Duch Października

0
111

Pizza z wrocławskiego Jagodna, dowożona przed dwoma laty przez ludzi dobrej woli stojącym długo w noc w kolejkach do urn wyborczych – dawno wystygła. Mija połowa kadencji, bez euforii ale i wypełnienia złożonych wtedy obietnic. Beneficjenci tamtej obywatelskiej mobilizacji – demokratyczni politycy zdają się to rozumieć, stąd ich lekkie zakłopotanie przy rocznicowej okazji. To ich wina, że głosowanie z 2023 r. nie poprawiło stanowczo życia publicznego w Polsce. 

Rocznica wyborów z 15 października – co wydaje się oczywiste w dwa lata po nich – nie będzie przez Polaków regularnie świętowana jak 4 czerwca, data uznana za przełom ustrojowy, o którym przesądził jednoznaczny wynik głosowania z 1989 r. 

Z entuzjazmu rekordowo wysokiej frekwencji (74 proc) i nadziei na zmianę, zapamiętanych sprzed dwóch lat, pozostało niewiele. Co nie oznacza, że wszystkie efekty społecznego zrywu zostały zmarnowane. PiS wraz ze swoją autorytarną tendencją nie powróciło do władzy.

Obecna TVP, chociaż niedoinwestowana i przez rządzących lekceważona, nie przypomina jednak tej z czasów Jacka Kurskiego i jego też pisowskiego następcy Mateusza Matyszkowicza, której symbolem pozostawały nienawistne paski na ekranie czy publiczne zachwyty Danuty Holeckiej i Jacka Łęskiego nad rządzącymi. 

W Sejmie, kiedy rządzącym zdarzy się przegrać ważne głosowanie, nie dokonują jego natychmiastowej reasumpcji, jak w czasach, gdy zawiadywała nim marszałek Elżbieta Witek. Showmański styl jej następcy Szymona Hołowni może razić, ale faktem pozostaje, że uczynił on Sejm otwartym… przynajmniej dla wycieczek. Tylko w 2024 r. odwiedziło parlament 140 tys osób. Gospodarz gmachu zerwał z pisowską tradycją odgradzania go od społeczeństwa metalowymi barierkami.

Obecna ekipa nie ustrzegła się afer, choćby przy okazji rozdawania środków z Krajowego Funduszu Odbudowy, co szczególnie gorszy, skoro wcześniej koalicja chwaliła się, że w odróżnieniu od PiS umie je pozyskać – ale nie są one jednak równie bulwersujące jak za poprzedniej ekipy. Kiedy to, jak wiadomo, pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, mające posłużyć ofiarom przestępstw, decydenci bez żenady przeznaczali na inwigilację obywateli z użyciem osławionego systemu szpiegowskiego Pegasus. 

Tyle, że jak pokazują zarówno wyniki niedawnych wyborów prezydenckich, w których wywodzący się z PiS Karol Nawrocki pokonał popieranego przez całą Koalicję 15 Października w drugiej turze Rafała Trzaskowskiego, jak rezultaty sondaży mierzących poparcie dla partii politycznych – wszystko to za mało, by przekonać obywateli, że obecny sojusz ugrupowań demokratycznych powinien nadal sprawować władzę.

Ćwiczenia z liczenia

Gdyby wynik wyborów parlamentarnych okazał się taki jak niedawnego badania United Surveys – Koalicja Obywatelska uzyskałaby najwyższy wynik (30 proc poparcia) ale podobnie jak w wypadku PiS przed dwoma laty – byłoby to zwycięstwo pyrrusowe. Rządziłyby bowiem: Prawo i Sprawiedliwość (29 proc) z Konfederacją (14 proc) a do następnego Sejmu weszłyby jeszcze tylko Lewica (7 proc) i Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna (6 proc). Zabrakłoby w nim miejsca dla współtworzących aktualną koalicję rządową Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050, które przed dwoma laty, startując wspólnie pod marką Trzeciej Drogi przyczyniły się do odsunięcia PiS od władzy i przejęcia jej przez demokratów [1]. 

