Tekst  ten  dedykuję  pamięci  Wojciecha  Błasiaka,

chociaż  zapewne  nie  ze  wszystkim  by  się  zgodził

Prawie wszyscy ufamy straży pożarnej i wojsku, ale tylko co dziewiąty z nas – istniejącym partiom politycznym. Ministrów, posłów i senatorów a także TVP i radio publiczne poważa tylko co trzeci Polak, zaś media prywatne – zaledwie co drugi [1]. Widać po tym, że wynik innego badania, wedle którego co trzeci z nas powita z radością nową partię polityczną już na wybory 2027 r. [2] – nie tylko nie jest dziełem przypadku ale znamieniem utrwalającej się tendencji. 

Zachowujemy przywiązanie do demokracji, którą aż cztery piąte z nas zgodnie ze słynną formułą Winstona Churchilla (co jak wiemy dar słowa miał tak wielki, że zamiast pokojowego Nobla przyznano mu literackiego), uznaje za najlepszą formę rządów, chociaż zapewne ta miażdżąca – z czego w tym wypadku trzeba się cieszyć – większość zgodziłaby się również z drugą częścią opinii brytyjskiego premiera i zwycięzcy II wojny światowej, że poza tym ustrój ten ma same wady. Na pewno nie skłaniamy się ku państwu policyjnemu, skoro w pierwszym z przytoczonych tu sondaży strażakom ufa 97 proc z nas, żołnierzom 94 proc a policjantom zaledwie 63 proc.    

Czekamy na polityków, wartych naszego głosu

Polacy są otwarci na zmianę, co nie oznacza jednak społecznej mobilizacji a tym bardziej obywatelskiego nieposłuszeństwa: wiemy przecież, że nawet jeśli mamy znajomych, co kantują skarbówkę, czynią to w imię chciwości, nie zaś umiłowania swobody, a przy tym bez ostentacji. 

Polak spodziewa się więc, jak da się z badań opinii publicznej odczytać pokrótce – że kto inny stworzy dla niego byt polityczny, na który nie będzie się on wstydził głosować. Obywatel liczy, że powstanie coś, co okaże się warte podreptania do urny nawet w złą pogodę.

Po części tylko zaspokoiła tę potrzebę Trzecia Droga, połączenie nowej jakości (Polska 2050 Szymona Hołowni) z utrwaloną i wypróbowaną (Polskie Stronnictwo Ludowe zasadnie chlubiące się 130 latami nieprzerwanej historii), a głosy 14 procent obywateli na nią oddane 15 października roku pamiętnego wystarczyły, by zrymowało się to z pogonieniem Jarosława Kaczyńskiego. Na co złożył się wspólny wysiłek zniesmaczonych pisowskim obciachem młodych słuchaczy rapu i tych, co ze wzruszeniem słuchają nagrań z festiwali piosenki prawdziwej i czasów własnej młodości, zwłaszcza, że dopiero w ponurych latach 2015-23 trafiło do nich, że również “Mury” Jacka Kaczmarskiego (i antyfrankistowskiego barda z Katalonii Lluisa Llacha, co go zainspirował) wcale nie kończą się dobrze. Podobnie jak historia Solidarności, w której po charyzmatycznych przywódcach: Lechu Wałęsie i Marianie Krzaklewskim oraz nie będącym przynajmniej skandalistą, obliczalnym Januszu Śniadku, kierownictwo objął dawny sołdat z komunistycznych czerwonych beretów Piotr Duda, w grudniu 1981 r. jak pies budy pilnujący gmachów Telewizji Polskiej. I z legendy uczynił podnóżek dla poprzednio rządzących z PiS, wzorem roli jaką przy PZPR pełniły socjalistyczne centrale związkowe: CRZZ a potem OPZZ. 

