Chiny zyskują najwięcej

0
13

Andrzej Kieryłło, strateg polityczny, w rozmowie Łukasza Perzyny

– Co dla nas, Europejczyków wydaje się bardziej miarodajne: fakt, że w trakcie Konferencji Monachijskiej sekretarz stanu USA Marco Rubio podkreślił, że Amerykanie czują się “dziećmi Europy” a obecna ich administracja nie zamierza przekreślać NATO – czy raczej fakt, że kiedy tylko konferencja się skończyła, pojechał z wizytą do Roberta Fico na Słowację a potem na Węgry do Viktora Orbana, czyli do liderów najbardziej sceptycznych wobec obecnego kształtu Unii Europejskiej i najbardziej wyrozumiałych dla Władimira Putina?  Co się bardziej liczy, optymistyczne deklaracje czy podobny dobór rozmówców? 

– Słowa w dyplomacji amerykańskiej ostatnio niewiele wnoszą. Zbyt szybko zmienia się jej stanowisko, więc nikt już do końca nie ufa Amerykanom. Na tle wystąpienia wiceprezydenta D. H. Vance’a na tym samym monachijskim forum przed rokiem, kiedy praktycznie obrażał Europejczyków, jeśli brać pod uwagę standardy dyplomacji i sugerował kres naszej wspólnoty – deklaracje Rubio brzmią ciepło. Ale to tylko słowa. Kryzysu zaufania nie zażegnają.

– Czy oznacza to, że Europa będzie zmuszona sama zadbać o wspólne bezpieczeństwo, czego skutecznie nie da się zrobić z dnia na dzień?

– Wszystko idzie w tym kierunku, żeby podobne wysiłki podejmować. Z licznych zachowań, ale i deklaracji prezydenta USA Donalda Trumpa wynika, że na wypadek wojny konwencjonalnej Europa musi sobie samodzielną obronę zapewnić. Nie traci natomiast znaczenia amerykański parasol nuklearny, z oczywistych względów. 

– Kto wygrywa na zakwestionowaniu dotychczasowego porządku?

–  Chiny okazują się w globalnej skali najciekawszym graczem. Jedynym, który bezsprzecznie zyskuje na całym tym zamieszaniu. Stany Zjednoczone są teraz rozbite wewnętrznie. Ich zbudowany przez dziesięciolecia autorytet znika wraz z zaufaniem sojuszników. Zupełnie wbrew hasłu Trumpa, żeby uczynić Amerykę ponownie wielką. Zaś rosyjska gospodarka nie jest w stanie dłużej znieść ciężaru wojny z Ukrainą. Paradoks Putina polega z kolei na tym, że uznając rozpad ZSRR za katastrofę geopolityczną i głosząc odbudowę imperium – uzależnił Rosję od Chin, nie tylko jeśli chodzi o łańcuchy dostaw. 

– A Chiny, o czym Pan już wspomniał, stają się głównym beneficjentem sytuacji?

– Chiny już osiągnęły dużo. Skutecznie, za to bez żadnych strat, jako jedyne z mocarstw. Gdy Putin osłabia Rosję, zyskują na tym Chiny, a nie Ameryka. Nie tylko z tego powodu, że obie strony pełnoskalowej wojny, toczonej od czterech lat w Ukrainie, kupują od Chińczyków niezbędną do walki elektronikę. Zwłaszcza drony, których oba wojujące państwa potrzebują coraz więcej. Gdy zna się obecny ogromny stopień uzależnienia Rosji od Chin, można mieć wrażenie, że Pekin mógłby konflikt w Ukrainie jednym telefonem Xi Jinpinga do Moskwy zakończyć. Nie jest dziełem przypadku, że tego nie robi.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here