Rzeczywistość wokół nie sprzyja dobrym ocenom obecnej ekipy rządzącej. W Dniu Nauczyciela “ministra” edukacji Barbara Nowacka mówi pedagogom, że to właściwie święto nas wszystkich, bo przecież każdy kiedyś do szkoły chodził. Nie to zapewne spodziewali się usłyszeć pedagodzy, których głosy przyczyniły się w dużej mierze do zmiany, dokonanej przed dwoma laty. 

Na naukę Polska przeznacza teraz 1,02 proc budżetu, o jedną piątą mniej niż przed dwudziestu laty, przy czym są to głównie środki na dydaktykę czyli utrzymanie uczelni i instytutów, a nie badania rozwojowe. Z unijnego programu Horyzont wyszarpaliśmy dla siebie niecałe 2 proc a skoro do UE należy 27 państw, nietrudno porachować, że środków powinno być co najmniej dwa razy więcej. Rządzący, zwłaszcza KO, chlubią się poparciem elit artystycznych – a tymczasem posadę ministra kultury okupuje druga już osoba słabo rozpoznawalna nawet w środowisku: po Hannie Wróblewskiej – Marta Cienkowska. 

Jeszcze zanim dokonała się rekonstrukcja rządu, wśród najgorszych ministrów wymieniano w sondażach szefów resortów edukacji, zdrowia i sprawiedliwości. Czyli domen i dziedzin szczególnie dotkniętych przez pisowską destrukcję. Obrazuje to skalę rozczarowań nie tyle działaniami, co zaniechaniami, mającymi miejsce już po 15 października 2023 r. Przy czym zwykle umiejący wnikliwie czytać sondaże premier Donald Tusk pozostawił na stanowisku Nowacką, choć opinia publiczna uznaje ją za najgorszą w rządzie. Pewne nadzieje odnowiło tylko zastąpienie Adama Bodnara przez twardego sędziego i byłego KPN-owca Waldemara Żurka, efektu zmian w zdrowiu nie da się jeszcze ocenić. Nie o personalia tu chodzi zresztą, lecz o zawód, jaki dotknął środowiska najmocniej się pisowskiej autokracji przeciwstawiające. Parę lat temu za nauczycielami potrafiła – gdy za rządów PiS strajkowali – ująć się literacka noblistka Olga Tokarczuk. Teraz widzimy, że nie umie tego zrobić Donald Tusk. Być może wychodząc z założenia, że i tak na demokratów zagłosują. Podobnie jak prawnicy i pracownicy wymiaru sprawiedliwości, ludzie kultury, lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni, wykładowcy i doktoranci. Podobne rozumowanie zgubiło jednak w historii niejedną już demokratyczną ekipę. 

Zacne okazuje się dbanie o prawa mniejszości (jak w wypadku związków partnerskich), ale żeby to czynić skutecznie, trzeba najpierw odbudować większość. Wiedza o tym stanowi oczywiste abecadło polityki.                    

Większość milcząca – i demokratyczna

Milcząca większość, która niespodziewanie skrzyknęła się w mediach społecznościowych a czasem w wyniku sąsiedzkich pogwarek i ujawniła przy urnach 15 października 2023 r. i pozwoliła na wyłonienie stabilnej demokratycznej większości, wciąż aktualnej w obu izbach parlamentu, pomimo niekorzystnych sondaży i wyniku wyborów prezydenckich – nie uczyniła tego z zamiłowania do partyjnych skrótowców ani uwielbienia do liderów, co wcześniej wiele wyborów przegrali (jak Tusk w 2005 r. czy Władysław Kosiniak-Kamysz w 2020 r.). Liczyła na zmianę jakościową.