Rozstrzygające o pozbawieniu władzy PiS w 2023 r. i utworzeniu demokratycznej koalicji poparcie dla Trzeciej Drogi oddawało przywiązanie Polaków do demokracji, udokumentowane w sondażach, o których była już mowa: wraz z pisowskim kacykiem Kaczyńskim obywatele pogonili bowiem tamtego 15 października również środowiska “Gazety Wyborczej” z jednolitofrontową koncepcją jedynej słusznej listy pod batutą Donalda Tuska. Koalicja Obywatelska samodzielnej większości nie zyskała. Jeszcze lepiej słabość tej paternalistycznej koncepcji pokazała porażka Rafała Trzaskowskiego, symbolicznie akurat w Dniu Dziecka 2025 r, kiedy Polacy pokazali, że są dorośli i zagłosują po swojemu, a nawet na złość obecnej władzy, bo co do moralnych przymiotów boksera od polityki historycznej Karola Nawrockiego mało kto nawet spośród jego wyborców miał złudzenia. Z

kolei Trzaskowski wybory przegrał właśnie dlatego, że w kampanii mówił wszystko , co chcieli od niego usłyszeć baronowie z Czerskiej, przy której ma siedzibę wydająca “Wyborczą” spółka Agora. To kolejny wynik, pokazujący uzasadnioną przekorę Polaków. I ich mądrość zbiorową. W państwie premiera Tuska i prezydenta Nawrockiego pomimo drożyzny żyje się przynajmniej ciekawie. Gdyby przy szefie rządu Tusku głową państwa został Trzaskowski – za własne głowy łapalibyśmy się częściej.

Jak stracić poparcie i szacunek obywateli czyli krótka historia z morałem

Jeszcze bardziej surowo i bez wątpienia sprawiedliwie ocenili Polacy byłego już marszałka  Sejmu Szymona Hołownię. Po wyborze cieszył się rekordowym  zaufaniem 55 proc z nas, niedawno zostało mu 18 proc. Co z perspektywy Sejmu nie dziwi, gdy zna się absurdalną rolę, jaką przy marszałku, przedtem medialnym przecież celebrycie odegrała Katarzyna Karpa-Świderek, bardziej niż o interesy chlebodawcy dbająca o dawne miejsce pracy czyli koncern TVN. Zwolennicy spoza tego gmachu złoszczą się zapewne tym, że Hołownia nie spełnił wyborczych obietnic, my zaś z kolei faktem bezprzykładnej dyskryminacji niezależnych dziennikarzy za czasów kiedy był tam marszałkiem. Za rządów PiS wszyscy byliśmy traktowani źle,. ale przynajmniej tak samo.

Marszałka Hołownię, jako uduchowionego intelektualistę i autora kilkunastu książek obciąża szpetny zwyczaj odbierania dziennikarzom niezależnym (ukochanego TVN-u restrykcje nie dotyczą) za jego rządów w sejmowym gmachu pasków od spodni w trakcie kontroli na bramce, bo jako człowiek bardziej oczytany od własnej dyrektorki Biura Obsługi Medialnej na szczęście już zwolnionej Karpy-Świderek powinien wiedzieć, że w ten sam sposób sąd specjalny hitlerowskiej “trzeciej rzeszy” traktował uczestników zamachu na Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu 20 lipca 1944 r. Dziś płka Carla von Stauffenberga czy grafa Helmutha von Moltkego uznajemy za bohaterów, a nazwiska tamtych sędziów kto pamięta… Jeśli zaś posłużymy się bliższą nieco analogią historyczną, to w głowie kołaczą się powstałe w innym kontekście ale pasujące tu świetnie słowa natchnionego protest songu Natana Tenenbauma: 

– I kto Październik zdradził, łotrem…  

Wtedy o Władysława Gomułkę chodziło. Pasuje Panu takie porównanie i podobne towarzystwo, Panie b. Marszałku, co nie tylko nam Sejm otwarty obiecywałeś?   

Hołowni krzyżyk na drogę, skoro do Nowego Jorku się wybiera. Pozostaje mieć nadzieję, że do uchodźców odnosić się będzie lepiej niż do nas dziennikarzy. O Tusku zaś i jego ekipie da się powiedzieć, skoro Churchilla raz już tu trawestowaliśmy, że nigdy tak wielu przez dwa lata nie zrobiło.. tak niewiele. Akcja Wyborcza Solidarność i Unia Wolności przez podobny początkowy czas sprawowania władzy (1997-99) zdołały przegłosować, dogadać z prezydentem, wprowadzić w życie i skonsumować (wybory) jedyną udaną reformę polskiej transformacji: administracyjno-samorządową, obowiązującą w niezmiennej formie – rzut oka na mapę Polski wystarczy – także dzisiaj. 

