Brutus ze służb

0
317

Z chwilą gdy Tomasz Kaczmarek zeznając w prokuraturze obciążył swoich dawnych szefów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, rozpoczęła się być może destrukcja pisowskiej policji politycznej, bo taką faktycznie rolę Centralne Biuro Antykorupcyjne pełni w państwie Jarosława Kaczyńskiego. Omerta, zmowa milczenia została przerwana.  

Tomasz Kaczmarek. Fot. Wikipedia

Formalnie od dekady już nie jest funkcjonariuszem, ale wtajemniczeni podkreślają, że do służb specjalnych się wstępuje, ale odejść z nich nie można. Zarzuty obecnie mu postawione z pozoru nie mają związku z polityką – chodzi o wyłudzenie dotacji na domy opieki. Chciałby odegrać rolę świadka koronnego, co więcej, paradoks sprawił, że właśnie ta rozszerzona za rządów PiS regulacja pasuje do jego sprawy jak do żadnej innej. Dlatego też Kamiński już teraz wyprowadza wyprzedzający atak, żeby dawnemu „agentowi Tomkowi” tego statusu nie przyznano.  

Do CBA Tomasz Kaczmarek przeszedł z policji, gdzie zwalczał złodziei samochodów, o których profilu socjologicznym napisał nawet pracę magisterską, przede wszystkim jednak wyróżniał się wynikami w robocie operacyjnej. W myśl koncepcji założycielskiej Centralnego Biura Antykorupcyjnego jego idealni funkcjonariusze rekrutować się mieli właśnie z policji, a nie skażonych polityką służb specjalnych, którym Jarosław Kaczyński i Mariusz Kamiński nie ufali. Od momentu transferu kariera Kaczmarka rozwinęła się błyskawicznie.

W sprawie Beaty Sawickiej odegrał rolę złego ducha, sprowadzającego opozycyjną posłankę na manowce. Potem Kamiński na konferencji w kampanii wyborczej przedstawił dowody ustawienia przetargu, wzywając wyborców, żeby wzięli tę sprawę pod uwagę w dniu głosowania. Większy rezonans miał jednak występ samej Sawickiej, która rozpłakała się przed kamerami. Opinia publiczna uznała ją za ofiarę, nie za aferzystkę. PiS wybory przegrał. Podobnie ocenił sprawę sąd, uwalniając Sawicką od odpowiedzialności. Gdy jej kariera się skończyła, Kaczmarka dopiero zaczynała. Na mocy zakulisowego porozumienia, które zwycięski w wyborach Donald Tusk zawarł z szefami CBA, a którego motywy pozostają niejasne – Kamiński i podwładni dalej rządzili biurem. Wśród nich Kaczmarek, obok sprawy Sawickiej zaangażowany również w kuszenie celebrytki Weroniki Marczuk-Pazury. Pochodzącą z Ukrainy gwiazdeczkę próbowano wrobić w sprawę łapówki za prywatyzację jednego z wydawnictw. Chociaż przez chwilę wydawało się, że zarówno jej kariera jak życie osobiste legną w gruzach (były mąż domagał się, by przestała używać jego nazwiska) – podobnie jak Sawicka nie poniosła odpowiedzialności. Za sprawą dobrych adwokatów wykazała, że jako prawniczka wykonywała tylko swoją pracę. To zresztą reguła dla podejmownych przez CBA w czasach Kamińskiego, Wąsika i Kaczmarka „realizacji” jeśli posłużymy się określeniem ze slangu służb specjalnych – wobec wymiaru sprawiedliwości nie udawało się ich obronić.

Najbardziej spektakularną z nich miała się jednak okazać sprawa willi Kwaśniewskich w Kazimierzu Dolnym. CBA chciało pokazać, że prezydencka para ukrywa majątek. Pieniądze z transakcji za willę włożono do specjalnie oznaczonej teczki, żeby śledzić ich drogę, że trafią do Kwaśniewskich, jednak ktoś je potem przełożył – czego łapsy nie przewidziały – i misterna z pozoru operacja się zawaliła. To właśnie tej sprawy dotyczą zeznania Kaczmarka, pogrążające ówczesnych jego szefów: kierującego wtedy CBA Mariusza Kamińskiego i jego zastępcy Macieja Wąsika. Dawny „agent Tomek” potwierdza podczas konfrontacji z jednym z pokrzywdzonych w obecności prokuratora, że to na polecenie tamtych stwarzał wrażenie, że willa należy do Kwaśniewskich – czyli fabrykował dowody i naginał pojawiające się w śledztwie fakty do podanej z góry przez szefów tezy.