W zamian niestety zamiast chleba dla nauczycieli, doktorantów czy ratowników medycznych, naprawy służby zdrowia czy zrozumienia sytuacji przedsiębiorców i klasy kreatywnej – otrzymała igrzyska gorszące, stosowne raczej dla gawiedzi, jak mechanizm rozliczeń poprzedników sprowadzający się do tego, jak ich gonić z głośnym tupotem, byle tylko przypadkiem nie złapać. Czy ekscesy Romana Giertycha, neofity w obronie demokracji, skoro kiedyś jako minister edukacji u Jarosława Kaczyńskiego chciał wykreślić Witolda Gombrowicza z listy szkolnych lektur – teraz podważającego, niczym uczestnicy sławetnego szturmu na Kapitol w USA, wynik demokratycznych przecież bez reszty wyborów prezydenckich. Wygrał je Karol Nawrocki, ssający na wizji surogaty nikotyny bokser ze znajomościami z półświatka, bo demokraci wystawili niewybieralnego Rafała Trzaskowskiego, dla którego społecznej wrażliwości probierzem w kampanii stał się worek kartofli przytargany na spotkanie w Domu Pomocy Społecznej przez pos. Kingę Gajewską.

Demokratyczna większość parlamentarna istnieje, nie rozpadła się, pomimo rejterady niektórych liderów (Szymon Hołownia), “giertychówek” jako ośmieszającej zmory czy odejścia piątki posłów reprezentujących kiedyś Lewicę, a teraz już tylko Razem Adriana Zandberga. Chciałoby się powiedzieć: wystarczy dobrze rządzić.

Jeśli duch Października 2023 r. ma powrócić, to droga do tego celu nie prowadzi z pewnością przez meandry technologii politycznej. 

Obecna ekipa, ciesząca się blankietową sympatią mediów głównego nurtu, dla odzyskania szerszego niż target widzów TVN poparcia społecznego podjąć musi realny dialog ze środowiskami, dla których dotychczas nie miała propozycji. Z przedsiębiorcami, bo jeśli ta rozmowa nie nastąpi, zostaną w domach w dniu kolejnego głosowania, zbyt wiele razy ich nabierano. I z młodzieżą, która jeśli znów poczuje się zlekceważona, jeszcze raz poprze Konfederację. Później dopiero reflektując się, że głos na Sławomira Mentzena, co jest fajny, bo chce znieść podatki, pije piwo, w sieci ma duże zasięgi a w skarbcu mnóstwo bitcoinów – oznacza ułatwienie powrotu do władzy “strasznego dziadunia” Jarosława Kaczyńskiego z jego fobiami, uprzedzeniami i dziwacznym rytem smoleńskich upamiętnień. Dla młodych przecież postaci przedpotopowej. 

Donald Tusk w trakcie rocznicowego mityngu w Piotrkowie (grał na obcym boisku, bo to okręg poselski Antoniego Macierewicza z pisowską co wybory większością) pod wieczór 15 października br. wykazał się refleksem i darem nawiązywania kontaktu z ludźmi. A także zrozumieniem tego, co mówią. Empatia władzy nie może się jednak ograniczać do tych, co przychodzą na publiczne spotkania przez nią samą organizowane.

Jeśli rządzący politycy nie chcą realnej oferty pod adresem środowisk dotychczas pomijanych sformułować dla dobra Polski, bo przecież wiemy, że do pojęcia racji stanu jako ostatni w życiu publicznym odwoływał się ćwierć wieku temu mec. Jan Olszewski – niech zrobią to dla siebie samych. Po to, żeby nie musieli później, jak teraz były wiceminister  sprawiedliwości u Mateusza Morawieckiego, Marcin Romanowski na Węgrzech Viktora Orbana – kryć się w zaprzyjaźnionych krajach, gdy konkurenci powrócą do władzy. Co to za polityk, co nawet sobie bezpieczeństwa zagwarantować nie potrafi, chciałoby się rzecz skwitować z pewną dozą ironii..                       

[1] sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski z 10-12 października 2025

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here