Karol Nawrocki w dniu swojej inauguracji w Zgromadzeniu Narodowym niczym nie zaskoczył opinii publicznej. Za to wobec wcześniejszych obaw cieszyć się wypada, że nie dopełnił się żaden czarny scenariusz związany z możliwym kwestionowaniem niedawnego wyniku wyborów prezydenckich.
Polacy mają prezydenta, jakiego sami sobie wybrali, na Nawrockiego głosowało przecież prawie 11 milionów obywateli. Pokonał przewagą niespełna 370 tys głosów kandydata obozu władzy: zastępca premiera Donalda Tuska w partii Platforma Obywatelska – Rafał Trzaskowski okazał się z rozmaitych względów niewybieralny. Nie pokazał charyzmy ani nie zademonstrował genu przywództwa. Tyle, że u Nawrockiego – kandydata PiS przedstawianego jako obywatelski – podobnie trudno ich się doszukać. Nie o jego osobiste przymioty jednak chodzi. Polacy zamanifestowali bowiem 1 czerwca br. sprzeciw wobec braku wypełniania przez demokratycznych polityków obietnic wyborczych złożonych przed 15 października 2023 r, kiedy postawili na zmianę, odsuwając po 8 latach PiS od władzy. Teraz karta się odwróciła, nawet jeśli układ sił na szczytach się nie zmienił, bo rządzi wciąż PO-KO z koalicjantami a prezydentura pozostaje domeną PiS już trzecią kolejną kadencję.
Premiera bez historii
Data 6 sierpnia 2025 w żaden sposób nie zapisze się w polskiej historii. Dr Nawrocki pojechał do gmachu Sejmu, złożył ślubowanie prezydenckie przed Zgromadzeniem Narodowym. Powiedział swoje. Nie porwał opinii publicznej, poza zadeklarowanymi zwolennikami własnego obozu politycznego. Wszystko to technikalia tylko. A ściślej – technologia polityki. O ile premierowi Tuskowi zarzucić można zasadnie, że zamiast rządzić państwem administruje – u nowego prezydenta jeszcze trudniej dopatrzyć się przekonującej wizji. Odkurza raczej dawne pisowskie projekty, jak ten Centralnego Portu Komunikacyjnego, zresztą wcale przez Tuska nie zarzucony.
Roztropnie za to Karol Nawrocki rusza w Polskę, najpierw do Kalisza i Kolbuszowej, gdzie będzie przez swoich – a raczej pisowskich – zwolenników fetowany. Do tej pory prezydenci po wyborze przedstawiali harmonogram wizyt zagranicznych. Nawrocki zaczyna od kraju i ma rację. Bo dyplomacja nie tylko jego elektorat mniej obchodzi niż ceny w Lidlu i Biedronce, które gadając z ludźmi nowy szef państwa będzie mógł skomentować na bieżąco. Wina Tuska – to już znamy, a śpiewną interpretację tej wykładni zdążył dać nam jeszcze niezapomniany Wojciech Młynarski.
Pizza z Jagodna wystygła a innych dań nie widać
Winą Tuska niewątpliwie pozostaje, że rządząca po 15 października 2023 r. a ściślej od grudnia tamtego roku koalicja demokratyczna nie chce lub nie umie odejść od swarliwości i akcyjności polskiej polityki.
Słynna pizza z Jagodna, dowożona głosującym z tej wrocławskiej dzielnicy przez ludzi dobrej woli – wystygła już dawno. A nowych dań w karcie nie widać.
Z chaosu i sumy zaniechań rządzących wyłonił się zwycięzca wyborów prezydenckich Karol Nawrocki. Jeszcze w listopadzie ub. r. rozpoznawalny jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej przez raptem 39 proc Polaków, teraz cieszy się zaufaniem 47 proc z nas. Ale kolejne 46 proc traktuje go nieufnie.
Nawrocki ma kadencję dłuższą niż wszyscy jego rywale. Przed nim co najmniej pięć lat prezydentury. Spieszyć się nie musi. Teraz denerwują się inni. Również Tusk, któremu za dwa lata przyjdzie poprowadzić swój obóz do kolejnych wyborów – parlamentarnych, z balastem przegranej kampanii prezydenckiej, w której zresztą Trzaskowskiego nawet szczerze nie wspierał.
Kto wzbudza emocje, ten wygrywa
Tłumy zebrane na ulicach Warszawy 6 sierpnia nie potrzebowały od Nawrockiego żadnego odkrywczego przekazu, lecz wyłącznie utwierdzenia w wierze. Wielu przyjechało do stolicy po to, żeby być w gotowości do obrony wyniku wyborczego, gdyby źli liberałowie próbowali go ukraść. Szkolnym błędem Donalda Tuska pozostaje, że już po 1 czerwca – a właściwie po drugim, bo podczas wieczoru wyborczego i aż do północy “exit polls” okazywały się dla kandydata Trzaskowskiego korzystne – spuścił ze smyczy Romana Giertycha i zezwolił mu na paplaninę, jak to w komisjach wyborczych głosy fałszowali “rodacy kamraci”. Demokraci sami siebie zagonili do narożnika. Nie tylko na ulicach narracja pisowska niepodzielnie dominuje, niejako wbrew układowi sił w mediach głównego nurtu.