Mający dziś na karku inną sprawę, z pozoru nie mającą związku z polityką, zmierza do uzyskania statusu świadka koronnego. Kwestia mazurska z której dziś próbuje się wyplątać to pozyskiwanie dotacji na domy opieki na podstawie dokumentacji tych rozliczeń równie dziwacznej jak niegdyś dowody w sprawie kazimierskiego domu Kwaśniewskich, który naprawdę nigdy nie należał do prezydenckiej pary. Zamiast na staruszków wydawano fundusze na iphony i sprzęt narciarski. Nie pozwoliłby sobie wraz z partnerką na tyle biznesowej arogancji, gdyby nie był w branży służb specjalnych ukochanym dzieckiem PiS. Zanim stał się Brutusem, sprawiał wrażenie chłopca z plakatu pisowskiej kampanii, uosoabiał walkę z korupcją, ofiarność i brak tyleż kompromisów co skrupułów. Tę ostatnią cechę przejawiał rzeczywiście. Prostoduszni wyborcy PiS mogli w nim wprost widzieć przybranego syna Jarosława Kaczyńskiego. Dawny gliniarz ganiający za amatorami cudzych bryk stał się szybko celebrytą, laureatem i bohaterem mediów, wreszcie posłem z listy Prawa i Sprawiedliwości. Główna pisowska gadzinówka „Gazeta Polska” uznała go za człowieka roku. Do wyobraźni przemawiało, jak grając rolę przedsiębiorcy imponował terenowym porsche cayenne, mniej zwracano uwagę na nikłą tolerancję organizmu na alkohol i związane z tym kłopoty, zwłaszcza że w CBA akurat szefowie za kołnierz nie wylewali. Do historii przeszło ich biesiadowanie z jednym z późniejszych oskarżonych w warszawskiej aferze reprywatyzacyjnej, jak z jego zeznań wynika połączone z próbą dopisania środowiska zaplecza biznesowego PiS do grona jej głównych beneficjentów. Znali się jeszcze z NZS.     

W nie zrealizowanym jeszcze filmowym scenariuszu Andrzeja Kieryłły zainspirowanym sprawą Andrzeja Leppera agent służb nosi imię Tomek:

„Plener, ogródek przed kawiarnią (..). Towarzystwo bawi się znakomicie, wybuchają śmiechem.  

Tomek: To dla mnie normalka, mówią, że nie kupuje się krowy, żeby napić się mleka. Ja kupiłem cały PGR.

Wybuchają śmiechem

Marzena: To prawda, on mi już o tym opowiadał.

Oskar: No i co się z nim stało?

Tomek: Sprzedałem, bo mleko było do dupy

Śmiech. (..)

Marzena: Opowiedz im jeszcze o fabryce. Kupił fabrykę z ludźmi za milion dolarów a za grunt pod nią dostał dziesięć” [1].   

Pierwowzór scenariuszowego bohatera, luzak i szpaner, brylował chętnie, pycha jednak podążała przed upadkiem. Jeszcze zanim z policji przeszedł do CBA – został skazany za spowodowanie wypadku drogowego we Wrocławiu, w którym zginął człowiek. Kaczmarek w jeździe po mieście miał mieć na liczniku ponad 100 km na godzinę. Już po formalnym rozstaniu z CBA postawiono mu również zarzut, że groził byłemu mężowi swojej partnerki. Mandat poselski złożył, w wyczyszczonym przez Tuska po nieudanym eksperymencie z opozycyjnymi hunwejbinami w roli propaństwowych fachowców CBA już nie pracował – ale pamiętajmy, że ze służb specjalnych nigdy się nie odchodzi, co potwierdza każdy fachowiec z tej branży. Spowodowanie kolejnego wypadku drogowego Kaczmarek tłumaczył tym, że za kierownicą porsche cayenne zamyślił się… nad rozmiarami korupcji w Polsce.

Dla pisowskiej ekipy duże znaczenie ma, co jeszcze powie Kaczmarek. Jeśli oczywiście będą to rzetelnie protokołować, bo już przy wspomnianej przełomowej konfrontacji pojawiły się z tym kłopoty. Jego postawa stanie się zapewne drogowskazem dla innych realizatorów polityki PiS w branży siłowej. Zgodnie z regułą, dotyczącą systemów autorytarnych sypią się one nie wówczas, gdy tracą popularność i poparcie w społeństwie, lecz gdy zaczyna się destrukcja ich służb specjalnych. Jeśli mamy do czynienia z początkiem końca, wykpiwana postać agenta Tomka może okazać się symboliczna i nie tylko dla politologów miarodajna. Twórców nowej policji politycznej obwinia bowiem jej czołowy funkcjonariusz, to coś więcej niż porażka propagandowa.  

Zaś sam Kaczyński po tej aferze – kolejnej po sprawie Mariana Banasia –  naprawdę znajduje powody… żeby nikomu nie ufać. Pozostaje mu czekać, kiedy teraz zbuntują się przeciw niemu Kurski, Semka i Holecka. Może także Suski z Fogielem. Tarczyński z Lichocką. Albo nawet Kamiński z Wąsikiem…  

[1] Trzy kule. Czyli kulisy upadku pewnej Rzeczypospolitej. scenariusz filmu fabularnego oraz rozmowa Andrzeja Kieryłło z Łukaszem Perzyną. Akces, Warszawa 2014, s, 232-233                       

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 29

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here