Cezary Kulesza został wybrany prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej na kolejne cztery lata. Nic dziwnego skoro pozostawał jedynym kandydatem na to stanowisko. Jednak delegaci, choć przystali na jego reelekcję, skarcili go, utrącając wskazanych przez niego kandydatów na wiceprezesów i przeforsowali innych, w tym właściciela Legii Dariusza Mioduskiego. Co dalece ważniejsze od rozgrywek, z tym, co dzieje się na stadionach nie mających wiele wspólnego – Kulesza po tym słodko-gorzkim dla siebie rozstrzygnięciu ogłosił plan zorganizowania w Polsce już za jedenaście lat drugich u nas Piłkarskich Mistrzostw Europy.
To już inny format, niż zjazdowe układy “leśnych dziadków” pamiętających jeszcze dawne czasy dominacji klubów górniczych i hutniczych, milicyjnych i wojskowych z biznesmenami nowego typu – sam Kulesza działał przez lata z sukcesem w branży muzyki disco polo chętnie słuchanej nie tylko na stacjach benzynowych w Polsce lokalnej, chociaż nie cieszącej się wysokimi ocenami znawców. Poprzednie Euro w 2012 zorganizowane wspólnie z Ukrainą w czasach dla niej szczęśliwszych, zaś dla nas nie kojarzących się z problemami równie licznymi jak obecnie – uznane zostało za najlepszy z tych turniejów w historii. Pozostała po nim sieć autostrad, jakich Polska poza poniemieckimi wcześniej nie miała – bo bliskość turnieju okazała się bodźcem do ich szybkiego dokończenia. A także stadiony: Narodowy w Warszawie oraz także nowe w Gdańsku i Wrocławiu i przebudowany w Poznaniu. Teraz można by je wykorzystać na kolejny turniej i dobudować kolejne. Poprzednie Euro stało się przy tym najlepszą promocją Polski w świecie (bo zmagania europejskich graczy chętnie ogląda się nawet w Chinach i państwach arabskich, przy okazji pozyskując wiadomości o ich organizatorze), bodźcem do rozwoju turystyki (nazwiska piłkarzy zna więcej osób niż Fryderyka Chopina) i największym sukcesem, jaki Polska odnotowała po zmianie ustrojowej w 1989 roku. Nie wiązał się on przy tym z żadnymi stratami ani kontrowersjami jak wcześniejsze reformy rynkowe, które miały zarówno swoich beneficjentów jak przegranych – w obu wypadkach liczonych w milionach. Nawet jeśli prezesowi Kuleszy chodzi o ugruntowanie własnej pozycji i poprawę wizerunku – nie jest to projekt, nad którym da się przejść do porządku dziennego. Trzeba też uzyskać przychylnę decyzję UEFA co do przyznania nam organizacji turnieju. Za czym przemawiają: istniejąca już baza i niedawny sukces.
W grę wchodzi rok 2036, wcześniejsze terminy są już obsadzone, ale to wciąż niezbyt odległa perspektywa. I szansa na kolejną promocję oraz bodziec rozwojowy. Wedle nieoficjalnych informacji, oprócz miast, które w roli organizatorów już się raz sprawdziły przed piętnastu laty – mecze miałyby gościć również: Kraków, Łódź, Zabrze i Bydgoszcz. Prezes PZPN zamierza zabiegać dla Polski o rolę samodzielnego organizatora turnieju, podobnie jak niedawno samotnie gościły go Niemcy (2024 r.), chociaż zarówno w 2028 jak 2032 w tej roli wystąpią równocześnie po dwa państwa.
Za to regułą pozostaje, że chociaż przed Euro nie zna się z góry wygranych ani przegranych – organizator zawsze znajdzie się w gronie tych pierwszych, nawet jeśli jego zespół słabo radzi sobie na murawie. Polska zyskała wiele na Euro 2012, chociaż drużyna Franciszka Smudy nie wyszła wtedy z grupy, bo po stanowiących wtedy znośny wynik remisach z Grecją i Rosją przegrała ze słabymi Czechami.
Z Euro korzyść odnoszą nie tylko miasta, gdzie rozgrywane są mecze, ale także mniejsze ośrodki, w których usytuowane są tzw. centra pobytowe – miejsca zakwaterowania i treningu uczestniczących w turnieju drużyn i ich zaplecza. Zyskała na tym w 2012 r. mazowiecka Warka goszcząca Chorwatów i Legionowo jako baza greckiej reprezentacji.
A przecież kiedy pojawiła się myśl, że Polska może zorganizować w 2012 r. Piłkarskie Mistrzostwa Europy okazałem się jednym z zaledwie dwóch dziennikarzy w Polsce – pierwszym był Dariusz Tuzimek, wtedy zastępca red. nacz. “Przeglądu Sportowego” – którzy z projektu wielkiej futbolowej imprezy nad Wisłą i Odrą nie kpili, lecz potraktowali go poważnie. Pod moją presją redakcja “Tygodnika Solidarność” zrobiła z tego główny temat z hasłem na okładce: Polska i Ukraina zbudują stadiony. Bo wtedy nie mieliśmy jeszcze żadnego, który spełniałby europejskie normy. Jednak w parę lat niemożliwe stało się faktem.