Prezydent proponuje, by jednym z trzech tematów Rady Bezpieczeństwa Narodowego, którą zwołał, stały się interesy marszałka Sejmu z rosyjską businesswoman, powiązaną z tamtejszym sektorem państwowym. W odpowiedzi Włodzimierz Czarzasty radzi, by agendę posiedzenia uzupełnić o rozwikłanie związków Karola Nawrockiego ze środowiskiem pseudokibiców. Jedno ani drugie nie powinno pozostać tajemnicą dla opinii publicznej, ale głównym zadaniem rady pozostaje jednak troska o ochronę obywateli w nie tylko zaostrzającej się, ale zmieniającej niemal bez ustanku sytuacji międzynarodowej.
Putinowska Rosja ostrzeliwuje rakietami i dronami infrastrukturę krytyczną Ukrainy, doprowadzając w surowych zimowych warunkach do blackoutu w Kijowie. W efekcie wyłączony zostaje również powiązany z ukraińskim system energetyczny nie stanowiącej formalnie celu dla inwazji Kremla Mołdawii. Nad Polskę wlatują cyklicznie rozmaite wrogie obiekty, obok dronów są to jakoby balony przemytnicze lub meteorologiczne, nie wszystkie nawet zostają odnalezione. Politycy, skupieni przy okazji posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego bez trudu znajdą więc istotniejsze od wzajemnych oskarżeń tematy bieżące, związane z codziennym bezpieczeństwem obywateli.
Czas nauczyć się przewidywać, co zrobi Trump
Jeśli zaś o globalną strategię chodzi, to z powodu impulsywnej i chaotycznej polityki prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa nie znamy nawet najbliższych zamierzeń naszego głównego sojusznika. A tym bardziej przyszłych na nie reakcji naszych europejskich partnerów. Po brawurowym ale i skutecznym uprowadzeniu oskarżanego o handel narkotykami wenezuelskiego dyktatora Nicolasa Maduro – prezydent USA zająć się może budowaniem porozumienia pokojowego między Rosją a Ukrainą, co dla nas oznaczać będzie perspektywę “złego pokoju” co najwyżej odraczającego putinowską ekspansję, ale równie prawdopodobne pozostaje, że administracja amerykańska skupi się na pacyfikacji Strefy Gazy, ewentualnej interwencji w Iranie czy nawet trudnej do oceny w kategoriach tradycyjnej dyplomacji kwestii Grenlandii. Nie jest nam jednak obojętne, co wybierze Trump, więc przy okazji rady politycy pochylić się powinni również nad niejawnymi ekspertyzami i raportami w tej kwestii. Sojusznicy zwłaszcza francuscy czy brytyjscy nauczyli się jakoś sobie radzić z nieobliczalnością najpotężniejszego człowieka świata. W Polsce nie radzimy sobie jednak z bardziej prozaicznymi a elementarnymi dla bezpieczeństwa kraju problemami.
Po zatrzymaniu pod zarzutem szpiegostwa na rzecz wschodniego sąsiada jednego z pracowników Ministerstwa Obrony Narodowej – wiceszef tego resortu Cezary Tomczyk nie był nawet w stanie odpowiedzieć na moje pytanie, kto był ministrem w momencie, gdy osobnika tego w MON zatrudniono. Ograniczył się do stwierdzenia, że miało to miejsce “30 lat temu”. Nie jest jednak bez znaczenia, czy szpieg zaczął tam pracę w momencie, gdy resortem zawiadywał prezydencki minister obrony od Lecha Wałęsy Zbigniew Okoński, czy już jego następca, wskazany przez współrządzące wtedy z postkomunistami Polskie Stronnictwo Ludowe, Stanisław Dobrzański. Podobna ignorancja odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo urzędników wyższego szczebla nie nastraja optymistycznie, nawet jeśli braki nadrabiają werwą codziennych ataków na konkurentów politycznych. Nie z abstrakcjami ideowymi przychodzi się przecież w obecnych warunkach im mierzyć. Tylko z rakietami i dronami. Strach się bać?