Na tym tle skomlenie obecnie rządzących, że kolejny prezydent (po Andrzeju Dudzie – Karol Nawrocki) ustawy im wetuje brzmi śmiesznie. KO jak się wydaje wciąż zapomniała odczepić od własnej szyi ciągnący ją na dno worek kartofli, przydźwigany w kampanii “przegrywa” i “bonżura” Trzaskowskiego do Domu Pomocy Społecznej przez nieroztropną posłankę Kingę Gajewską. Taka może trafić się w każdym ugrupowaniu (PiS też ma przecież Joannę Lichocką), ale eksponowana rola Romana Giertycha, dawnego zastępcy Kaczyńskiego w rządzie, wcześniej lidera otwarcie odwołującej się do żyletkarskiej tradycji  Młodzieży Wszechpolskiej (co podwładnym Adama Michnika jakoś nie przeszkadza) przy kwestionowaniu korzystnego dla Nawrockiego wyniku wyborczego dowodzi głębokiej moralnej erozji, nie tylko dlatego, że Tusk uprawia prywatę, wywyższając w ten sposób adwokata własnej rodziny. Co gorsza – sojusznicy prezentują się jeszcze gorzej niż partia, co koalicję ma w nazwie. W ślad za ich karleniem kurczą się też ich elektoraty.          

 Partie, czyli to, co rzęzi i nie działa

Wszystkie produkty się zużyły i pora zacząć je stopniowo wymieniać, tak z perspektywy obywateli jako konsumentów demokracji prezentuje się polska polityka.

Dodajmy jeszcze: bez awantur. Nawet nową siłę obstawia raptem 32 proc z nas: dużo, ale nie większość. Zaś histeria TVN i komentatorów “Gazety” nie zmieni faktu, że łączne poparcie dla obu Konfederacji: dużej Sławomira Mentzena i małej Korony Polskiej Grzegorza Brauna nie przekracza sondażowego urobku, jakim przed dwudziestu laty mogła się pochwalić Samoobrona Andrzeja Leppera, której liderzy wprawdzie do władzy doszli, ale w karykaturalnej roli przystawki PiS, rychło skanibalizowanej. Straszny los Leppera pozostanie groźnym memento dla wszystkich potencjalnych koalicjantów Jarosława Kaczyńskiego i jego partii Prawo i Sprawiedliwość. Formacja Tuska wydaje się równać do niej odtrąbiając operetkowe zjednoczenie dawnej Platformy Obywatelskiej z rozmaitymi kanapami, przy czym całość funkcjonuje pod znaną od dawna nazwą Koalicja Obywatelska, więc nie wiadomo nawet, po co cała komedia.

Nie jedyna zresztą, bo na tle burleski z lotem kosmicznym męża posłanki KO nawet wyczyn Mirosława Hermaszewskiego z czasów Edwarda Gierka prezentuje się całkiem poważnie. Podobnie jak ówczesne optymistyczne komunikaty o miejscu PRL wśród 10. największych gospodarczych potęg świata wiarygodnością przewyższają obecne obwieszczenia o Polsce w gronie G-20.  Z kolei o  Lewicy, pospiesznie odbudowującej się pod batutą nowego marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego i ze wsparciem samego Aleksandra Kwaśniewskiego da się powiedzieć tyle, że podobnie jak PiS pozostaje formacją z czasu pozaprzeszłego. Zaś radykalnej partii Razem Adriana Zandberga szkodzi, że za długo tej postkomunistycznej kompanii się trzymała.      

Nie tędy droga do nowej jakości. Powstanie ona raczej w strefie umiarkowanej. Nie od dziś wiemy, także w skali świata, że tam właśnie najczęściej rodzą się najlepsze pomysły. Takie, które ten nasz świat czynią lepszym.

Trudno się ludziom dziwić, że ofertę obecnych na scenie polityków odrzucają.

