wypadek drogowy – lecz morderca z premedytacją. Nie wypada też zabitych przez niego określać mianem przypadkowych przechodniów, bo w toczonej przez terrorystów walce nie ma ofiar z przypadku.