Z parlamentarnej trybuny Karol Nawrocki przyznaje, że Polska należy do Unii Europejskiej i w niej pozostać powinna. A zarazem zastrzega: tu jest Polska a nie Unia Europejska. W sferze faktów – a nie faktoidów, potocznie zwanych “fejk niusami”, to prawie to samo, co powtarzają rządzący krajem. Tyle, że jak głosi stara reklama komercyjna rodem jeszcze z lat 90. – “prawie czyni różnicę”.
Nawrocki odwołuje się do emocji i potrafi je z ludzi wykrzesać. Obóz rządowy – raczej do histerii, której fala szybko opada. Na pewno prezydent i tak stojący na czele rankingów zaufania do polityków – nie straci na podkreślaniu sprzeciwu wobec podziału na Polską A i B ani na wykazywaniu, że sędziowie nie są bogami. Trafnie rozpoznaje nastroje społeczne. Choć niewiele z tego wynika. Nowa konstytucja, za którą optuje, to tylko miraż – bo skąd wziąć większość, zdolną ją uchwalić. Swoją drogą mało kto się spodziewał, że Nawrocki powie w Zgromadzeniu Narodowym coś nadzwyczajnego.
Przed nami dwa lata do wyborów, jeśli założyć, że odbędą się w terminie, a słabość rządzących raczej brakowi przyspieszenia sprzyja. Dla świata polityki to dwa lata jej normalnego uprawiania, zanim przejdzie to płynnie w kolejną kampanię wyborczą. Dla zwyczajnych Polaków – dwa lata normalnego życia. Uruchomiony już mechanizm obciążania odpowiedzialnością za codzienne jego trudności obozu wygranych z 15 października 2023 r. działa na korzyść zwycięzcy z 1 czerwca i jego zaplecza. Nawet konkretne daty Polacy szybko zapomną, liczy się ogólne wrażenie. Nawrocki cieszy się dziś znacznym komfortem, chociaż nie musi to trwać w nieskończoność. Nie da za to zapomnieć, że układ sił na szczytach władzy wcale się nie zmienił: Karol Nawrocki objął prezydenturę nie po żadnym polityku liberalnym czy demokratycznym, lecz po Andrzeju Dudzie, wywodzącym się z tego samego obozu. Łatwiej mu będzie niż poprzednikowi z paru względów: dwie kadencje Dudy przypadły na czas pandemii koronawirusa oraz wojny w Ukrainie, skutkującej exodusem uchodźców do nas. W dodatku prezes Jarosław Kaczyński jest o 10 lat starszy, niż kiedy Duda pierwszy swój prezydencki mandat zaczynał, co wpływa na jego powszechnie znaną skłonność do dominowania, choć jej oczywiście nie unieważnia. Zaś Nawrocki sprawia wrażenie ambitniejszego od poprzednika, co nie musi od razu owocować samodzielnością w podejmowaniu decyzji, ale zwiększa szansę, że się na nią wybije. I zamiast Nowogrodzkiej zacznie radzić się wypróbowanych sparingpartnerów z Trójmiasta. Cechy Nawrockiego, które w kampanii uznawaliśmy za niebezpieczne, teraz mogą mu się przydać do tego, by nie pozostał figurantem. Nie uśmiecha mu się być może, by tytułowano go – jak poprzednika – notariuszem czy nawet długopisem Kaczyńskiego.
Deszyfracja przyszłych zachowań Nawrockiego stanowi zadanie niełatwe. I wymaga połączenia wiedzy z dziedziny technologii politycznej i psychologii. Znów powtórzyć wypada, że takiego prezydenta Polacy sobie wybrali. Obóz demokratyczny swoim zwolennikom zadania nie ułatwił, wystawiając kontrkandydata, którego kampanię skutecznie zatopił jeden worek kartofli, przytargany przez posłankę Koalicji Obywatelskiej Kingę Gajewską z pogardliwą dezynwolturą do hospicjum Domu Pomocy Społecznej w Nowym Dworze Mazowieckim.
To już przeszłość. Strateg polityczny Andrzej Kieryłło, współtwórca sukcesów Jana Olszewskiego w wyborach prezydenckich i AWS w kampanii samorządowej, wskazał niedawno w PNP 24.PL, że Nawrocki uczy się szybko, co w niedawnym wyścigu o prezydenturę udowodnił. Demokratom pozostaje więc za nim nadążyć, zwłaszcza, że w odróżnieniu od prezydenta czasu mają coraz mniej. A jeszcze na marudzenie o wyborczych fałszerstwach sporo go zmitrężyli. Nie widać innego wyjścia, w sytuacji, gdy wynik z 1 czerwca brutalnie zweryfikował przeświadczenie demokratów o własnej nieomylności. Kto się łudzi, temu pozostają tylko “exit polls”. A one, jak się tamtego czerwcowego wieczora przekonaliśmy, żyją przez parę godzin zaledwie, krócej niż jętka jednodniówka.
