Czasem warto ściszyć głos w telewizorze

0
134

Barbara Bartel, psycholog z Lekarskiej Poradni Profesorsko-Ordynatorskiej Waliców 20 w Warszawie,  w rozmowie Łukasza Perzyny

– Jak na naszą psychikę, na samopoczucie zwykłego Polaka wpływa wiadomość o przygotowanych na terytorium naszego kraju aktach sabotażu czy terroru, podana przy okazji zatrzymania licznej grupy szpiegów ze Wschodu? Od trzech i pół roku szokują nas przekazy telewizyjne z wojny w Ukrainie, pomagamy uchodźcom stamtąd, ale jak rozumiem, informacje o planach wykolejania polskich pociągów czy przygotowaniu u nas wybuchających przesyłek, to coś innego, bo bezpośrednie zagrożenie oznaczają? Pewnie nieznane od zakończenia II wojny światowej, którego zdecydowana większość z nas nie może pamiętać? I zupełnie nowe wyzwanie?  

– Zacznę od pandemii, doświadczenia nieco wcześniejszego. Spowodowała liczne i wciąż wymagające dogłębnych badań sytuacje, prowokujące rozległe następstwa dla naszej psychiki, związane nie tylko z utratą poczucia bezpieczeństwa, ale z deficytem miłości po prostu. W wielu polskich domach wtedy okazało się, że kiedy miejsca pracy zamknięto, a szkoły przestawiono na nauczanie zdalne – to chociaż przychodzi nam w tym domowym zaciszu pozostać, nie umiemy z tego uczynić użytku. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać po prostu, nawet po to, by rozproszyć lęki i obawy zbędne, nie mam na myśli tych, które wiązały się z powagą sytuacji i pozostawały uzasadnione.

– A teraz?

– Na Zachodzie jesteśmy odbierani jako stabilne państwo Unii Europejskiej, nieco biedniejsze tylko od pozostałych, co nie jest naszą winą, tylko efektem faktu, że historia nas nie oszczędzała. Faktem pozostaje, że na depresję cierpi w Polsce około miliona osób. Depresja oznacza zanik aktywności, wiemy, że powinniśmy wstać z łóżka, ale nie mamy siły, by to zrobić. Przy czym depresja w młodości czy wieku dojrzałym zwiększa podatność m.in. na chorobę Parkinsona w jesieni życia. Powodów do codziennego zamartwiania się znajdujemy aż nadto, jednym z nich pozostaje drożyzna, statystyki nie oddają tego efektu.  W ten wymiar problemu nagle wpisuje się nowe zagrożenie. Sabotaże, o które Pan pyta, seniorom przywodzą na myśl wojnę, którą zapamiętali jako dzieci. Młodzi zaś w szoku odkrywają, że realna rzeczywistość różni się, od strzelanki, popularnej gry komputerowej, w której ma się więcej niż jedno życie. Od komputera można zawsze wstać i odejść. A z rzeczywistym poczuciem zagrożenia nie poradzimy sobie równie łatwo. W “realu” każdy z nas ma tylko jedno życie, nasi najbliżsi, o których się martwimy, podobnie.   

– Tylko ostatnie tygodnie przynoszą obfitość wiadomości z zagrożeniem wojną czy terrorem bezpośrednio niby nie związanych, ale strasznych i niepokojących.  W Rzeszowie policja odnajduje parę martwych nastolatków. Stwierdza brak udziału osób trzecich w tej tragedii, jak mawiają funkcjonariusze w swoim slangu. I nie wiemy co się stało. Chłopak miał 15 lat, dziewczyna czternaście, Romeo i Julia z Rzeszowa, można powiedzieć, bohaterowie tragedii Szekspira byli w podobnym wieku. Tyle, że lepiej pasują słowa bardziej współczesnego pisarza, Marka Hłaski: “wszyscy byli odwróceni”. W warszawskim Wilanowie, co za dobrą dzielnicę uchodzi, grupa nastolatków na hulajnogach i rowerach napotkała aktorkę Agnieszkę Warchulską. Nie poprosili jej wcale o autograf, tylko obrzucili kamieniami i przekleństwami, chociaż nawet nie jest osobą kontrowersyjną, grywa w pogodnych serialach. Takie sytuacje rodzą pytanie, co się właściwie z nami dzieje? Poczuciem zagrożenia nie da się wytłumaczyć wszystkiego? 

