Bomba czy niewypał

0
4

Słowa Karola Nawrockiego, że Polska powinna zacząć prace nad bronią jądrową, w kraju komentowano może przez 48 godzin, jak wiele innych prezydenckich deklaracji, a więcej emocji wzbudził wywiad prezydentowej dla wrogiej jej stacji telewizyjnej. Natomiast zagranica odnosi się do nich żywo i z powagą.

Nawet jeśli cel prezydenckiej wypowiedzi stanowiło wyłącznie wykazanie na użytek opinii publicznej w Polsce, że głowa państwa troszczy się o zdolności obronne kraju pomimo sprzeciwu wobec europejskiego programu SAFE, który ma wzmocnić armię i przemysł zbrojeniowy – rezonans okazał się imponujący. Może ponad rzeczywistą miarę.

Każdy odczytuje tak, jak chce, ale wszyscy serio

Komentator niemieckiego “Frankfurter Allgemeine Zeitung” nie tylko przyjął deklarację Nawrockiego za dobrą monetę, ale jego postawę uznał za wzór do naśladowania dla kanclerza Friedricha Merza, w sytuacji, gdy dotychczas funkcjonujący amerykański parasol atomowy za rządów Donalda Trumpa przestaje się liczyć wobec jego niechętnego podejścia do sojuszników [1]. Rosyjski dziennik “Metro Moscow” (“Metro Moskwa”) oznajmił jednoznacznie: “prezydent Nawrocki ogłosił, że jego kraj pragnie posiadać broń jądrową”. Ukraińskie “Lustro Tygodnia” w swojej witrynie internetowej połączyło ten zamiar z obserwacją, że “Waszyngton nie jest już postrzegany jako wiarygodny partner”. 

Warto więc skupić się na tym, co prezydent rzeczywiście powiedział w rozmowie z jednym z najbardziej wnikliwych dziennikarzy telewizyjnych Bogdanem Rymanowskim z Polsatu: “Polska powinna rozważyć rozwój własnej broni jądrowej. (..) Musimy działać w takim kierunku, abyśmy mogli rozpocząć prace” [2].   

Jednak jak przytomnie zauważył Witold Głowacki z “OKO.press”: “(..) w oficjalnej relacji z wywiadu Nawrockiego dla Polsatu zamieszczonej na stronie prezydent.pl nie znalazła się choćby wzmianka o wypowiedziach głowy państwa na temat polskich głowic” [3].  

Jak gdyby nie sam prezydent, ale jego urzędnicy z kancelarii przestraszyli się tego, co powiedział Nawrocki w znakomitej rozmowie Rymanowskiego…

Trzy traktaty, jeden dylemat

Tym bardziej, że krajowi eksperci, znawcy różnych, łączących się z tą sprawą zagadnień, okazują się w tej mierze bez porównania bardziej sceptyczni od zagranicznych komentatorów. Generał Stanisław Koziej, jeden z tych, którzy unowocześniali Wojsko Polskie po zmianie ustrojowej jasno ocenia, że budowa polskiej broni jądrowej to perspektywa nierealistyczna w najbliższej przyszłości. Z kolei prof. Artur Nowak-Far wskazuje na brak podstaw prawnych podobnego przedsięwzięcia. 

Od 1968 r. obowiązuje bowiem zawarty pod auspicjami Organizacji Narodów Zjednoczonych Traktat o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej.

Od roku mamy za to natomiast Traktat z Nancy, zawarty z Francją a podpisany przez jej prezydenta Emmanuela Macrona i naszego premiera Donalda Tuska. Stwarza on możliwość objęcia Polski francuskim parasolem nuklearnym. To rodzaj bezpiecznika na wypadek wycofania się Amerykanów nie tylko z Europy, ale z respektowania artykułu piątego Traktatu Waszyngtońskiego, nakładającego na wszystkich sygnatariuszy z NATO obowiązek solidarnej obrony wzajemnej w razie ataku na któregokolwiek z nich.

Jeśli o amerykański parasol atomowy chodzi, to już po deklaracji poprzedniego, też pisowskiego jak obecny, prezydenta Andrzeja Dudy o potrzebie objęcia Polski programem Nuclear Sharing, co oznaczałoby możliwość składowania u nas podobnie jak we Włoszech, Belgii czy Turcji około dwudziestu jądrowych pocisków – wiceprezydent z obecnej ekipy Trumpa, D. H. Vance w sposób obcesowy podobną możliwość wykluczył. Wiadomo jak niechętnie za Trumpa Amerykanie udostępniają sojusznikom nawet broń konwencjonalną najnowszej generacji.   

Francja, o której była już tu mowa, dysponuje natomiast 290 głowicami atomowymi, przenoszonymi przez samoloty i bazującymi na czterech okrętach podwodnych. W odróżnieniu od brytyjskich ok. 250 głowic, z których odpalenie każdej wymaga zgody amerykańskiego oficera – francuski potencjał jądrowy pozostaje od USA niezależny. To efekt roztropnej polityki gen.Charlesa de Gaulle’a, niegdyś jednego ze zwycięzców II wojny światowej. Stawianie na atomowy parasol francuski nie jest mrzonką. I nie musi się nawet wiązać ze sprowadzaniem tej broni do Polski.

Broń atomowa, nie polisa ubezpieczeniowa

Natomiast możliwość pozyskania przez Polskę własnej broni jądrowej wiąże się z wielu oczywistymi ograniczeniami tak traktatowymi jak surowcowymi (wzbogacony uran) i nie wydaje się raczej kwestią do rozstrzygnięcia w kategoriach realności przez cywilnych analityków czy ekspertów. 

Bronią atomową dysponują mocarstwa jak Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny, kraje zamożne jak Francja i Wielka Brytania ale także ubogie jak muzułmański Pakistan lub wręcz biedne jak komunistyczna Korea Północna. Ogromne jak Indie i niewielkie jak Izrael, który się zresztą nie przyznaje, źe ma w  arsenałach Bombę A. Na pewno przynależność do elitarnego klubu jej dysponentów nawet nie chroni skutecznie przed atakiem konwencjonalnym, jak pokazała to niedawna gorąca wojna pakistańsko-indyjska, na szczęście krótka i bez realnej groźby sięgnięcia po potencjał nuklearny, którym obie strony dysponują.                   

Polska broń jądrowa? Nie jest to z pewnością w istniejącej sytuacji narastającego ze strony Kremla zagrożenia temat, który trzeba omijać. Ale gdy się go podejmuje, warto ważyć słowa jak najstaranniej. I liczyć się z realnymi możliwościami kraju. W 1939 r. też mieliśmy być przecież silni, zwarci i gotowi…  

[1] “Frankfurter Allgemeine Zeitung” 19 lutego 2026     

[2] Śniadanie Rymanowskiego. Rozmowa z Karolem Nawrockim. Polsat 15 lutego 2026 godz. 11,10

[3] Witold Głowacki. Polska bomba atomowa? OKO.press z 17 lutego 2026

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here