Polskie Stronnictwo Ludowe, którego lider i zarazem minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił kolejny projekt ustawy, dotyczącej finansowania zbrojeń, chce przerwać postrzeganie tej sprawy jako ping-ponga między bliskim PiS prezydentem Karolem Nawrockim a marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym z Nowej Lewicy.
To już trzeci projekt w tej kwestii. Pierwszy, zgłoszony przez koalicję rządową i dotyczący wprowadzenia unijnego “instrumentu” SAFE dającego Polsce 180 mld zł na zbrojenia zawetował prezydent Nawrocki. Zgłosił własny, zakładający użycie do tego samego celu nie pożyczki z Unii Europejskiej lecz zysków Narodowego Banku Polskiego, w ostatnich latach… ponoszącego straty. Z kolei temu przedłożeniu Czarzasty nie nadał nawet numeru druku sejmowego, jako sprzecznemu z Konstytucją, co przesądza, że parlament nie będzie na nim pracować. Ruch Kosiniaka-Kamysza oznacza z kolei salomonowe rozwiązanie: kolejna wersja “SAFE zero procent” zachowuje główne tezy zatrzymanego projektu prezydenckiego, ale nie przyznaje Nawrockiemu władztwa nad wydawaniem środków na obronę, a możliwość taką Czarzasty uznawał wcześniej za sprzeczną z ustawą zasadniczą.
Przedłożenie PSL zakłada, że jeśli wreszcie pojawi się zysk NBP, to 5 proc zostanie dla celów własnych banku, 5 proc pójdzie na inne zadania budżetowe a 90 proc na obronność. Oczywiście Narodowy Bank Polski pod prezesurą Adama Glapińskiego może zysku w ogóle nie odnotować, ale dobra wola została przez ludowców okazana.
Komputerom minister nie jest niezbędny, siłom zbrojnym tak
Nie mają jak się wydaje innego wyjścia, bo podobna polaryzacja jak dotychczas im nie służy. Jedynymi aktorami sporu pozostają: prezydent na flance pisowskiej oraz po stronie Koalicji 15 Października wcale nie premier Donald Tusk, lecz marszałek Włodzimierz Czarzasty, którego macierzysty klub liczy mniej posłów (21) niż reprezentacja PSL (32). W dodatku w rządzie wicepremier z Nowej Lewicy Krzysztof Gawkowski odpowiada za cyfryzację, a można powiedzieć, że komputery – przynajmniej na co dzień – i bez ministra działają.
W odróżnieniu od wojska, za które odpowiada wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Śmiało można potwierdzić, że żaden minister obrony od czasu zmiany ustrojowej nie miał takiego nawału pracy jak on. Do trwającej już piąty rok pełnoskalowej wojny w Ukrainie doszedł kolejny konflikt zbrojny: w Zatoce Perskiej. Nawet jeśli uznać, że to daleko, w grę wchodzi obowiązek ochrony polskich obywateli, których sporo znajduje się w Dubaju, ale są też w innych atakowanych przez Iran lokalizacjach. Z oczywistych względów trudno nam lekceważyć wojnę toczoną przez Stany Zjednoczone, wciąż najważniejszego i najpotężniejszego naszego sojusznika.
Wiadomo, że umiarkowany. Okaże się, czy skuteczny
Umiarkowani jak zwykle ludowcy tracą na reprezentowaniu całej koalicji przez buńczucznego nie tylko w tej kwestii Czarzastego. Jego uzurpacja szkodzi im bardziej niż Tuskowi.
Prezes Władysław Kosiniak-Kamysz chętnie prezentuje się bowiem jako polityk skłonny do mediacji i kompromisu, ale i wytrawny negocjator, któremu udaje się pogodzić rozmaite racje. Oddaje zresztą ten wizerunek w miarę trafnie cechy jego charakteru i sposób działania. Wicepremier i prezes PSL w jednej osobie nie tylko pragnął uchodzić za szanowanego i umiejącego się dogadać w Pałacu Prezydenckim, ale w znacznej mierze rzeczywiście tak było. Krytyką Nawrockiego nasilił dopiero, gdy ten zawetował SAFE w wersji rządowej. Teraz wykonuje ruch wyprzedzający.
W demonstrowaniu woli kompromisu z pisowskim prezydentem wicepremier Kosiniak-Kamysz musi jednak uważać, żeby nie przesadzić. Pamięta bowiem doskonale, jak potraktowano poprzedniego marszałka Sejmu i niedawnego koalicjanta w ramach Trzeciej Drogi, Szymona Hołownię, gdy spotkał się z prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim. Chociaż w rozwiniętych demokracjach nie ma nic dziwnego w tym, że spiker parlamentu rozmawia z szefem partii najliczniej w nim reprezentowanej -media głównego nurtu, zachęcane do tego przez polityków Koalicji Obywatelskiej, w krótkim czasie dosłownie zadziobały Hołownię. Stracił stanowisko, chociaż wcześniej spekulowano o możliwości negocjowania umowy, zgodnie z którą miał w połowie kadencji ustąpić. A także własną partię i realne znaczenie.
Kosiniak-Kamysz o tym wszystkim doskonale wie. Jednak dla stopniowo nadrabiającego straty w sondażach Polskiego Stronnictwa Ludowego wzmocnienie wizerunku partii nie tylko umiarkowanej ale też przy swojej obliczalności skutecznej – stanowi być albo nie być. Postawa PSL pozostaje też zgodna ze zdrowym rozsądkiem.
Pieniądze na zbrojenia wobec nawarstwiających się zagrożeń znaleźć się muszą. Tylko co drugi zwolennik Nawrockiego uznaje, że postąpił on słusznie wetując ustawę, wprowadzającą unijny SAFE – pod pretekstem, że długi trudno przyjdzie spłacić (chociaż pożycza się na 3 proc, dwa razy taniej, niż za pisowskich rządów, z Korei) a na całości najwięcej zyskają niemieckie koncerny. Notowania Nowej Lewicy, partii Czarzastego, pomimo jego twardych deklaracji – a może za ich sprawą – ustabilizowały się na poziomie 6 proc poparcia, ledwie warunkującego obecność w przyszłym Sejmie i to z mniej liczną reprezentacją, niż obecnie.
Niemal pewne wydaje się, że ani minister obrony ani jego partia nie stracą na obecnym pojednawczym stanowisku, jeśli oczywiście ominą rafy, mnożone także przez podsycające konflikt media mainstreamowe. Obywatele w tej kwestii dadzą premię raczej za rzeczowość, niż za pokrzykiwania, skoro tych ostatnich słyszymy w nadmiarze.