Trudniej jednak się domyślić, czego oczekują. Politycy, co zamierzają wolne miejsce =- a jego istnienie sondaże niezbicie ujawniają – wypełnić, będą musieli odgadnąć ich szczegółowe zapotrzebowanie. Jedno wydaje się oczywiste: politycy co na scenę dopiero wkroczą, muszą się wyraźnie odróżnić od tych, co ją obecnie blokują. Do wyboru do koloru, głosi znane polskie powiedzenie…                           

Wybory wygrywają elektoraty a nie media, ale do czegoś jesteśmy potrzebni 

Wzmacnia to w oczywisty sposób sens istnienia na polskim rynku politycznym ale i medialnym wszystkiego, co niezależne, włącznie z PNP 24.PL dla którego mam zaszczyt pisać te słowa. Nie dlatego, żeby od razu wspierać wszystko, co się pojawi, tylko dlatego, że jest to nowe i inne.  Ale żeby relacjonować bez uprzedzeń, w odróżnieniu od korporacyjnych stacji telewizyjnych i gazet. I stworzyć obywatelom realną możliwość kompetentnego wyboru. Nie zbuduje jej pewnie jeden wolny portal, ale sto – już na pewno tak. Dobrobyt i imponująca globalna potęga Chin też zaczęły się przecież od polityki stu kwiatów… 

Odłóżmy jednak żarty na bok. Nawet Lech Wałęsa, chociaż miał już za sobą Pokojową Nagrodę Nobla i pięć lat pochodzącej z powszechnego wyboru Polaków prezydentury (w 1990 r zagłosowało na niego więcej obywateli, niż teraz na Nawrockiego) – przekonał się w kolejnej próbie w 1995 roku, że wyborów nie da się wygrać wyłącznie głosami słuchaczy Radia Maryja. Podobne  doświadczenie miał Trzaskowski w 2025 r.  z widzami TVN, których poparcie nie wystarczyło do zwycięstwa. 

Rzeczywistość okazuje się nie czarno-biała, lecz wielobarwna i wcale nie tak, jak kupowane w wedlowskim pawilonie przy Bielańskiej galaretki za PRL-u, co miały wprawdzie pięć kolorów ale wszystkie ten sam smak, bo tylko dla niepoznaki sztucznych barwników użyto.  Polscy politycy podobną produkcję reprezentują.

Wiemy co łączy Tuska wraz z jego miejscem gospodarki w pierwszej światowej dwudziestce oraz kosmicznymi wzlotami męża jego podwładnej w 47 lat po płku Hermaszewskim – z Jarosławem Kaczyńskim i jego posmoleńskimi zmorami czy fobiami oraz niepojętym zaufaniem do Antoniego Macierewicza. Wcale nie to, że wszyscy już u władzy byli i radzili sobie z nią marnie. Ponad podziałami – wiąże ich ze sobą to, że ludzie mają ich serdecznie dosyć. Stąd szokujące bo aż 32-procentowe poparcie dla partii, która jeszcze nie powstała, nie wiemy nawet, kto ją stworzy i z jakim programem. Jeśli wtedy obie partie establishmentu dostrzegą wspólnego wroga i w sojuszu Tuska z Kaczyńskim zrealizuje się karykatura PO-PiS-u, jakim mamiono wyborców przed 2005 r, a koalicja ta zaistniała raz tylko w 14 spośród 16 województw w wyborach samorządowych (w 2002 r.) – będzie jeszcze ciekawiej… Przedsmak mieliśmy już niedługo przed piękną datą 15 października 2023 r, kiedy to rosła w siłę wspomniana już i później zmarnowana Trzecia Droga a w dyskursie pojawiło się słowo “symetryści” podwójnie złowrogie, bo krzywdzące i stygmatyzujące ale przede wszystkim kompletnie niezrozumiałe dla szerokiej opinii publicznej.

Przypominało nazywanie “rewizjonistami” w czasach socjalizmu oponentów jego uznawanej za realną wersji, kiedy przestano ich już określać mianem “reakcji”. Nie zapobiegło to jednak wtedy wybiciu się Polaków, choć po tak wielu latach,  na niepodległość i demokrację. Podobnie więc można mieć obecnie nadzieję, że jeśli nawet nie pojawi się od razu partia zdrowego rozsądku, to skutecznie wyłoni się z czasem milcząca dotychczas większość, której uda się temu pojęciu przywrócić rangę i znaczenie.            

[1] badanie IBRIS z 12-13 września 2025

[2] sondaż SW Research z 25-26 listopada 2025

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here