Dla czystości polskiego życia publicznego nie pozostaje obojętne, jak daleko sięgały kontakty urzędującego prezydenta z łamiącymi prawo grupami kibolskimi. Podobnie jak ma prawo nas interesować skala interesów, przy okazji biznesu hotelowego (obiekt “Mościcki” w Spale), Włodzimierza Czarzastego i jego żony Małgorzaty z udziałem rosyjskiej przedsiębiorczyni Swietłany Czestnych, pracującej dla domu aukcyjnego powiązanego z kremlowskimi bankami.
Co nie oznacza, że całe posiedzenie RBN poświęcić należy wyjaśnianiu obu kwestii a na rutynowe cele tego gremium już zabraknie czasu. Byłoby to samobójstwo na raty. W dodatku rozszerzone, skoro głównymi poszkodowanymi staliby się nie politycy, lecz zwyczajni obywatele. Wysocy urzędnicy mają bunkry do dyspozycji. Zwykły mieszkaniec nie zna nawet drogi do najbliższego schronu.
Polskie wojny na górze i lokatorzy Kremla
Jak pamiętamy, w drugiej połowie lat 90. znacznie poważniejsze zarzuty formułowano wobec ówczesnego premiera Józefa Oleksego. Chodziło o kontakty z agentem KGB Władimirem Ałganowem. Podobne związki dziennikarze śledczy Jacek Łęski i Rafał Kasprów zarzucali Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. W kolejnej dekadzie Czarzasty jako sekretarz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji stał się jednym z bohaterów afery Lwa Rywina, a przyjęty przez Sejm raport na jej temat zaliczył go do odpowiedzialnej za nią “grupy trzymającej władzę”. Z kolei przy okazji ubiegłorocznej kampanii przed wyborami prezydenckimi wiele dowiedzieliśmy się o ich zwycięzcy Karolu Nawrockim: w kwestii związków ze stosującymi przemoc grupami pseudokibiców oraz pracy w hotelu, stanowiącym niechlubne centrum seksbiznesu. Nie przeszkodziło to, jak wiemy, jego zwolennikom wybrać go na prezydenta. Nie powinno nas to gorszyć, jeśli zważymy, że na mocy podobnie demokratycznego werdyktu wyborców przed niemal ćwierćwieczem do Unii Europejskiej wprowadzali nas politycy, wywodzący się z partii, co zręby swojego finansowania zawdzięczała dekadę wcześniej sławetnej “moskiewskiej pożyczce”. Czyli po prostu plikom dolarów, przywiezionych w reklamówkach ze Wschodu. Nkt za to kary nie poniósł, niech pamięta każdy, kto się teraz oburza. Nawet w imię zasad.
Nie chodzi o bagatelizowanie jawności i niezbędnej przejrzystości życia publicznego. Zwłaszcza w odniesieniu do najważniejszych osób w państwie. Równie istotne jednak pozostaje, by publiczna debata do wzajemnych zarzutach się nie ograniczała. Nie po to jest przecież – jak sama jej nazwa wskazuje – Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Pojęciem racji stanu jako ostatni polski polityk posługiwał się mec. Jan Olszewski. Warto pewnie do tej kategorii wrócić. Zanim kolejne niebezpieczeństwa, których jeszcze nie znamy, przerosną rządzących Polską, obojętne, czy ich siedzibą pozostaje pałac mały czy duży…
Albo politycy podejmą wyzwanie, związane z istotnymi dla obywateli tematami bieżącymi, albo wszyscy za sprawą ich zacietrzewienia czy wiary w sztukę negatywnego marketingu politycznego dreptać będziemy w starych dekoracjach: z późnych lat 90. albo w najlepszym wypadku z ubiegłorocznej letniej kampanii prezydenckiej. Co oznacza, że nie nadążymy za trapiącymi nas zagrożeniami, a tym bardziej nie będziemy w stanie w czasie rzeczywistym im przeciwdziałać. Polskie wojny na górze zawsze cieszą kolejnych lokatorów Kremla.