Zielone ludziki i wydmuszka Trybunału

0
2

Pomimo realnej groźby pełnoskalowego konfliktu z Kremlem – Nawrocki wybiera wojnę kokoszą

W dniu, w którym ujawniono prowokacyjne działania Rosjan na granicy obwodu kaliningradzkiego z naszym województwem warmińsko-mazurskim i wysłano tam elitarną jednostkę GROM – Karol Nawrocki zaczął Radę Bezpieczeństwa Narodowego, co wypełniło jawną jej część, od obrony takiego kształtu Trybunału Konstytucyjnego, w jakim pozostawiły ten organ rządy Prawa i Sprawiedliwości. Dowodzi to nikłych predyspozycji głowy państwa w kwestiach obronnych, a chociaż uprawnienia prezydenta są skromne, to w tej akurat dziedzinie – najszersze.

Groźby gorącej wojny nie lekceważą liderzy ani dyplomaci innych państw NATO, w tym Stanów Zjednoczonych jako naszego największego, chociaż za kadencji Donalda Trumpa nieobliczalnego niestety sojusznika. Trudno się więc dziwić, że opinię publiczną zelektryzowały potwierdzone przez premiera Donalda Tuska wiadomości o nieprzyjaznych działaniach rosyjskich wojsk i służb – bez dystynkcji – na granicy z Polską. Wiemy wciąż wprawdzie niewiele, ale wystarczająco, żeby się niepokoić. Polacy jak zwykle – piszę tu o zwyczajnych obywatelach a nie klasie politycznej – zachowują się odpowiedzialnie i nie ulegają panice. Co najwyżej, podobnie jak po wlocie do Polski rakiety w listopadzie 2022 r. czy “nocy dronów” w trakcie której we wrześniu ub. r. w naszej przestrzeni powietrznej znienacka znalazło się ich około dwudziestu – zakupy w spożywczakach robiliśmy na zapas, nie tłocząc się jednak przy tym, nie popychając ani nie złorzecząc. Jeśli ująć rzecz najkrócej, zwyczajni Polacy nie ulegli pokusie, by tego dnia zachować się jak z piątku na sobotę Nawrocki w Trybunale Konstytucyjnym.

Nie trzeba wcale być zaprzysięgłym zwolennikiem Tuska, który zresztą w ostatnich dniach również testował naszą cierpliwość, żeby dostrzec coś absurdalnego w wystąpieniu Nawrockiego nie tylko inaugurującym posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, ale wyczerpującym jego otwartą część. Temat Trybunału Konstytucyjnego okazał się dla prezydenta ważniejszy od akcji Rosjan na naszej północnej granicy. Chociaż sama nazwa gremium, które obradowało, ale też zdrowy rozsądek powinny obligować do przyjęcia odmiennej hierarchii wydarzeń.

Dowiadujemy się, że kremlowskie służby planowały wysłanie do Polski “zielonych ludzików” na motocyklach terenowych, zdolnych szybko się przemieszczać i dokonywać aktów sabotażu. Z kolei odczytane już scenariusze prowokacji rosyjskich zakładały wnikanie do Polski po to, żeby od nas wystrzelić drony w kierunku Litwy lub samej Rosji. 

Tymczasem prezydent, zamiast o tym rozprawiać, broni pisowskiego pyknika Bogdana Święczkowskiego, byłego szefa pisowskich służb specjalnych, przed wyłonioną teraz i sprzyjającą Tuskowi większością sędziów w Trybunale Konstytucyjnym. Chodnik przy Alei Szucha, gdzie gromadzą się harcownicy Prawa i Sprawiedliwości okazuje się cenniejszy od granicy państwa. Ideał prezydentury mądrej i odpowiedzialnej dosłownie sięgnął więc bruku i nie usprawiedliwiają Nawrockiego ani błędy poprzedników, ani jego wciąż stabilnie  wysokie notowania w opinii publicznej. Miary racji stanu nie buduje bowiem popularność, ani nawet zaufanie potwierdzane w sondażach.  

Za rządów Zygmunta Starego szlachta, zwołana na pospolite ruszenie pod Lwowem w 1537 r., zamiast iść w pole przeciw wrogiemu Polsce hospodarowi wołoskiemu, wszczęła rokosz pod pretekstem krytyki doprowadzenia przez króla i jego żonę Bonę Sforzę do elekcji vivente rege (czyli za życia władcy) ich syna i następcy Zygmunta Augusta. Na wojnę szlachcice nie poszli, zamiast tego wyrzynali drób w okolicznych wsiach i obżerali się ponad miarę, stąd ironiczna nazwa “wojna kokosza”. Od tego momentu wszystko w historii Polski poszło już gorzej: Zygmunt August wprawdzie na tron wstąpił, jednak okazał się ostatnim z Jagiellonów, zaś kolejni elekcyjni tylko władcy z wyjątkiem Stefana Batorego i Jana Sobieskiego nie kojarzyli się już z roztropnością ani potęgą następców Władysława Jagiełły. Nawrocki, z wykształcenia historyk, powinien wiedzieć , w jaką tradycję się wpisuje.

Podczas meczu gdańskiej Lechii ze skierniewicką Unią kibole tej pierwszej uczcili obecnego na trybunach Nawrockiego owacją, rezerwowaną zwykle tylko dla piłkarzy. Nie było to jednak nawet spotkanie ekstraklasy, tylko tzw. pierwszej ligi, wcześniej bardziej zasadnie nazywanej drugą, co lepiej oddaje hierarchię rozgrywek. Gorzej pójdzie Nawrockiemu na dyplomatycznych salonach, gdzie popychania kobiet – czego dopuścił się wobec Anny Korwin-Piotrowskiej – raczej się nie toleruje. Wzbudza to uzasadnioną troskę nie tyle nawet o respektowanie naszych interesów, co o poważne traktowanie nas na arenie międzynarodowej.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here