Mocne słowa okazują się tu całkowicie zbędne. Suchy opis faktów wystarczy. Senat przyznał prawie 58 tys zł pod pretekstem promowania kultury wśród Polonii na zorganizowanie w Londynie czwartków literackich, w trakcie których nie będąca pisarką Aleksandra Sarna prezentowała publikacje pt. “Debil” (o Andrzeju Dudzie) i “Alfons” (o Karolu Nawrockim), nie zaliczające się do literatury pięknej. Wystąpiła tam też Klementyna Suchanow, także żadna twórczyni, aktywistka Strajku Kobiet.
Wymienieni we wnioskach o dotację prawdziwi intelektualiści i artyści albo odmówili udziału w projekcie jak historyk prof. Norman Davies, albo nic o nim nie wiedzą jak prozaik Jakub Żulczyk, autor powieści “Kandydat”, wydanej na niedawne wybory prezydenckie, politycznej ale ambitnej, recenzowanej zresztą przez nas w PNP 24.PL.
Projekt firmowała Fundacja Otwarty Dialog. Wspomagać ją miało w realizacji wydawnictwo Meridian, co ostatnią publikację ogłosiło pięć lat temu. A w chwili, gdy czwartki miały się urzeczywistniać, zostało już zlikwidowane. Mamy więc do czynienia z oczywistą aferą. Pieniądze oficjalnie zarezerwowane na kulturę i jej promocję wśród Polaków za granicą, zmarnowano na zasilenie propagandystów od niewybrednego hejtu i zbędnych pośredników, z ewidentnym naruszeniem procedur.
Co zdumiewa, jeśli mieć na uwadze, że w Senacie rządy sprawują osoby, wywodzące się ze środowisk kultury i związek ten podkreślające.
Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska była wcześniej producentką filmową. Jej mąż nakręcił słynną “Różyczkę”. Wicemarszałek Rafał Grupiński to autor wielu cenionych książek krytycznych oraz tomów wierszy. Każde z nich musi wiedzieć, jaki poziom reprezentują publikacje Sarny i że Suchanow nie da się nazwać artystką ani intelektualistką.
Aferę z wydaniem na propagandzistów i cwaniaków pieniędzy, zarezerwowanych na upowszechnianie kultury wysokiej ujawnił Szymon Jadczak. Dziennikarz śledczy, wcześniej skutecznie tropiący gangsterskie powiązania pseudokibiców Wisły Kraków. Znalezienie się teraz na jego celowniku w takim właśnie towarzystwie uznać wypada za wyjątkowo upokarzające dla obojga wymienionych w poprzednim akapicie luminarzy. Chyba, że ich po prostu przeceniam. Do opisu sytuacji pasuje jedno słowo: wstyd.