Anna Anders jest gotowa do zastąpienia Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w kolejnej kadencji Senatu w fotelu marszałka. Na jej kandydaturę wstępnie zgadzają się politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz obu Konfederacji: Sławomira Mentzena i Korony Polskiej Grzegorza Brauna, pertraktujący w sprawie uzgodnienia poparcia przez te trzy ugrupowania dla pretendentów do Senatu, żeby nie rozbijali głosów sobie nawzajem.
Podobny Pakt Senacki skutecznie zawarły w 2019 r. ugrupowania demokratyczne (Platforma a obecnie Koalicja Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe i Nowa Lewica). Pozwoliło im to w “izbie refleksji” uzyskać większość i wybrać na marszałka Tomasza Grodzkiego, chociaż w Sejmie PiS zdobyło wtedy liczbę mandatów, pozwalających drugi raz na samodzielne rządzenie bez koalicjanta. Wygraną demokratów do Senatu nazywano nawet “efektem Olgi Tokarczuk”, bo tuż przed wyborami nadeszła wiadomość o przyznaniu znakomitej pisarce Nagrody Nobla, co zmobilizowało do głosowania inteligencję, popierającą demokratycznych kandydatów. Po wyborze ma marszałka prof. Grodzki spotkał się z noblistką jako jedyny wówczas polski polityk. Pakt Senacki demokraci powtórzyli jeszcze w 2023 r. już z udziałem formacji Szymona Hołowni, ale kolejna ich wygrana nie miała podobnego rezonansu, bo także w Sejmie większość mandatów zdobyła koalicja nazwana później od daty wyborów: 15 października.
Arytmetyka zachęca…
Teraz tej samej sztuki uzgadniania kandydatów zamierzają spróbować trzy pretendujące do przejęcia władzy partie prawicy: PiS, Konfederacja oraz Konfederacja Korony Polskiej.
Wstępnie kandydatura na marszałka Senatu Anny Anders, córki generała Władysława Andersa i byłej ambasador Polski we Włoszech za rządów PiS, nie wzbudza oporu.
Żeby jednak to stanowisko objęła, uzgodnieni kandydaci trzech partii muszą mieć większość w “izbie refleksji” jak niekiedy w wyszukany sposób nazywa się Senat.
Arytmetyka wynikająca z sondaży prezentuje się dla takiego sojuszu zachęcająco. Jeśli PiS i obie Konfederacje uzgodnią między sobą kandydatów, tak, by nawzajem nie rywalizować – wspólnie wskazani pretendenci mogą objąć nawet 55 ze 100 mandatów senackich.
…czasem jednak nie opłaca się wygrywać
Problem w tym, że nie wszystkim się to opłaca. Prawo i Sprawiedliwość musiałoby wtedy oddać partnerom, co nieuniknione, część “miejsc biorących” do Senatu z okręgów, gdzie wyborcy skłaniają się zwykle do popierania prawicy. A z badań dotyczących z kolei szans do Sejmu wynika, że PiS posłów wprowadzi nie więcej niż w obecnej kadencji. Ustępowanie mandatów innym grozi pogłębieniem frustracji partyjnego aparatu.
Z kolei głosy posłów obu Konfederacji ważą więcej, jeśli mogą posłużyć, przy posiadaniu większości w Sejmie przez PiS, do odrzucania przez nią weta senackiego, gdy “izbę refleksji” zdominują demokraci. Do odrzucenia weta lub poprawek do ustaw, na których przyjęciu PiS zależy, niezbędna jest wtedy bowiem większość bezwzględna. Z perspektywy wagi głosów w Sejmie żadnej z Konfederacji nie opłaci się – choć brzmi to paradoksalnie – stanie się częścią zwycięskiej większości senackiej.
W dodatku o ile koalicję rządową z obu Konfederacjami: Mentzena i Brauna, Jarosław Kaczyński ogłosić może dopiero po wyborach lub nawet w dużo jeszcze późniejszym czasie, jak kiedyś sojusz z Samoobroną Andrzeja Leppera i Ligą Polskich Rodzin Romana Giertycha – to z oczywistych względów zawarcie odpowiednika paktu senackiego przez prawicę oznacza uznanie jednej i drugiej Konfederacji za aliantów jeszcze w kampanii wyborczej. A to już – zwłaszcza w wypadku Brauna – może wystraszyć umiarkowanych wyborców i zniechęcić ich do głosowania na listę PiS w wyborach do Sejmu, które rozstrzygną bezpośrednio o tym, kto rządzić będzie Polską od jesieni 2027 roku.
Wszystko to sprawia, że Anna Anders nie może czuć się zbyt pewnie w roli kandydatki na marszałka Senatu, nawet jeśli na razie jej osoba nie wzbudza sprzeciwu w toczących się pertraktacjach. A poza tym najpierw trzeba te wybory wygrać, co z perspektywy PiS i sojuszników wcale nie wydaje się oczywiste. Zwłaszcza, że swarliwość samego Kaczyńskiego i nieobliczalność jego potencjalnych politycznych partnerów pozostają powszechnie znane. Niejedną już rozbiły obiecującą z pozoru konstrukcję polityczną.