Za zachowaniem neutralności w wojnie USA z Iranem opowiada się większość Polaków (50,3 proc), co czwarty z nas uznaje, że powinniśmy poprzeć Stany Zjednoczone bez angażowania wojska. Za wysłaniem polskich żołnierzy w sukurs USA opowiada się zaledwie… co pięćsetny Polak. Za potępieniem interwencji – 9,5 proc [1]. Wyniki okazują się więc jednoznaczne: to nie jest nasza wojna.
Irańskie drony Shahed od ponad czterech lat na równi z rosyjskimi rakietami pustoszą Ukrainę jako oręże napastniczej armii Władimira Putina. Moskwa i Pekin potępiają wprawdzie likwidację ajatollaha Alego Chamenei przez izraelskich i amerykańskich interwentów ale zawiera się w tym oczywista hipokryzja: irańska dyktatura teokratyczna pozostaje bowiem od dziesięcioleci głównym eksporterem terroryzmu islamskiego, czego skutki Rosja odczuwa w postaci działań fundamentalistów czeczeńskich a Chiny – ujgurskich. Z kolei wzrost cen ropy naftowej, spowodowany kolejną wojną w Zatoce Perskiej i blokadą cieśniny Ormuz sprzyja Putinowi, ekspediującemu surowce do Trzeciego Świata, bo więcej środków w zysku za to przeznaczy na kontynuację pełnoskalowej wojny z Ukrainą.
W ten ostatni konflikt, trwający już ponad cztery lata, Polska zaangażowała się z miękką (soft power, mówi się w języku dyplomacji) ale stanowczą siłą, przy wsparciu całego społeczeństwa, przyjmując rekordową liczbę uchodźców ukraińskich. Tym bardziej sojusznicy, co podobnego zobowiązania na siebie nie przyjęli, nie mają powodu, by od nas czegokolwiek się domagać w kwestii regionalnej wojny, toczonej w odległych krajach. Przecież jej nie wywołaliśmy. Nie pytano też nas o radę.
Sami obywatele mają za to prawo domagać się, by władza zainteresowała się ich losem, jeśli zostali odcięci w państwach nad Zatoką Perską w trakcie przesiadek, biznesowych podróży czy urlopów. Z wielu sygnałów wynika, że wsparcie dla nich nie okazuje się wystarczające. Rządzący muszą te zaległości nadrobić, za to będą oceniani.
Teheran czy Zatoka Perska znajdują się od nas daleko. Natomiast w przekazach, relacjonujących tę wojnę, pojawiają się cele znajdujące się coraz bliżej, jak Cypr, sprawujący właśnie rotacyjne przewodnictwo Unii Europejskiej. Tam również atakują irańskie drony i rakiety. Trzeba szykować się na scenariusz, w którym wojna dosłownie a nie metaforycznie zbliży się do naszych granic. Chociaż to wciąż na szczęście konflikt regionalny, a nie światowy. Szczególnie niebezpieczny okaże się ten format wojny, w którym frontu nie da się wyznaczyć: operacje międzynarodowego terroryzmu, który od niemal półwiecza eksportowało państwo ajatollahów. Polska, po gorzkiej lekcji pandemii, z nową ustawą o obronie cywilnej i doświadczeniami z “nocy dronów” z września ub. r. oraz pamięcią o rozlicznych incydentach związanych ze wtargnięciem nad nasze terytorium rozlicznych obiektów nadlatujących ze wschodu – musi się więc przygotować na konieczność odparcia kolejnego, wcale nie hipotetycznego zagrożenia.
[1] badanie United Surveys by IBRIS dla Wirtualnej Polski 27 lutego – 1 marca 2026