Andrzej Kieryłło, strateg polityczny w rozmowie Łukasza Perzyn
– Co takiego ma Karol Nawrocki, a czego z kolei zabrakło Rafałowi Trzaskowskiemu, że wynik wyborów okazał się taki, jaki znamy? Pytam oczywiście o to, co znajdowało się w zasięgu możliwości kandydatów i ich sztabów, nie o kwestie oczywiste, jak obciążenie półtorarocznym sprawowaniem władzy przez kolegów pretendenta do prezydentury z Koalicji Obywatelskiej?
– Nawrocki ma wokół siebie zimnych i wyrachowanych specjalistów od komunikacji społecznej. Zaś Trzaskowski, przynajmniej w tej kampanii, która dopiero co się zakończyła, entuzjastów, mam na myśli wspierających go sztabowców: posłów i działaczy, oraz, powiedzmy to twardo, amatorów od reklamy i public relations.
– Jak to amatorów? Przecież ludzie z takich agencji nie tylko sami się uważają za zawodowych kreatorów wizerunku ale inni też tak ich odbierają?
– Kto uwierzy, że agencja reklamowa zrobi mu dobrą kampanię wyborczą – ten już przegrał.
– Dlaczego? Bo polityk to nie proszek do prania?
– Sztuka strategii politycznej różni się zasadniczo od reklamy komercyjnej. To zupełnie odmienne dziedziny. Rządzą się innymi prawami.
– Aż się prosi o przykład i analizę popełnionych błędów. Od hasła tej kampanii zaczniemy, czyż nie tak?
– “Cała Polska Naprzód” stanowi nieudolne połączenie znanej z marynarki i czasem wykorzystywanej w reklamie komercyjnej komendy “Cała naprzód” i znanych już z kampanii politycznych haseł typu “Forza Italia”, obecnych kiedyś z kampanii Silvia Berlusconiego we Włoszech i odwołujących się do kibicowskich pokrzykiwań. To misz-masz…
– Pomieszanie z poplątaniem brzmi bardziej po polsku?
– Takie niesprawnie z dwóch innych sklejone hasło świadczy o niskim poziomie tej kampanii. Zbudowano je wtórnie, pod wpływem cudzych sukcesów. A politycznych zwycięstw nie da się sklonować, to nie owca Dolly. Z kolei, jeśli dalej o mankamentach rozmawiamy, trudno było nie dostrzec, że Trzaskowskiemu w roli kandydata zabrakło szkolenia.
– Widać je było po jego oponencie?
– W otoczeniu Nawrockiego znaleziono jeden sposób.
– Radę jakąś?
– Zachowuj się tak, jakbyś już był prezydentem… Wbijanie Nawrockiego w tę formę…
…prezydencką?
– …dało efekt. Na początku niezdarny, trochę jakby drewniany, z czasem został uformowany w taki sposób, że zauważało się rezultat. Z kolei Trzaskowski był sobą, ale chociaż to chwalebne, rezultatu pozytywnego nie przyniosło. Nie pracowano nad nim jak należy. W tym kierunku, żeby przemawiał tak, aby go słuchano. Mógł poprosić o pomoc Piotra Fronczewskiego, mistrza skupiania uwagi widzów.
– Jak powinien mówić Trzaskowski?
– Nie spieszyć się. Czasem zawiesić głos. Poczekać na odpowiedź z sali. W taki sposób się z salą kontakt nawiązuje. Nie pomoże za to podnoszenie głosu do typowo wiecowego krzyku, bo wtedy właśnie wielu słuchać przestaje.
– A może Trzaskowski po prostu nie nadawał się do roli kandydata na prezydenta obozu demokratycznego?
– Nie nadawał się jako kandydat… do tej kampanii. Kto inny był potrzebny. Zdolny pozyskać nowych wyborców, jeśli chodzi o poglądy usytuowanych na prawo od środka sceny. A Trzaskowski nie miał takiej szansy, po tym jak obóz oponenta przyprawił mu gębę, związaną z podejściem do związków partnerskich, co wspierano całą tą tęczową symboliką. I flagą, znaną z debaty. Nieważne, że ją wtedy odstawił. Interesy grupowe przeważyły o doborze kandydata na prezydenta przez Platformę Obywatelską – Koalicję Obywatelską. Błędem okazało się wyłączenie z gry Radosława Sikorskiego. Obecny minister spraw zagranicznych miał szanse – podobnie jak Andrzej Olechowski, gdy przed ćwierćwieczem stał się rewelacją wyborów prezydenckich, kiedy pokonał Mariana Krzaklewskiego a przegrał tylko z Aleksandrem Kwaśniewskim – objawić pewną po części konserwatywną charyzmę. Liczenie na to, że Trzaskowski przekonując wyborców, sięgnie poza macierzysty elektorat KO, okazało się mrzonką. Jego sztab w ogóle tego nie rozumiał. O utrąceniu Sikorskiego zdecydowały interesy grupowe. Prawybory posłużyły za pretekst. Działacze to nie elektorat. przekonał się o tym przed laty Marian Krzaklewski. Teraz Karol Nawrocki wygrał również dlatego, że się zmienił. W wyniku pracy własnej i sztabu – a tam mieli świadomość, co się dzieje wokół – był innym człowiekiem na początku kampanii niż przy jej zwycięskim finale.