–  Listę krańcowo niepokojących zdarzeń można rozszerzyć: wnuczek przychodzi do babci, po pieniądze. Ona odmawia, bo nauczona doświadczeniem wie, że na pewno nie zrobi z nich właściwego użytku. I po tej odmowie wnuczek babcię wypycha przez balkon, policja stwierdza śmierć na miejscu. Dojrzewający mózg nastolatków rozwija się wśród rozmaitych napięć, bombardowany jest negatywnymi wiadomościami. Szkoła stawia młodym liczne wyzwania już od podstawówki począwszy. Prezentacje im każe wygłaszać, całkiem jak na uniwersytecie. Ale nie zastąpi to serdecznego podejścia, jakie nasi nauczyciele mieli do nas. Teraz zapracowany pedagog, przeskakujący w pośpiechu z jednej pracy do drugiej, dorabiający jeszcze korepetycjami – czasem nawet nie zdąży poznać nazwisk swoich podopiecznych. A co dopiero problemów każdego z nich. Zaś wzrost wymagań czasem oznacza, że w tym, kto ich nie spełnia, wzbiera agresja i z czasem znajdzie ujście złowrogie lub autodestrukcyjne, jak w wypadkach, o których rozmawiamy. 

– Czy tym, co chociaż stan wojenny pamiętają, łatwiej przychodzi poradzić sobie z obecnymi niepokojami?

– Wcale tak nie jest. Włączamy telewizor, a tam nas straszą. Groch z kapustą, tu drony, tam Rosja i Ukraina, tak to odbiera zwykły człowiek, co nie żyje z mediów ani polityki. Problem mają również najstarsi, którzy II wojnę światową pamiętają. Starszym osobom przekazy już się kojarzą z wojną, która musi wybuchnąć. Znam przypadek osoby, która zmarła po tym, jak usłyszała jedną z niepokojących wiadomości, która zresztą okazała się przesadnie alarmistyczna, potem ją zdementowano.

– Ale nie poradzimy przecież ludziom, żeby telewizory wyłączyli, zwłaszcza, że jeśli tak zrobią, wiadomość o rzeczywistym zagrożeniu, gdy się pojawi, do nich nie dotrze?

– W telewizorze warto czasem wyłączyć fonię, sama nierzadko tak robię. Wtedy niewiele tracimy, są przecież te słynne paski na ekranie. Ustaje za to wtedy wrażenie pewnego szumu informacyjnego. 

– Kiedy z bombardowania nas złymi wiadomościami pochopnie wnosimy, że zaraz nas naprawdę całkiem dosłownie zbombardują i nie ma przed tym ucieczki?

– Głośno trzeba mówić o potrzebie pomocy psychologicznej również dla osób starszych. Ale wszystkich pokoleń to dotyczy. W Szwajcarii, która swoją zamożność i stabilność zawdzięcza roztropności wielu generacji obywateli, znajdujemy niemal przy każdej większej ulicy ośrodki pomocy psychologicznej właśnie. Ich działania są refundowane. Milion Polaków cierpiących na depresję to cena za to, że u nas jest inaczej. Mózg dostaje kolejne niepokojące wiadomości, jak strzały. I psuje się podobnie jak silnik samochodu, o który nie dba właściciel. Powie Pan może, że to niezbyt humanistyczne porównanie. Tyle, że do wielu lat powtarzam, że starszemu człowiekowi nie wystarczają dobre warunki w ośrodku, do którego odda go rodzina. Potrzebuje kogoś, kto by z nim nie zdawkowo porozmawiał. Podobnie rodzice nie rozumieją czasem, po co dziecko do psychologa posyłać. Przecież to kosztuje. A syn sąsiadów sprawia im jeszcze gorsze problemy, a oni wcale się nie zdecydowali… Tyle, że te problemy powrócą. Uciec przed nimi się nie da. Potem się okazuje, że nawet lekarz bierze narkotyki, chociaż musi znać ich skutki – a robi to z powodu stresu, że ma zbyt wielu pacjentów. Polityk kolejne kieliszki wychyla, chociaż wie, że z racji poselskiego zajęcia jest przez innych bacznie obserwowany. Rozglądamy się i co widzimy dokoła? Wszyscy spakowani, plecaki gotowe, czekamy na wybuch bomby jądrowej. Tylko rozmowa z bliskimi, rodziną i przyjaciółmi uchroni nas przed podobnie jednostronnym odbieraniem świata.  Co nie znaczy oczywiście, że nie warto się przygotować na potencjalne zagrożenia. Ale bez paniki. Trzeba z innymi rozmawiać, dowiemy się, czy nasze obawy podzielają. A kiedy mamy wątpliwości, czy sami sobie poradzimy, warto udać się do specjalisty. Niedawno przyjechał do mnie pacjent z miasta o ponad 300 kilometrów odległego, z bukietem kwiatów: “Pani mnie uratowała, pokazała, gdzie robię błędy”. Zapewne przed tą terapią niewiele miał okazji do szczerej rozmowy na ważne dla niego tematy. 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here